Zwinne Zarządzanie Zmianą

Nie każda zmiana potrzebuje wielkiego planu

Choć wielki plan daje poczucie bezpieczeństwa

Kiedy chcemy coś zmienić w firmie, naturalnym odruchem jest planowanie. Ponadto analizujemy sytuację, rozpisujemy zadania, wyznaczamy osoby odpowiedzialne i próbujemy przewidzieć możliwe trudności. Powstają harmonogramy, prezentacje i kolejne wersje dokumentów. Uwzględniamy również Opór wobec zmiany.

To wszystko jest potrzebne. Jednak Opór wobec zmiany zaczyna się wtedy, gdy planowanie zastępuje działanie.

Łatwo uwierzyć, że zmianę można rozpocząć dopiero w momencie, gdy znamy całą drogę, potrafimy przewidzieć wszystkie konsekwencje i mamy odpowiedź na każde pytanie. W praktyce taki moment najczęściej nie nadchodzi.

  • Im bardziej niepewna sytuacja, tym mniej prawdopodobne, że szczegółowy plan okaże się trafny.

Rynek może zachować się inaczej, niż zakładaliśmy. Klienci mogą nie dostrzec wartości w rozwiązaniu, które wydawało nam się oczywiste. Pracownicy mogą zwrócić uwagę na problemy niewidoczne z perspektywy właściciela firmy. Może również pojawić się konkurencja, nowa technologia albo zmiana przepisów.

Plan przygotowany przy biurku — Opór wobec zmiany — prędzej czy później spotyka się z rzeczywistością. Jednak rzeczywistość, jak wiadomo, rzadko czuje się zobowiązana do realizowania naszych prezentacji.

Kiedy planowanie staje się sposobem na unikanie decyzji

Planowanie daje poczucie kontroli. Nawet jeśli jeszcze niczego nie zmieniliśmy, mamy wrażenie, że działamy. Odbywają się spotkania, powstają dokumenty, a kolejne punkty trafiają do harmonogramu.

Czasem jest to jednak bardzo elegancki sposób na odkładanie decyzji.

Za potrzebą przygotowania jeszcze dokładniejszego planu” może kryć się obawa przed popełnieniem błędu, utratą pieniędzy albo negatywną reakcją pracowników. Możemy również bać się, że pierwsze efekty nie będą tak dobre, jak oczekiwaliśmy.

Dlatego dopracowujemy projekt, zamiast skonfrontować go z rzeczywistością.

  • Nie zawsze brakuje nam planu. Czasem brakuje nam zgody na to, że nie wszystko da się przewidzieć.

W zmiennym otoczeniu biznesowym pewność jest towarem deficytowym. Możemy jednak zastąpić ją czymś znacznie bardziej użytecznym: szybkim zdobywaniem informacji i wyciąganiem wniosków.

Zamiast przewidywać, zacznij sprawdzać

Działanie bez kompletnego planu nie oznacza działania bez kierunku. Warto jasno określić, jaki efekt chcemy osiągnąć i po czym poznamy, że zmiana przynosi rezultaty.

Nie musimy jednak od razu znać wszystkich prowadzących do niego kroków.

Jeżeli chcemy zwiększyć samodzielność zespołu, nie musimy natychmiast przebudowywać całej struktury firmy. Możemy zacząć od przekazania pracownikom odpowiedzialności za jeden rodzaj decyzji.

Jeżeli planujemy wprowadzenie nowej usługi, nie musimy od razu przygotowywać rozbudowanej kampanii marketingowej. Możemy przedstawić wstępną propozycję kilku klientom i sprawdzić ich reakcje.

Jeśli chcemy usprawnić spotkania, nie potrzebujemy wielomiesięcznego programu transformacji kultury organizacyjnej. Możemy przez dwa tygodnie testować nowy sposób prowadzenia zebrań.

  • Zamiast miesiącami zastanawiać się, czy rozwiązanie zadziała, można stworzyć warunki, które pozwolą to sprawdzić.

Tak właśnie działa eksperyment: nie rozstrzyga od razu całej przyszłości firmy, ale dostarcza informacji potrzebnych do podjęcia kolejnej decyzji.

Eksperyment nie ma udowodnić, że mieliśmy rację

To ważne rozróżnienie. W wielu firmach pilotaż traktowany jest jak mniejsza wersja wdrożenia, które musi zakończyć się sukcesem. Osoby odpowiedzialne chcą wykazać, że ich pomysł był dobry, dlatego koncentrują się na potwierdzaniu wcześniejszych założeń.

Tymczasem wartość eksperymentu polega na uczeniu się.

  • Eksperyment nie ma potwierdzić, że mieliśmy rację. Ma pomóc nam dowiedzieć się czegoś ważnego.

Jeżeli nowe rozwiązanie nie przyniesie oczekiwanego efektu, nie musi to oznaczać porażki. Być może udało się uniknąć kosztownego wdrożenia w całej organizacji. Być może odkryliśmy, że problem leży gdzie indziej albo że pracownicy potrzebują innego rodzaju wsparcia.

Nieudany eksperyment może być bardzo wartościowy. Pod warunkiem, że jest na tyle mały, aby jego koszt był do zaakceptowania, i na tyle dobrze zaprojektowany, aby można było wyciągnąć z niego wnioski.

Jak zaprojektować dobry pierwszy krok?

Dobry eksperyment powinien być niewielki, bezpieczny i możliwy do odwrócenia. Powinien również dotyczyć konkretnego problemu oraz mieć jasno określony czas trwania.

Przed rozpoczęciem warto odpowiedzieć na kilka pytań:

  • Co dokładnie chcemy sprawdzić?
  • Jakiego efektu oczekujemy?
  • Po czym poznamy, że rozwiązanie działa?
  • Jak długo będzie trwał eksperyment?
  • Kto powinien wziąć w nim udział?
  • Jakie ryzyko jesteśmy gotowi zaakceptować?

Po zakończeniu nie wystarczy stwierdzić, że było dobrze” albo ludziom się podobało”. Potrzebna jest krótka rozmowa podsumowująca:

  • Co przyniosło oczekiwany rezultat?
  • Co nas zaskoczyło?
  • Co należy zmienić?
  • Z czego warto zrezygnować?
  • Jaki powinien być kolejny krok?

Dopiero wtedy eksperyment staje się narzędziem prowadzenia zmiany, a nie jednorazową ciekawostką.

Mały eksperyment może uruchomić dużą zmianę

Duże zmiany rzadko powstają dzięki jednemu idealnemu pomysłowi. Częściej są rezultatem serii mniejszych działań: sprawdzania założeń, obserwowania efektów i poprawiania kolejnych rozwiązań.

Taki sposób pracy zmniejsza ryzyko i pozwala szybciej reagować na nowe informacje. Pomaga również angażować ludzi, ponieważ nie otrzymują oni gotowego rozwiązania, lecz uczestniczą w jego tworzeniu.

Zmiana nie zawsze przebiega wtedy zgodnie z pierwotnym planem. Może jednak konsekwentnie zmierzać w wybranym kierunku.

  • Nie potrzebujesz mapy całej drogi. Potrzebujesz kierunku, pierwszego kroku i gotowości do wyciągania wniosków.

Bo w biznesie Opór wobec zmiany rzadko zdobywa ten, kto najdłużej planuje. Jednak ten, kto szybciej zaczyna działać, uczyć się i poprawiać swoje rozwiązania.

Nie każda zmiana potrzebuje wielkiego planu Dowiedz się więcej »

Kto powinien przygotować strategiczny plan zmiany?

Kto powinien przygotować strategię zmiany i wypełniać Kanwę?

Kiedy spotykam się w firmie z HR albo z zarządem przed rozpoczęciem ważnej zmiany, prędzej czy później pada pytanie: Kto powinien przygotować strategiczny plan zmiany?

Moja odpowiedź jest konkretna i oparta o rezultaty badań nad zarządzaniem zmianą. Najlepsze rezultaty osiągamy wtedy, gdy nad planem pracują wspólnie kluczowi interesariusze zmiany: menedżerowie, w tym – jeśli zakres zmiany tego wymaga – członkowie zarządu, oraz przedstawiciele pracowników, których zmiana dotyczy w największym stopniu.

W praktyce oznacza to grupę złożoną z menedżerów różnego szczebla, w tym – jeśli skala zmiany tego wymaga – członków zarządu, oraz przedstawicieli pracowników, których zmiana dotyczy w największym stopniu. Łączę więc perspektywę inicjatorów zmiany z perspektywą jej odbiorców.

Dlaczego proponuję właśnie taki skład?

Strategiczny plan zmiany można oczywiście przygotować w wąskim gronie. Zarząd zna kierunek rozwoju firmy i może podejmować decyzje. Menedżerowie oraz eksperci dobrze znają proces, system lub obszar, którego dotyczy zmiana.

Ja proponuję szeroką reprezentację odbiorców zmiany i pokazuję decydentom cztery ważne korzyści z takiego rozwiązania:

Pierwsza to różne punkty widzenia. Menedżerowie wnoszą perspektywę biznesową i decyzyjną, a pracownicy wiedzę o tym, jak planowana zmiana wpłynie na codzienną pracę, współpracę, odpowiedzialność czy sposób korzystania z nowych rozwiązań.

Druga korzyść to natychmiastowa informacja zwrotna. Już podczas przygotowania planu możemy poznać pytania, potrzeby i wątpliwości osób, których zmiana dotyczy. Dzięki temu część problemów można wychwycić zanim plan zostanie uznany za gotowy.

Trzecia korzyść to większe zaangażowanie. Osoby uczestniczące w pracach mają wpływ na powstający plan i mogą powiedzieć: „uczestniczyłem w przygotowaniu tej zmiany”.

Czwarta to lepsza komunikacja. Uczestnicy znają argumenty, założenia i decyzje z pierwszej ręki. Po warsztacie mogą więc lepiej wyjaśniać zmianę swoim współpracownikom.

Kogo zaprosimy do tego zespołu?

Po przedstawieniu głównych korzyści zadaję kolejne pytanie: Kogo zaprosimy do tego zespołu?

Nie chodzi jeszcze o zespół projektowy odpowiedzialny za wdrożenie. Tworzymy grupę, która ma wspólnie przygotować strategię zmiany. Czasem liczy ona 8 osób, czasem 12, a czasem 20. Wszystko zależy od skali zmiany, liczby obszarów, których ona dotyczy, oraz liczby kluczowych interesariuszy, których perspektywa powinna zostać uwzględniona.

Kto powinien przygotować strategiczny plan zmiany?

Kto powinien przygotować strategiczny plan zmiany?

Jeżeli zmiana obejmuje całą firmę, rekomenduję udział członka/członków zarządu. Przy zmianach o mniejszym zakresie nie jest to konieczne, jeśli Zarząd nie jest kluczowym interesariuszem.

Co robię dalej jako konsultant?

Kiedy znam już skład zespołu, zapraszam jego członków na prowadzony przeze mnie warsztat strategiczny. Moją rolą nie jest napisanie planu zmiany za firmę. Facylituję pracę zespołu, zadaję pytania, pilnuję sposobu pracy i pomagam przejść przez kolejne elementy Strategicznej Kanwy Zmiany.

Podczas warsztatu zespół wspólnie uzgadnia stan docelowy, powody zmiany, kryteria sukcesu, sposób monitorowania postępów, zakres wpływu oraz potrzebne wsparcie. Efektem pracy warsztatowej jest strategiczny plan zmiany zapisany na jednej kartce flipcharta.

Największa wartość takiego podejścia wynika z tego, że plan powstaje przy jednym stole, z udziałem osób, które patrzą na zmianę z różnych perspektyw i będą miały znaczenie dla jej powodzenia.

Jeśli przygotowujesz ważną zmianę, mogę pomóc Ci dobrać właściwy skład zespołu i poprowadzić warsztat, podczas którego wspólnie wypracujecie strategiczny plan zmiany.

Strategiczny plan zmiany – najczęstsze pytania

Kto powinien przygotować strategiczny plan zmiany?
Najlepiej, gdy nad planem wspólnie pracują kluczowi interesariusze zmiany: menedżerowie, przedstawiciele pracowników, których zmiana dotyczy w największym stopniu, oraz – gdy wymaga tego zakres zmiany – członkowie zarządu.

Czy strategiczny plan zmiany powinien przygotować zarząd?
Jeżeli zmiana obejmuje całą firmę, udział członka zarządu jest wskazany. Przy zmianach dotyczących wybranego obszaru zarząd nie musi uczestniczyć w pracach, jeśli nie jest kluczowym interesariuszem.

Czym jest Strategiczna Kanwa Zmiany?
Strategiczna Kanwa Zmiany to jednostronicowy strategiczny plan zmiany. Zawiera m.in. stan docelowy, uzasadnienie zmiany, kryteria sukcesu, sposób monitorowania postępów, zakres wpływu oraz potrzebne wsparcie.

Ile osób powinno pracować nad strategicznym planem zmiany?
Nie ma jednej właściwej liczby. W praktyce zespół pracujący nad strategią zmiany może liczyć 8, 12 lub 20 osób – zależnie od zakresu zmiany i liczby kluczowych interesariuszy, których perspektywa powinna zostać uwzględniona.

Kto powinien przygotować strategię zmiany i wypełniać Kanwę? Dowiedz się więcej »

Najtrudniej było nie biec za nim

Mój wnuk ma sześć lat. Podczas wakacji pierwszy raz wsiadł na pitbike.

Patrząc na niego, miałem dwie równoległe myśli.

Pierwsza:

Ale ma frajdę”.

Druga:

Czy on przypadkiem nie jedzie za szybko?”.

Prawdopodobnie każdy dorosły stojący obok toru zna ten stan.

Dziecko widzi motocykl, trasę i przygodę.

Dorosły widzi zakręt, nierówność, możliwość upadku oraz wszystkie scenariusze, których dziecko na szczęście jeszcze nie zdążyło sobie wyobrazić.

Najpierw były krótkie przejazdy. Gaz. Hamulec. Zakręt. Zatrzymanie. Kilka uwag. Kolejna próba.

Czasem motocykl jechał dokładnie tam, gdzie powinien. Czasem trochę mniej dokładnie.

A ja łapałem się na tym, że najchętniej podpowiadałbym bez przerwy.

Wolniej. Uważaj. Patrz przed siebie. Nie dodawaj tyle gazu.

Tylko że po kilku takich komunikatach człowiek zaczyna się zastanawiać, czy jeszcze pomaga, czy już przeszkadza.

Kilka jazd później wnuk wystartował w zawodach.

To zdanie brzmi znacznie poważniej, niż wyglądała cała sytuacja.

Nie było planu kariery. Nie było rozmowy o wyniku. Nikt nie sprawdzał, czy jest już gotowy na kolejny etap ścieżki rozwoju młodego zawodnika. To miała być zabawa. Miał stanąć na starcie, przejechać trasę i zobaczyć, jak to jest.

A ja, stojąc obok toru, pomyślałem, że w ciągu tych kilku dni wydarzyło się coś, z czym firmy zmagają się czasem przez wiele miesięcy.

Człowiek zaczął, zanim poczuł pełną gotowość.

Dostał możliwość pierwszej próby bez presji, że musi od razu coś udowodnić.

A dorośli musieli stworzyć bezpieczne warunki i w odpowiednim momencie przestać trzymać kierownicę.

Gotowość przyszła po drodze

Nie wiem, czy przed pierwszą jazdą mój wnuk czuł się gotowy.

Podejrzewam, że nie zadawał sobie tego pytania.

Chciał spróbować.

Dorośli mają z gotowością trudniejszą relację.

Zanim podejmiemy się nowej roli, chcemy wiedzieć, czy sobie poradzimy.

Zanim poprowadzimy pierwszy projekt, chcemy znać wszystkie ryzyka.

Zanim podejmiemy decyzję, chcemy mieć pewność, że będzie trafna.

W organizacjach często wygląda to podobnie.

Najpierw szkolenie. Potem warsztat. Następnie dodatkowe spotkanie, żeby omówić wnioski z warsztatu. Później plan przygotowania ludzi do rozpoczęcia pilotażu.

Wszystko rozsądne.

Do momentu, w którym przygotowanie zaczyna służyć nie zwiększaniu bezpieczeństwa, ale odsuwaniu chwili startu.

Mój wnuk nie znał wszystkich sytuacji, które mogły wydarzyć się na torze.

  • Nie miał doświadczenia.
  • Nie opanował techniki.
  • Miał jednak odpowiedni sprzęt, kilka podstawowych zasad i miejsce, w którym mógł spróbować.
  • Był gotowy nie do tego, żeby jeździć idealnie.
  • Był gotowy do pierwszego okrążenia.

To duża różnica.

Nie zawsze najpierw zdobywamy pewność, a później zaczynamy. Czasem zaczynamy po to, żeby zdobyć pewność.

W pracy też nie wszystkiego da się nauczyć przed startem.

Nie da się w pełni przygotować do pierwszej trudnej rozmowy z pracownikiem.

Do pierwszego wystąpienia przed zarządem.

Do pierwszego samodzielnie prowadzonego projektu.

Do pierwszych tygodni w roli menedżera.

Można dostać wiedzę, wsparcie i wskazówki.

Ale część kompetencji pojawi się dopiero wtedy, gdy człowiek ruszy.

Zawody bez egzaminu

Start w zawodach miał jeszcze jeden ciekawy element.

Nikt nie oczekiwał wyniku.

Oczywiście były emocje. Był numer startowy, inni zawodnicy i rodzice stojący przy trasie.

Ale celem nie było podium. Celem było doświadczenie. Zobaczyć, jak wygląda start. Przejechać trasę razem z innymi.

Poczuć, co dzieje się z człowiekiem, kiedy kończy się spokojna jazda treningowa, a zaczyna prawdziwe wydarzenie.

W firmach pierwsza próba rzadko ma taki komfort.

  • Pierwsza prezentacja ma być dobra.
  • Pierwszy projekt ma dowieźć wynik.
  • Pierwsza decyzja po awansie ma potwierdzić, że wybór tej osoby był słuszny.

Mówimy:

Spróbuj”.

Ale cały kontekst mówi:

Udowodnij, że potrafisz”.

A kiedy człowiek ma coś udowodnić, przestaje się uczyć.

Zaczyna chronić swoją reputację.

Nie zadaje pytań, bo nie chce pokazać, że czegoś nie wie.

Nie eksperymentuje, bo eksperyment może się nie udać.

Wybiera najbezpieczniejsze rozwiązanie, nawet jeżeli nie jest najlepsze.

Nie dlatego, że brakuje mu odwagi.

Dlatego, że dobrze rozumie zasady gry.

Trudno uczyć się czegoś nowego, kiedy każda próba wygląda jak egzamin.

Pierwsza próba nie zawsze powinna odpowiadać na pytanie:

„Czy ta osoba się nadaje?”.

Czasem wystarczy inne:

„Czego dowiedziała się po pierwszym okrążeniu?”.

Najtrudniejsza rola dorosłego

Patrząc na wnuka, zrozumiałem też coś o sobie.

Łatwo mówić, że trzeba pozwolić innym próbować.

Znacznie trudniej patrzeć, jak próbują w sposób inny niż ten, który sami uznalibyśmy za najlepszy.

Dorosły stojący przy torze ma doświadczenie.

Widzi więcej.

Szybciej zauważa zagrożenie.

Wie, kiedy trzeba zwolnić i jak wejść w zakręt.

Podobnie lider.

Patrzy na pracownika prowadzącego pierwsze spotkanie i już po dwóch minutach wie, co sam powiedziałby inaczej.

Słucha prezentacji i od razu widzi, który slajd należałoby zmienić.

Obserwuje decyzję i zna prostszą drogę.

Wtedy pojawia się pokusa:

Daj, pokażę ci”.

Zwykle wynika z dobrej intencji. Chcemy pomóc. Skrócić drogę. Uchronić przed błędem.

Tylko że jeżeli za każdym razem przejmujemy kierownicę, człowiek uczy się głównie jednego:

że w trudniejszej sytuacji powinien poczekać na szefa.

Później lider mówi, że zespół nie jest samodzielny.

Pracownicy pytają o każdą decyzję. Nie podejmują inicjatywy. Nie wychylają się.

Czasem jednak nie jest to brak samodzielności.

To rezultat wielu sytuacji, w których ktoś zdążył złapać kierownicę, zanim pracownik sam sprawdził, jak przejechać zakręt.

Nie da się nauczyć samodzielności kogoś, komu przez cały czas trzymamy kierownicę.

Puścić nie znaczy odwrócić się plecami

Nie chodzi o to, żeby powiedzieć:

Radź sobie”.

Sześciolatka nie zostawia się samego na torze.

Potrzebny jest kask. Odpowiedni motocykl. Zasady. Bezpieczne miejsce.

Dorosły, który obserwuje i zareaguje, gdy pojawi się prawdziwe zagrożenie.

Ale dorosły nie może jednocześnie prowadzić.

W firmie jest podobnie.

Lider może określić cel. Ustalić granice decyzji. Powiedzieć, kiedy pracownik powinien poprosić o pomoc. Umówić moment sprawdzenia postępu. Zapewnić dostęp do wiedzy i zasobów. Może też jasno nazwać, na jakie błędy można sobie pozwolić, a gdzie ryzyko jest zbyt duże.

To nie jest brak kontroli.

To projektowanie bezpiecznej przestrzeni do samodzielnego działania.

Najtrudniejsze pytanie brzmi wtedy:

  • Czy reaguję, bo dzieje się coś naprawdę niebezpiecznego?
  • Czy dlatego, że ktoś robi to inaczej niż ja?

Na torze te dwie sytuacje nie są tym samym.

W pracy również.

Trzy rzeczy, które zostały ze mną po wakacjach

Patrząc na wnuka, zobaczyłem trzy proste warunki rozwoju.

  • Po pierwsze, człowiek musi mieć możliwość zacząć, zanim poczuje się w pełni gotowy.
  • Po drugie, pierwsza próba nie może od razu decydować o tym, czy się nadaje.
  • Po trzecie, wsparcie musi dawać bezpieczeństwo, ale nie może odbierać sterowania.

Brzmi prosto.

A jednak organizacje często robią coś dokładnie odwrotnego.

  • Przygotowują ludzi tak długo, że ci nie zaczynają.
  • Nazywają działanie eksperymentem, a po pierwszym błędzie wyciągają wnioski o kompetencjach.
  • Delegują odpowiedzialność, ale nie oddają wpływu.
  • Później dochodzą do wniosku, że ludzie nie są gotowi, nie chcą się rozwijać albo brakuje im inicjatywy.

Być może czasem problemem nie są ludzie.

Być może źle przygotowaliśmy ich pierwsze okrążenie.

Refleksja dziadka z toru

Mój wnuk nie wygrał tych zawodów.

I nie taki był cel.

Wystartował.

Przejechał trasę.

Zdobył doświadczenie, którego nie dałoby mu żadne tłumaczenie z boku.

A ja nauczyłem się, że obserwowanie czyjegoś rozwoju wymaga czasem więcej samokontroli niż samo uczenie.

Trzeba zadbać o kask.

Wyjaśnić zasady.

Być blisko.

I powstrzymać odruch, żeby przy każdym zakręcie krzyczeć:

Uważaj!”.

Bo czasem najlepsze, co możemy zrobić dla czyjegoś rozwoju, to stworzyć bezpieczne warunki, zejść z toru i pozwolić mu przejechać własne okrążenie.Gdzie Waszym zdaniem kończy się zwinność, a zaczyna chaos?

Najtrudniej było nie biec za nim Dowiedz się więcej »

Zarządzanie zmianą: Jak długo powinna trwać diagnoza, czyli Wgląd?

Zarządzanie zmianą: Jak długo powinna trwać diagnoza?

Na warsztatach Zwinnego Zarządzania Zmianą i podczas doradztwa często słyszę pytanie: „Kiedy wreszcie zaczniemy działać?”. Zadają je menedżerowie przygotowujący zmianę. Zespół chce już tworzyć harmonogram, rozdzielać zadania i rozpoczynać wdrożenie. Wcześniej potrzebuje jednak diagnozy, którą w Zwinnym Zarządzaniu Zmianą nazywamy Wglądem.

Dzięki Wglądowi można lepiej zrozumieć obecną sytuację firmy, mechanizm problemu, oczekiwany rezultat, wpływ zmiany na ludzi i przedsiębiorstwo oraz bariery, które mogą utrudnić wdrożenie. Pozostaje pytanie: jak długo powinna trwać taka diagnoza?

Czas Wglądu zależy od rodzaju zmiany

Kiedy rozmawiam z menedżerami o niewielkiej zmianie w systemie SAP, uświadamiam im, że jej przygotowanie nie musi trwać tygodniami. Czasem wystarczy jedno- lub dwudniowy warsztat zarządzania zmianą. Podczas takiego warsztatu zespół prowadzący zmianę rozpoznaje jej wpływ na użytkowników, przewiduje możliwe reakcje oraz przygotowuje komunikację i potrzebne wsparcie.

Inaczej wygląda przygotowanie zmiany kultury firmy. Trzeba zbadać obecną kulturę, opisać stan docelowy, porozmawiać z pracownikami i menedżerami, określić lukę oraz wybrać priorytety. Taka diagnoza może potrwać nawet 2 miesiące.

Pomiędzy tymi przykładami znajdują się wdrożenia OKR, nowych systemów wynagrodzeń, zmiany w sprzedaży czy rozwiązania oparte na AI.

Widzisz więc, że nie ma jednej liczby dni diagnozy odpowiedniej dla każdego przedsięwzięcia. Czas Wglądu zależy od rodzaju, zakresu i złożoności zmiany.

Zarządzanie zmianą - jak długo ma trwać diagnoza?

Dlaczego często podpowiadam 2 tygodnie?

Jako współautor „Zwinnologii 2.0” podkreślam, że pierwszy etap Wglądu warto ograniczyć do maksymalnie dwóch tygodni. Przy złożonej zmianie cały proces diagnozy może potrwać dłużej. Pierwsze rozmowy, warsztaty i badania tworzą wstępny obraz sytuacji. Kolejne źródła informacji pozwalają go potwierdzić, uzupełnić albo skorygować.

Na warsztatach Zwinnego Zarządzania Zmianą porównuję Wgląd do fotografii firmy wykonanej w konkretnym momencie. Im dłużej ją analizujemy, tym większe ryzyko, że przedstawia sytuację, która zdążyła się już zmienić.

Wgląd powinien trwać tak długo, aby zespół zebrał wiedzę potrzebną do przejścia do generowania Opcji działań, a następnie do Eksperymentów.

Pułapka perfekcyjnej diagnozy

Największą pułapką Wglądu jest chęć zebrania wszystkich dostępnych informacji. Po ankiecie pojawia się pomysł przeprowadzenia wywiadów. Po wywiadach ktoś proponuje grupy fokusowe. Potem dochodzą analiza danych z kilku lat, porównanie działów i dodatkowe badanie klientów.

Każde z tych działań może przynieść wartościowe informacje. W pewnym momencie diagnoza zaczyna jednak żyć własnym życiem, a zespół nadal nie przechodzi do działania.

Jako konsultant zarządzania zmianą pokazuję, że największy przyrost wiedzy następuje zazwyczaj na początku diagnozy. Zespół rozpoznaje wtedy główne problemy, bariery, zależności oraz różnice w postrzeganiu zmiany. Później pojawia się efekt malejących korzyści. Kolejne badania coraz częściej potwierdzają wcześniejsze ustalenia albo dostarczają szczegółów, które nie wpływają na dalsze działania.

Zgodnie z zasadą Pareto około 80% najistotniejszych informacji można zdobyć w ciągu około 20% czasu przeznaczonego na diagnozę.

Kiedy zakończyć diagnozę?

Wgląd można zakończyć, gdy zespół prowadzący zmianę uzna, że ma wystarczającą wiedzę, aby przejść do generowania Opcji działań, a następnie do Eksperymentów.

Podpowiadam, aby sprawdzić, czy zespół:

  • rozumie obecną sytuację,
  • potrafi opisać oczekiwany rezultat zmiany,
  • zna najważniejsze grupy objęte zmianą,
  • rozpoznał główne bariery i czynniki wspierające,
  • ma dane pozwalające tworzyć Opcje działań.

Kluczowe pytanie brzmi:

Czy mamy już wystarczającą liczbę danych, aby przejść dalej?

Pełnej wiedzy o firmie i jej otoczeniu i tak nie zdobędziemy. Wystarczająca wiedza pozwala jednak wygenerować Opcje działań, wybrać najkorzystniejsze i sprawdzić je w Eksperymentach, a następnie wejść w kolejny cykl Zwinnego Zarządzania Zmianą.


Najczęstsze pytania o diagnozę w zarządzaniu zmianą

Ile powinna trwać diagnoza w zarządzaniu zmianą?

Czas diagnozy zależy od rodzaju, zakresu i złożoności zmiany. Może wynosić od jednego lub dwóch dni do nawet dwóch miesięcy.

Czym jest Wgląd w Zwinnym Zarządzaniu Zmianą?

Wgląd to diagnoza firmy i jej otoczenia poprzedzająca generowanie Opcji działań. Pomaga zrozumieć problem, oczekiwany rezultat, wpływ zmiany oraz bariery utrudniające wdrożenie.

Dlaczego nie warto dążyć do pełnej diagnozy?

Pełnej wiedzy o firmie i jej otoczeniu nie da się zdobyć. Kolejne badania często tylko potwierdzają wcześniejsze ustalenia i opóźniają przejście do generowania Opcji działań.

Kiedy można zakończyć Wgląd?

Wgląd można zakończyć, gdy zespół ma wystarczającą wiedzę o sytuacji, oczekiwanym rezultacie, grupach objętych zmianą oraz głównych barierach. Zebrane dane powinny pozwalać na generowanie Opcji działań.

Zarządzanie zmianą: Jak długo powinna trwać diagnoza? Dowiedz się więcej »

Plany się zmieniają. Kierunek zostaje

Wakacje są prawdopodobnie jednym z najlepszych i jednocześnie najmniej docenianych szkoleń ze zwinności.

Planujemy wyjazd.

Wybieramy trasę. Rezerwujemy hotel. Sprawdzamy restauracje. Układamy listę miejsc, które koniecznie trzeba zobaczyć. W ambitniejszej wersji powstaje nawet harmonogram, przy którym niejeden kierownik projektu zacząłby nerwowo poprawiać wykres Gantta.

A potem przychodzi życie.

Samolot jest opóźniony. Pada deszcz. Restauracja okazuje się zamknięta. Dzieci nie chcą oglądać kolejnego zabytku. Trasa, która na mapie wyglądała na krótki spacer, prowadzi pod górę, w pełnym słońcu i — jak się szybko okazuje — została zaplanowana przez człowieka pozbawionego uczuć.

I wtedy mamy wybór.

Możemy konsekwentnie realizować plan.

Albo możemy uratować wakacje.

Dobry plan potrafi się zdezaktualizować

W biznesie często traktujemy zmianę planu jak porażkę.

Skoro ustaliliśmy harmonogram, trzeba się go trzymać. Skoro zarząd zaakceptował projekt, trzeba go dowieźć. Skoro przygotowaliśmy strategię na trzy lata, nie wypada po sześciu miesiącach przyznać, że część założeń przestała być aktualna.

Tylko czy naprawdę dowodem profesjonalizmu jest realizowanie planu, który już nie pasuje do rzeczywistości?

Plan powstaje na podstawie informacji dostępnych w określonym momencie. Tymczasem rynek się zmienia. Klienci reagują inaczej, niż przewidywaliśmy. Technologia przyspiesza. Ludzie mają inne potrzeby. Pojawiają się ograniczenia, których wcześniej nie było widać.

Czasami więc najbardziej odpowiedzialną decyzją nie jest konsekwentne realizowanie planu.

Jest nią jego zmiana.

Zwinność nie oznacza, że robimy, co nam się podoba

Tu jednak pojawia się pułapka.

Bo zwinność bywa mylona z ciągłym zmienianiem zdania.

– Spróbujmy teraz tego.
– Nie działa? To może czegoś innego.
– Zmieńmy priorytety.
– Jeszcze raz zmieńmy priorytety.
– A może w ogóle zmieńmy cel?

To nie jest zwinność.

To chaos z dobrym PR-em.

Zwinność nie polega na tym, że każdego dnia wybieramy inny kierunek. Polega na tym, że potrafimy zmieniać sposób działania, nie tracąc z oczu tego, dokąd chcemy dojść.

Na wakacjach celem nie musi być odwiedzenie wszystkich punktów z listy. Celem może być odpoczynek, wspólnie spędzony czas, poznanie nowego miejsca albo przeżycie czegoś ciekawego.

Jeżeli pada deszcz, możemy zrezygnować z plaży i pójść do małego muzeum, kawiarni albo na lokalny targ.

Plan się zmienił.

Kierunek został.

Organizacje mają problem nie ze zmianą planów, lecz z brakiem kierunku

W wielu firmach problemem nie jest wcale to, że ludzie zbyt mocno trzymają się planu.

Problem polega na tym, że nikt nie wie, co w tym planie jest naprawdę ważne.

Czy celem projektu jest wdrożenie systemu informatycznego, czy poprawa przepływu informacji?

Czy celem szkolenia jest przeszkolenie stu osób, czy zmiana konkretnych zachowań?

Czy celem reorganizacji jest narysowanie nowej struktury, czy szybsze podejmowanie decyzji?

Czy celem strategii jest stworzenie prezentacji, czy dokonanie wyborów, które rzeczywiście zmienią sposób działania firmy?

Gdy kierunek jest niejasny, plan zaczyna zastępować myślenie.

Wykonujemy zadania, organizujemy spotkania, raportujemy postęp i przesuwamy kolorowe prostokąty w systemach do zarządzania projektami.

Wszystko idzie zgodnie z harmonogramem.

Tylko niekoniecznie prowadzi tam, gdzie chcieliśmy dotrzeć.

Zwinność zaczyna się od odwagi zadawania niewygodnych pytań

Czy to, co robimy, nadal ma sens?

Co zmieniło się od momentu, gdy powstał plan?

Które założenia okazały się błędne?

Czego dowiedzieliśmy się od klientów, pracowników albo rynku?

Co należy kontynuować, co zmodyfikować, a z czego po prostu zrezygnować?

To nie są pytania świadczące o braku konsekwencji.

To pytania świadczące o dojrzałości.

Znacznie łatwiej jest realizować zatwierdzony plan i później wyjaśniać, dlaczego nie przyniósł oczekiwanych rezultatów. Trudniej zatrzymać się w połowie drogi i powiedzieć:

„Wiemy dziś więcej niż wtedy, gdy podejmowaliśmy tę decyzję. Dlatego zmieniamy sposób działania”.

W Agile For Future patrzymy na zmianę właśnie w ten sposób

Nie zaczynamy od pytania: „Jak sprawić, żeby ludzie zrealizowali plan?”.

Najpierw pytamy:

Czy ten plan nadal prowadzi do właściwego celu?

Pomagamy organizacjom oddzielić kierunek od sposobu dojścia. Nazwać założenia. Zobaczyć sygnały płynące z organizacji. Zaprojektować możliwe opcje działania i sprawdzić je poprzez bezpieczne eksperymenty.

Bo zmiana rzadko przebiega dokładnie tak, jak została zaplanowana.

I bardzo dobrze.

Plan powinien pomagać poruszać się w rzeczywistości, a nie zmuszać rzeczywistość, żeby podporządkowała się planowi.

Wakacyjna lekcja zwinności

Może więc podczas najbliższego wyjazdu warto przyjrzeć się własnym reakcjom.

Co robimy, gdy pogoda psuje nasze plany?

Gdy droga okazuje się zamknięta?

Gdy ktoś z bliskich ma zupełnie inny pomysł na dzień?

Czy za wszelką cenę próbujemy zrealizować harmonogram?

Czy potrafimy zmienić trasę, pamiętając, po co właściwie wyruszyliśmy?

Bo czasem najlepsze wakacyjne wspomnienia powstają właśnie wtedy, gdy plan przestaje działać.

Być może z organizacjami jest podobnie.

Plan można zmienić. Kierunku nie wolno zgubić.

A może jest odwrotnie?

Może w części firm problemem nie jest zbyt mała zwinność, ale zbyt łatwe zmienianie planów pod hasłem „musimy reagować na rzeczywistość”?

Gdzie Waszym zdaniem kończy się zwinność, a zaczyna chaos?

Plany się zmieniają. Kierunek zostaje Dowiedz się więcej »

Zarządzanie zmianą przy wdrażaniu OKR

Jak zarządzać zmianą podczas wdrażania OKR, aby uniknąć największego ryzyka?

Wdrażanie OKR zmienia sposób wyznaczania celów, ustalania priorytetów i rozliczania efektów pracy. Zarząd, menedżerowie i pracownicy uczą się przechodzić od rozmowy o wykonanych zadaniach do rozmowy o osiągniętych rezultatach.

Sama znajomość metody OKR nie wystarczy. Potrzebne jest zarządzanie zmianą, które pomoże zmienić dotychczasowe nawyki, wybrać właściwe działania i wypracować nowy sposób pracy.

Jak stare nawyki osłabiają wdrożenie OKR?

Jedno z ryzyk podczas wdrażania OKR materializuje się wtedy, gdy firma zaczyna korzystać z terminologii OKR, lecz nadal myśli “po staremu”. Osiągnięcie (“O” w ramach OKR) brzmi: „Przeszkolić pracowników”, a Kluczowy Rezultat: „Przeprowadzono 10 szkoleń”.

Taki zapis pokazuje wykonanie działania. Nie mówi jednak, czy zmienił się sposób pracy uczestników i czy firma osiągnęła efekt ważny dla realizacji strategii. Podobnie można wdrożyć system i nie poprawić jakości decyzji albo przygotować procedurę i nie zmniejszyć liczby błędów.

Wdrożenie OKR ujawnia więc utrwalone przekonanie, że wykonanie zadania oznacza osiągnięcie celu. Zmiana tego sposobu myślenia wymaga pracy ze wszystkimi odbiorcami zmiany w firmie.

Zwinne Zarządzanie Zmianą podczas wdrażania OKR

W pracy z zespołami wdrażającymi OKR wykorzystuję Zwinne Zarządzanie Zmianą oraz narzędzia opisane w „Zwinnologii 2.0”. Podstawę stanowi cykl ZZZ: Wgląd – Opcje działań – Eksperymenty. Pozwala on prowadzić wdrożenie krok po kroku, sprawdzać rozwiązania w praktyce i wykorzystywać doświadczenia z kolejnych cykli OKR.

Wgląd

Najpierw proponuje diagnozę obecnego sposobu zarządzania celami. Sprawdzamy, jak Zarząd komunikuje priorytety, jak cele strategiczne są przekładane na pracę zespołów oraz czego dotyczą rozmowy menedżerów z pracownikami.

W jednej firmie problemem będzie zbyt duża liczba celów, w innej brak powiązania między strategią a codziennymi działaniami. Czasem najsilniejszą barierą okazuje się rozliczanie ludzi głównie z wykonania zadań.

Wgląd obejmuje również opis oczekiwanego rezultatu zmiany. W tym celu wykorzystujemy Strategiczną Kanwę Zmiany. Zespół wdrażający uzgadnia, jak ma wyglądać zarządzanie celami po wdrożeniu OKR i po czym firma pozna, że zmierza we właściwym kierunku.

Opcje działań

Po dokonaniu Wglądu, zapraszam zespół wdrażający OKR-y do wypracowania opcji działań. Diagnoza może pokazać, że potrzebna jest praca z Zarządem nad priorytetami strategicznymi, więc przekładamy to na konkretne działania w tym obszarze.

W innej organizacji ważniejsze będzie przygotowanie menedżerów do rozmów o rezultatach, więc proponujemy działania poprawiające komunikację.

Eksperymenty

Wybrane Opcje działań zamieniamy w Eksperymenty, czyli sprawdzamy w praktyce, czy działania przynoszą zakładane rezultaty.

Pierwszy cykl OKR warto potraktować jako próbę nowego sposobu zarządzania. Organizacja sprawdza, czy Osiągnięcia wyznaczają właściwy kierunek, czy Kluczowe Rezultaty pokazują postęp oraz czy przeglądy prowadzą do decyzji.

Hipoteza eksperymentu pomaga określić, jaki efekt ma przynieść dane działanie i po czym zostanie on rozpoznany. Rezultat eksperymentu dostarcza kolejnego Wglądu i pozwala zdecydować o dalszym postępowaniu.

Retrospektywa łączy kolejne cykle zmiany

Wspierając wdrażanie OKR, pokazuję poszczególnym zespołom, jak ważna jest retrospektywa. Po zakończeniu cyklu OKR (a czasem też w jego trakcie np. po 45 dniach) zespół podsumowuje jakość celów, sposób prowadzenia przeglądów oraz decyzje podejmowane na podstawie Kluczowych Rezultatów. Zwraca też uwagę na miejsca, w których powróciły wcześniejsze nawyki zadaniowe. Ważne jest, aby określić jakie działania były skuteczne, jakie należy poprawić, a jakich zaprzestać.

Wnioski z retrospektywy są przydatne w kolejnym cyklu ZZZ: kolejny Wgląd wykorzystuje te informacje, potem przychodzi czas na nowe Opcje działań i następne Eksperymenty. W ten sposób kolejne cykle OKR stają się kolejnymi cyklami zarządzania zmianą oraz cyklami uczenia się i doskonalenia.

Jak zwiększyć szanse powodzenia zmiany?

Powodzenie wdrożenia zależy w dużym stopniu od zachowań Zarządu i menedżerów. Jeżeli podczas spotkań nadal najważniejsze będą pytania o wykonanie zadań, pracownicy szybko wrócą do wcześniejszych praktyk. Gdy menedżerowie zaczną rozmawiać o rezultatach, postępie i wartości Inicjatyw, nowy sposób myślenia będzie się stopniowo utrwalał.

Wdrożenie OKR warto rozpocząć od określenia zmiany, jaką firma chce przeprowadzić w sposobie zarządzania. Następnie potrzebna jest diagnoza, wybór działań dopasowanych do sytuacji organizacji oraz sprawdzanie ich w praktyce.

W Agile for Future wspieramy Zarządy, menedżerów i zespoły wdrożeniowe w przygotowaniu i prowadzeniu takiej zmiany. Łączymy metodę OKR z narzędziami Zwinnego Zarządzania Zmianą, aby nowe podejście wspierało realizację strategii.

Najczęstsze pytania o zarządzanie zmianą podczas wdrażania OKR

Czy wdrożenie OKR jest zmianą organizacyjną?

Wdrożenie OKR jest zmianą sposobu zarządzania celami, priorytetami i odpowiedzialnością. Dotyczy Zarządu, menedżerów i pracowników, dlatego wymaga świadomego zarządzania zmianą.

Dlaczego wdrożenie OKR może się nie udać?

Jedną z częstych przyczyn są utrwalone nawyki zadaniowe. Firma zaczyna stosować nowe pojęcia, lecz nadal rozlicza wykonanie działań zamiast osiąganych rezultatów.

Jak zarządzać zmianą podczas wdrażania OKR?

Warto rozpocząć od Wglądu w obecny sposób pracy z celami, następnie wypracować Opcje działań i sprawdzać wybrane rozwiązania poprzez Eksperymenty. Wnioski z retrospektyw pomagają doskonalić kolejne cykle OKR.

Jaką rolę pełni Zarząd we wdrożeniu OKR?

Zarząd wyznacza priorytety, pokazuje oczekiwany sposób rozmowy o rezultatach i wspiera menedżerów w podejmowaniu decyzji na podstawie Kluczowych Rezultatów.

Dlaczego pierwszy cykl OKR warto traktować jak eksperyment?

Pierwszy cykl dostarcza wiedzy o tym, jak organizacja rozumie metodę, gdzie powracają stare nawyki i jakie działania wspierające należy zmienić przed kolejnym cyklem.

Jak Zwinne Zarządzanie Zmianą wspiera wdrożenie OKR?

Zwinne Zarządzanie Zmianą pozwala dopasować sposób wdrożenia do sytuacji firmy. Cykl Wgląd – Opcje działań – Eksperymenty pomaga stopniowo budować nowy sposób zarządzania i wykorzystywać doświadczenia z praktyki.

Jak zarządzać zmianą podczas wdrażania OKR, aby uniknąć największego ryzyka? Dowiedz się więcej »

Dług zmiany, czyli co się dzieje, gdy organizacja przenosi problem na klienta

Duże zmiany organizacyjne często wyglądają dobrze z perspektywy prezentacji zarządczej.

Jest harmonogram. Są kamienie milowe. Jest projekt migracji. Są zespoły robocze. Jest komunikat, że proces został zakończony. Czasem nawet pojawia się zdanie o „sukcesie operacyjnym” albo „sprawnym przeprowadzeniu procesu”.

Problem zaczyna się wtedy, gdy po drugiej stronie tej zmiany stoi człowiek.

Klient. Pracownik. Użytkownik. Partner biznesowy.

Ktoś, kto nie patrzy na zmianę przez status projektu, tylko przez bardzo proste pytania:

Czy mogę korzystać z tego, co miało działać?
Czy wiem, co mam zrobić?
Czy ktoś mnie poinformował na czas?
Czy mam poczucie kontroli?
Czy w razie problemu dostaję spójną odpowiedź?

Jeżeli odpowiedź brzmi „nie”, to zmiana nie została dobrze przeprowadzona. Nawet jeśli formalnie została wdrożona.

Przeprowadzka bez kluczy

Kilka tygodni temu, jako wieloletni klient Citi, zostałem przeniesiony do VeloBanku. Przez blisko 20 lat korzystałem z usług jednego banku, po czym w wyniku dużej transakcji i migracji klientów znalazłem się w zupełnie nowej rzeczywistości.

Sama decyzja biznesowa nie jest tu najciekawsza. Firmy kupują, sprzedają, łączą się, przejmują aktywa, produkty i klientów. Tak działa rynek.

Ciekawsze jest to, jak taka zmiana została doświadczona przez klienta.

Na początku był problem podstawowy: poczucie braku pełnej, jasnej i wcześniejszej komunikacji. Klient banku nie ma obowiązku śledzić fuzji, przejęć i komunikatów branżowych. Ma natomiast prawo oczekiwać, że jeśli jego produkty, dane, dostęp do pieniędzy i codzienna obsługa zostają przeniesione do innej instytucji, to zostanie o tym poinformowany w sposób prosty, konkretny i z odpowiednim wyprzedzeniem.

Nie chodzi tylko o formalne spełnienie obowiązku informacyjnego.

Chodzi o doświadczenie zmiany.

Bo zmiana w banku to nie jest zmiana koloru ikonki w aplikacji. To dostęp do pieniędzy, poczucie bezpieczeństwa i zaufanie. Trzy rzeczy, których nie da się skutecznie migrować samym harmonogramem technicznym.

Operacja się udała, klient nadal czeka

Pierwsze dni po migracji były trudne. Problemy z dostępem, niepewność, trudność w uzyskaniu informacji, przeciążone kanały kontaktu. Można powiedzieć: zdarza się. Duże migracje bywają skomplikowane. Systemy bankowe są złożone. Dane są wrażliwe. Procesy regulowane.

Tylko że po kilku tygodniach nie mówimy już o pierwszym szoku.

Mówimy o jakości zmiany.

Minęły mniej więcej trzy tygodnie i okazało się, że coś, co miało zostać przeniesione automatycznie, w praktyce wymaga kolejnych działań po stronie klienta. Kolejnych dokumentów. Kolejnych podpisów. Kolejnych wizyt albo akceptacji w aplikacji. Kolejnych prób ustalenia, co właściwie działa, a co tylko wygląda, jakby działało.

Przykład?

Przelew własny z konta firmowego na konto osobiste.

Z perspektywy klienta to nie jest zaawansowana operacja finansowa. To raczej codzienna bankowa higiena. Loguję się, wybieram rachunek, robię przelew.

W praktyce okazało się, że funkcjonalność nie działa. W oddziale usłyszałem, że trzeba podpisać odpowiednie porozumienie dotyczące dostępu do konta i po 48 godzinach wszystko powinno zacząć działać. Procedura brzmiała rozsądnie: dokument, termin, oczekiwanie.

Mijają dni. Nie działa.

Telefon do banku przynosi inną informację: ta funkcjonalność w ogóle nie działa.

I tu zaczyna się prawdziwy problem.

Nie chodzi już tylko o niedziałającą funkcję. Chodzi o niespójność informacji, brak jasnej odpowiedzialności i poczucie, że klient sam musi koordynować proces, którego nie projektował.

Dług zmiany

W technologii mówi się często o długu technologicznym. To koszt decyzji podejmowanych szybko, tymczasowo, z założeniem, że „poprawimy później”.

Podobne zjawisko istnieje w zarządzaniu zmianą. Można je nazwać długiem zmiany.

Powstaje wtedy, gdy organizacja spieszy się z wdrożeniem, upraszcza komunikację, nie domyka procesów, nie przygotowuje ludzi z pierwszej linii, zakłada, że problemy „jakoś się obsłuży”, a klient lub pracownik „jakoś sobie poradzi”.

Tylko że „jakoś” rzadko oznacza dobrze.

Dług zmiany nie znika w dniu uruchomienia systemu. On tylko zmienia właściciela.

Najpierw jest po stronie zespołu projektowego.
Potem trafia do oddziałów.
Potem do infolinii.
Potem do reklamacji.
A na końcu ląduje u klienta.

Klient płaci za ten dług swoim czasem, cierpliwością i zaufaniem.

Dzwoni. Jeździ. Pisze. Podpisuje. Czeka. Tłumaczy swoją sytuację kolejnym osobom. Słyszy różne odpowiedzi w różnych kanałach. I z czasem przestaje pytać: „kiedy to zacznie działać?”.

Zaczyna pytać: „czy ktoś tam w ogóle widzi całość?”.

To bardzo niebezpieczny moment dla każdej organizacji.

Bo problemy techniczne można naprawić. Formularze można poprawić. Funkcjonalności można uruchomić. Ale poczucie, że nikt nie panuje nad sytuacją, zostaje znacznie dłużej.

Zmiana nie kończy się w systemie

Organizacje często patrzą na zmianę od środka.

Czy migracja została zakończona?
Czy system został uruchomiony?
Czy produkty zostały przeniesione?
Czy komunikaty zostały wysłane?
Czy zgody zostały zebrane?
Czy procedury są dostępne?

To ważne pytania. Ale niewystarczające.

Klient pyta inaczej:

Czy mogę zrobić przelew?
Czy wiem, co mam podpisać?
Czy informacja z oddziału i infolinii jest taka sama?
Czy ktoś potrafi mi powiedzieć, co naprawdę działa?
Czy muszę sam prowadzić prywatne śledztwo w sprawie własnego konta?

Jeżeli organizacja odpowiada na pytania wewnętrzne, ale nie odpowiada na pytania klienta, to zmiana jest domknięta tylko formalnie.

A formalne domknięcie zmiany nie oznacza, że ludzie jej doświadczają jako uporządkowanej, bezpiecznej i sensownej.

Automatyzacja bez odpowiedzialności

W tej historii szczególnie ciekawe jest napięcie między automatyzacją a odpowiedzialnością.

Z perspektywy klienta część rzeczy miała wydarzyć się automatycznie. Produkty miały zostać przeniesione, dostęp zachowany, funkcjonalności uruchomione, a nowa rzeczywistość miała po prostu działać.

W praktyce pojawiła się seria ręcznych działań: podpisz dokument, zaakceptuj regulamin, odwiedź oddział, poczekaj, zadzwoń, złóż reklamację, sprawdź ponownie.

Automatyzacja, która wymaga od klienta ciągłej interwencji, przestaje być wygodą. Staje się labiryntem.

A kiedy system pokazuje funkcję, która nie działa, klient nie myśli o architekturze IT, zależnościach procesowych ani wyjątkach migracyjnych.

Myśli prościej:

Dlaczego znowu tracę czas?

Lekcja dla każdej organizacji

Ta historia nie jest tylko o bankach.

To historia o każdej firmie, która przeprowadza zmianę i skupia się głównie na tym, żeby dowieźć projekt, a za mało na tym, żeby człowiek po drugiej stronie wiedział, co się dzieje.

Może chodzić o wdrożenie nowego systemu CRM.
Może chodzić o reorganizację.
Może chodzić o zmianę procedur obsługi klienta.
Może chodzić o nowy model pracy.
Może chodzić o połączenie firm.
Może chodzić o zmianę strategii.

Mechanizm jest podobny.

Jeżeli ludzie nie wiedzą, co się dzieje, zaczynają tworzyć własne interpretacje.
Jeżeli dostają niespójne informacje, tracą zaufanie.
Jeżeli muszą sami odkrywać proces, rośnie frustracja.
Jeżeli nikt nie bierze odpowiedzialności za całość, każda drobna trudność staje się dowodem chaosu.

Dlatego w zmianie nie wystarczy zaplanować system, proces i komunikat.

Trzeba zaplanować doświadczenie człowieka.

Co zobaczy jako pierwsze?
Czego się przestraszy?
Jakie pytania zada?
Gdzie utknie?
Kto mu pomoże?
Czy osoby z pierwszej linii będą mówiły jednym głosem?
Co zrobimy, gdy coś nie zadziała?

To są pytania, które często wydają się miękkie. W praktyce są bardzo twarde, bo wpływają na zaufanie, reputację, koszty obsługi, liczbę reklamacji i lojalność klientów.

Higiena zmiany

Po kilku tygodniach od migracji nie oczekuję cudów. Wystarczyłaby spójność.

Jeżeli coś nie działa, warto powiedzieć, że nie działa.
Jeżeli wymaga dokumentu, wszystkie kanały powinny mówić to samo.
Jeżeli funkcjonalność jest niedostępna, nie powinna udawać dostępnej.
Jeżeli klient ma coś zrobić, powinien wiedzieć dokładnie co, po co i z jakim skutkiem.

To nie są luksusy.

To higiena zmiany.

Zmiana nie kończy się wtedy, kiedy organizacja uzna, że ją wdrożyła. Zmiana kończy się wtedy, kiedy człowiek po drugiej stronie odzyskuje poczucie kontroli.

Może działać.
Wie, co ma zrobić.
Rozumie swoje opcje.
Dostaje spójne informacje.
Nie czuje się sam z konsekwencjami czyjegoś niedopracowanego procesu.

Bo w zmianie najważniejsze nie jest to, czy system raportuje sukces.

Najważniejsze jest to, czy człowiek po drugiej stronie nie czuje, że został przeniesiony jak mebel.

Nawet meble zabezpiecza się folią bąbelkową.

Klientów, pracowników i użytkowników warto zabezpieczyć jeszcze lepiej: dobrą komunikacją, spójnym procesem i odpowiedzialnością za całość doświadczenia.

Jeśli Twoja organizacja przygotowuje dużą zmianę: wdrożenie systemu, reorganizację, zmianę procesów lub integrację zespołów, warto zadać jedno pytanie wcześniej:

kto zapłaci dług tej zmiany, jeśli nie domkniemy jej dobrze?

W Agile For Future pomagamy projektować zmiany tak, żeby nie kończyły się na slajdzie, tylko działały w praktyce.


Dług zmiany, czyli co się dzieje, gdy organizacja przenosi problem na klienta Dowiedz się więcej »

Małe zmiany w SAP i ERP - warsztat Agile for Future - Zwinne zarządzanie zmianą

Jak wdrażać małe zmiany w SAP i systemach ERP bez zmęczenia użytkowników?

Wdrożenie SAP lub innego systemu ERP nie kończy pracy nad zmianą. Bardzo często dopiero ją rozpoczyna. Po uruchomieniu systemu firma zaczyna działać w środowisku, które trzeba dalej rozwijać: dopasowywać procesy, zmieniać raportowanie, korygować pola, aktualizować uprawnienia, usprawniać ścieżki akceptacji, reagować na potrzeby działów i poprawiać rozwiązania, które w praktyce okazały się niewystarczające.

Tak było w firmie produkcyjnej ze środkowej Polski, z którą pracowałem przy wdrażaniu małych zmian w SAP. W dwudniowym warsztacie, realizowanym w formule 2 × 8 godzin, wzięło udział 18 osób zaangażowanych w przygotowywanie i wdrażanie zmian w systemie.

Przez 16 godzin pracy warsztatowej zajmowaliśmy się jednym konkretnym wyzwaniem: jak wdrażać wiele małych zmian w SAP tak, aby nie przeciążać użytkowników i nie budować dużego projektu dla każdej modyfikacji systemu.

SAP i ERP żyją po wdrożeniu

Dla zespołu odpowiedzialnego za SAP kolejne modyfikacje są naturalną częścią rozwoju systemu. Firma się zmienia, procesy dojrzewają, dane wymagają lepszej jakości, raporty mają odpowiadać na nowe potrzeby menedżerów, a użytkownicy zgłaszają uwagi wynikające z codziennej pracy.

Z perspektywy użytkowników wygląda to jednak inaczej. Każda korekta oznacza konieczność dostosowania sposobu pracy. Czasem chodzi o nowe pole. Czasem o inną kolejność działań. Czasem o zmienioną odpowiedzialność, dodatkowy krok akceptacji, nowy raport albo inny sposób wprowadzania danych.

I wtedy pojawiają się narzekania:

  • „Dopiero nauczyliśmy się poprzedniego rozwiązania”.
  • „Czy znowu mamy robić to inaczej?”.
  • „Kiedy wreszcie będzie stabilnie?”.
  • „Dlaczego ciągle coś się zmienia?”.

Takie komentarze to naturalne reakcje ludzi, którzy mają wykonywać swoją codzienną pracę, obsługiwać procesy, realizować zadania, dbać o dane, terminy i wyniki, a jednocześnie co chwilę dostosowywać się do kolejnych zmian w systemie.

Mała zmiana w systemie nie zawsze jest mała dla użytkownika

Jednym z najważniejszych wniosków z pracy z zespołami wdrażającymi zmiany w ERP jest prosty fakt: wielkość zmiany technicznej nie zawsze odpowiada wielkości zmiany po stronie użytkownika.

Dla zespołu SAP modyfikacja może być niewielka. Dla użytkownika może oznaczać przerwanie rutynowego sposobu pracy. Jeżeli ktoś przez kilka miesięcy wykonywał czynność w określony sposób, znał ekran, kolejność kliknięć, pola i zależności, to każda zmiana wymaga ponownego uczenia się. Nawet wtedy, gdy z perspektywy systemu jest to tylko drobna korekta.

Kiedy liczba zmian staje się problemem

W firmie, z którą pracowałem, wyzwaniem nie była jedna konkretna modyfikacja SAP. Problemem była liczba zmian i ich częstotliwość. Użytkownicy zaczynali mieć poczucie, że zamiast spokojnie wykonywać swoją pracę, stale dostosowują się do systemu.

Zespół odpowiedzialny za SAP znalazł się w trudnym położeniu. Z jednej strony wdrażał usprawnienia, poprawiał jakość danych, reagował na potrzeby biznesu i rozwijał system. Z drugiej strony coraz częściej słyszał od użytkowników, że zmian jest za dużo, że są uciążliwe i że brakuje stabilności.

Zespół wdrażający chce usprawniać działanie firmy. Użytkownicy chcą dobrze wykonywać swoje obowiązki. Obie perspektywy są uzasadnione. Problem zaczyna się wtedy, gdy brakuje wypracowanego sposobu przeprowadzania małych zmian.

Dlaczego pełny projekt dla każdej zmiany w SAP nie ma sensu?

Przy dużym wdrożeniu ERP można przygotować rozbudowany projekt: harmonogram, plan komunikacji, szkolenia, materiały, spotkania informacyjne, sponsorów, właścicieli procesów i strukturę zarządzania zmianą. Przy dziesiątkach małych zmian takie podejście przestaje być praktyczne.

Nie da się każdej korekty przygotowywać przez miesiąc. Nie da się dla każdej drobnej modyfikacji budować dużego projektu wdrożeniowego. Nie da się też ograniczyć wdrożenia do samego uruchomienia zmiany w systemie.

Potrzebne jest podejście lżejsze, szybsze i powtarzalne. Takie, które pozwala zespołowi SAP przed kolejną zmianą szybko zebrać najważniejsze składowe nadchodzącej małej zmiany.

Dwudniowy warsztat Zwinnego Zarządzania Zmianą

W opisanym przypadku zaproponowałem warsztat „Zwinnologia 2.0. Zwinne Zarządzanie Zmianą”. Pracowaliśmy przez 2 dni, po 8 godzin dziennie. W warsztacie uczestniczyło 18 osób, które na co dzień przygotowują, komunikują i wdrażają zmiany w SAP.

Punktem wyjścia były konkretne sytuacje z codziennej praktyki uczestników. Jeszcze przed warsztatem uczestnicy przygotowali Pre-Work, w którym opisali przykłady zmian wywołujących napięcia, komunikatów, które nie zadziałały, powtarzających się reakcji użytkowników oraz przypadków, w których zespół wdrażający był postrzegany jako źródło problemu, mimo że jego intencją było usprawnienie pracy.

Dzięki temu podczas warsztatu nie rozmawialiśmy o abstrakcyjnych modelach. Pracowaliśmy na prawdziwych wyzwaniach zespołu.

Celem warsztatu było wypracowanie sposobu działania przy dużej liczbie małych zmian w SAP. Chodziło o wypracowanie praktycznego schematu pracy, który można wykorzystać przy każdej następnej zmianie.

Właśnie w takich sytuacjach sprawdza się zwinne podejście do zarządzania zmianą. uzupełnia ono kompetencje techniczne zespołu SAP o umiejętność prowadzenia ludzi przez kolejne modyfikacje systemu.

Kanwa Zmiany, reakcje użytkowników i cykl ZZZ

Podczas warsztatu, który prowadziłem wraz z Markiem Naumiukiem, zapoznałem uczestników narzędziami Zwinnego Zarządzania Zmianą, w tym z Kanwą Zmiany, narzędzia pracy z reakcjami ludzi oraz cyklem ZZZ, obejmującym Wgląd, Opcje działań i Eksperymenty.

Wgląd oznacza zrozumienie sytuacji przed wdrożeniem zmiany. W przypadku SAP może to być analiza tego, których użytkowników dotknie modyfikacja, jakie czynności będą wykonywać inaczej, co może być dla nich niejasne, uciążliwe albo ryzykowne. Elementem Wglądu jest wypełnienie Kanwy Zmiany i odpowiedzenie na kluczowe pytania:

  • CO ulega zmianie w systemi?
  • DLACZEGO wprowadzana jest ta zmiana? Jakie korzyści odniosą użytkownicy z tej zmiany?

Opcje działań to poszukiwanie różnych sposobów wsparcia zmiany. Nie zawsze rozwiązaniem jest szkolenie. Czasem wystarczy krótki komunikat, instrukcja ekranowa, rozmowa z liderami użytkowników, test z małą grupą albo dyżur wsparcia w pierwszych dniach po uruchomieniu zmiany.

Eksperymenty oznaczają sprawdzanie w praktyce, czy przyjęte działanie rzeczywiście pomaga. Na przykład: czy użytkownicy po otrzymaniu krótkiego komunikatu rozumieją zmianę, czy liczba błędów spada, czy pytania do zespołu SAP dotyczą wyjątków, a nie podstawowego sposobu pracy.

Co uczestnicy wypracowali na warsztacie?

Po 16 godzinach pracy uczestnicy wypracowali strukturę działania przy kolejnych małych zmianach w SAP. Powstała także lista możliwych działań komunikacyjnych, wspierających i angażujących użytkowników, dopasowana do różnych grup odbiorców zmiany.

Co ważne, uczestnicy wypracowali też konkretne rozwiązania dla swoich małych zmian, które “przynieśli” na warsztat, i mogli wdrażać te rozwiązania dosłownie od jutra.

Podsumowanie

Jak wdrażać małe zmiany w SAP i systemach ERP bez zmęczenia użytkowników?

W zmianach dotyczących SAP i ERP nie chodzi wyłącznie o to, czy system został poprawnie zmodyfikowany. To oczywiście warunek konieczny. Z perspektywy organizacji równie ważne jest to, czy ludzie akceptują wprowadzane doskonalenie, czy rozumieją nowe zasady, czy wiedzą, czego się od nich oczekuje i czy nie mają poczucia, że system co chwilę wytrąca ich z codziennych obowiązków.

Jeśli zmian w ERP jest dużo, sama sprawność techniczna nie wystarczy. Potrzebne są kompetencje zarządzania zmianą: rozumienie reakcji użytkowników, zgromadzenia argumentów za zmianą, umiejętność komunikowania zmian, angażowania właściwych osób, dobierania wsparcia oraz szybkiego sprawdzania, czy dane działanie przynosi oczekiwany efekt.

Warsztat Zwinnego Zarządzania Zmianą, taki jak ten, który poprowadziliśmy wspólnie z Markiem Naumiukiem, pokazuje zespołom odpowiedzialnym za SAP/ERP, jak przeprowadzić użytkowników przez kolejne modyfikacje systemu bez budowania wielkiego projektu dla każdej małej zmiany.

Jak wdrażać małe zmiany w SAP i systemach ERP bez zmęczenia użytkowników? Dowiedz się więcej »

Wrzesień nie wybacza chaosu. Jak przygotować zmianę, zanim wszyscy wrócą z urlopów

W wielu firmach wrzesień działa jak organizacyjny poniedziałek po długim weekendzie.

Wszyscy wracają.
Wszystko jest pilne.
Projekty „odmrażają się” w tym samym czasie.
Kalendarze zaczynają wyglądać jak plansza do Tetrisa na najwyższym poziomie trudności.

Do tego dochodzą tematy, które jeszcze w czerwcu brzmiały niewinnie:

„Wrócimy do tego po wakacjach”.
„Zacznijmy we wrześniu”.
„Poczekajmy, aż wszyscy będą”.
„Nie ma sensu teraz ruszać, bo zaraz urlopy”.

I często to podejście ma sens. Nie każdą zmianę warto uruchamiać w lipcu czy sierpniu. Jeśli połowa kluczowych osób jest poza firmą, decydenci mijają się w kalendarzach, a zespoły pracują w trybie zastępstw, start dużej zmiany może być bardziej ryzykowny niż rozsądny.

Problem zaczyna się wtedy, gdy „po wakacjach” traktujemy jak magiczny moment, w którym wszystko samo się ułoży.

Nie ułoży się.

Wrzesień nie porządkuje chaosu.
Wrzesień go pokazuje.

„Ruszymy po wakacjach” to jeszcze nie plan

Wiele organizacji odkłada większe tematy zmianowe na wrzesień. To naturalne. Wakacje mają swój rytm, a dostępność ludzi jest ograniczona.

Ale odłożenie startu zmiany nie powinno oznaczać odłożenia myślenia o zmianie.

To zasadnicza różnica.

Można nie uruchamiać wdrożenia w lipcu.
Można nie robić dużej komunikacji w sierpniu.
Można nie angażować całej organizacji w sezonie urlopowym.

Ale można — i warto — przygotować grunt.

Bo skuteczna zmiana nie zaczyna się w momencie wysłania oficjalnego komunikatu. Nie zaczyna się od prezentacji zarządu, spotkania inauguracyjnego ani maila z tytułem „ważna informacja dotycząca nowego modelu działania”.

Zmiana zaczyna się wcześniej.

Od zrozumienia, po co ją robimy.
Od sprawdzenia, kogo naprawdę dotknie.
Od nazwania ryzyk.
Od przygotowania menedżerów.
Od zaplanowania pierwszego kroku.
Od zastanowienia się, jak ludzie mogą tę zmianę zinterpretować.

Jeśli tego zabraknie, wrzesień szybko zamieni się w serię pożarów, wyjaśnień i nerwowych spotkań.

A tego raczej nikt nie potrzebuje po urlopie.

Zmiana zaczyna się przed komunikatem

W firmach często przyjmuje się, że start zmiany to moment oficjalnego ogłoszenia.

Jest spotkanie.
Jest prezentacja.
Jest mail.
Jest harmonogram.
Jest eleganckie zdanie o „kolejnym etapie rozwoju organizacji”.

Z perspektywy formalnej wszystko się zgadza.

Ale z perspektywy ludzi zmiana zaczyna się często zupełnie gdzie indziej.

W pierwszym pytaniu:
„Co to oznacza dla mnie?”

W pierwszej obawie:
„Czy dam sobie radę?”

W pierwszym domyśle:
„Czy za tym kryją się cięcia?”

W pierwszej rozmowie między pracownikami:
„Ciekawe, kto to wymyślił i po co”.

Dlatego przygotowanie zmiany nie polega wyłącznie na dopracowaniu harmonogramu. Polega także na zrozumieniu, co ta zmiana uruchomi w organizacji.

Jakie emocje?
Jakie pytania?
Jakie interesy?
Jakie napięcia?
Jakie wcześniejsze doświadczenia?
Jakie obawy i nadzieje?

Organizacje mają pamięć. Jeśli poprzednie zmiany były chaotyczne, ludzie będą patrzeć na kolejną przez ten filtr. Jeśli wcześniejsze wdrożenia kończyły się niejasną komunikacją, przeciążeniem albo brakiem konsekwencji, trudno oczekiwać, że nowa zmiana zostanie powitana pełnym zaufaniem.

Nawet najlepszy pomysł może zostać przyjęty z dystansem, jeśli organizacja nie została przygotowana na jego przyjęcie.

Wakacje jako czas przygotowania gruntu

Wakacje nie muszą być czasem wielkich wdrożeń.

Mogą jednak być bardzo dobrym momentem na przygotowanie zmiany, która ma ruszyć jesienią.

Nie chodzi o to, żeby forsować działania wtedy, gdy ludzie są niedostępni. Chodzi o to, żeby wykorzystać spokojniejszy rytm organizacji na pracę, która później bardzo procentuje.

Warto w tym czasie zająć się kilkoma obszarami.

1. Doprecyzuj sens zmiany

Pierwsze pytanie brzmi: po co naprawdę robimy tę zmianę?

Nie na poziomie hasła.
Nie na poziomie „bo rynek wymaga”.
Nie na poziomie „bo zarząd zdecydował”.
Nie na poziomie „bo musimy się dostosować”.

Tylko konkretnie.

Jaki problem chcemy rozwiązać?
Jaką szansę chcemy wykorzystać?
Co się stanie, jeśli nic nie zrobimy?
Dlaczego ta zmiana jest ważna właśnie teraz?
Co ma być lepsze po jej wdrożeniu?

Jeżeli nie umiemy prosto wyjaśnić sensu zmiany, trudno oczekiwać, że ludzie się w nią zaangażują.

Komunikat w stylu „optymalizujemy model operacyjny w celu zwiększenia synergii międzyobszarowej” może dobrze wyglądać w prezentacji, ale rzadko buduje zrozumienie.

Ludzie potrzebują języka, który da się przełożyć na ich codzienność.

2. Sprawdź, kogo zmiana naprawdę dotknie

Na papierze zmiana może dotyczyć jednego działu, jednego procesu albo jednej grupy stanowisk.

W praktyce często wpływa na znacznie więcej osób.

Nowe narzędzie w sprzedaży może zmienić pracę obsługi klienta.
Nowa struktura może wpłynąć na sposób podejmowania decyzji w projektach.
Nowy proces akceptacji może zmienić rytm pracy menedżerów.
Nowe KPI mogą zmienić zachowania ludzi bardziej niż niejeden komunikat kulturowy.

Dlatego przed startem zmiany warto przygotować mapę interesariuszy.

Nie tylko formalną, ale realną.

Kto będzie użytkownikiem zmiany?
Kto będzie ją tłumaczył innym?
Kto może ją blokować?
Kto poniesie największy koszt adaptacji?
Kto powinien zostać zaproszony do rozmowy wcześniej?
Kto ma wpływ nieformalny, choć niekoniecznie widoczny w strukturze?

Zmiana nie dzieje się w schemacie organizacyjnym.
Zmiana dzieje się w pracy konkretnych ludzi.

3. Nazwij możliwe straty

To jeden z najczęściej pomijanych elementów zarządzania zmianą.

W komunikacji organizacyjnej lubimy mówić o korzyściach. O usprawnieniach, nowych możliwościach, większej efektywności, lepszej współpracy i przyszłych rezultatach.

I dobrze. Korzyści są ważne.

Ale dla wielu osób zmiana oznacza także jakąś stratę.

Czasem stratę wpływu.
Czasem poczucia bezpieczeństwa.
Czasem znanego sposobu działania.
Czasem statusu eksperta.
Czasem autonomii.
Czasem przewidywalności.
Czasem po prostu spokoju.

Jeżeli organizacja nie nazwie tych strat, ludzie i tak je poczują.

A wtedy oficjalny komunikat o „szansach rozwojowych” może zabrzmieć dla nich jak ładnie opakowane niezrozumienie rzeczywistości.

Dojrzałe przygotowanie zmiany wymaga uczciwego pytania: co ludzie mogą w tej zmianie stracić?

Nie po to, żeby z tej zmiany rezygnować.

Po to, żeby lepiej przygotować wsparcie, komunikację i tempo wdrożenia.

4. Przygotuj menedżerów

Menedżerowie średniego szczebla są w zmianie w wyjątkowo trudnej roli.

Z jednej strony sami są odbiorcami zmiany.
Z drugiej strony mają ją tłumaczyć swoim zespołom.
Z trzeciej — często muszą amortyzować emocje, pytania i napięcia.

A mimo to w wielu organizacjach dostają po prostu prezentację i oczekiwanie, że „przekażą dalej”.

To za mało.

Jeśli menedżerowie mają być wiarygodnymi ambasadorami zmiany, sami muszą ją najpierw zrozumieć.

Potrzebują przestrzeni na pytania.
Potrzebują argumentów.
Potrzebują jasności, co mogą powiedzieć ludziom.
Potrzebują przygotowania do trudnych rozmów.
Potrzebują zrozumienia, gdzie kończy się ich wpływ, a gdzie zaczynają decyzje organizacyjne.

Bez tego łatwo wpadają w komunikat: „takie są decyzje góry”.

A to nie jest zdanie, które buduje zaangażowanie. To raczej elegancki sposób na przekazanie odpowiedzialności w górę struktury.

5. Przygotuj pierwszy komunikat

Pierwszy komunikat w zmianie ma ogromne znaczenie.

To on ustawia ramę interpretacyjną. Ludzie bardzo szybko tworzą własne historie. Jeśli nie dostają jasnych informacji, wypełniają luki domysłami.

A domysły w organizacji potrafią rozmnażać się szybciej niż cukinia w lipcu.

Dobry pierwszy komunikat powinien być prosty, konkretny i uczciwy.

Powinien odpowiadać na pytania:

Po co to robimy?
Co się zmieni?
Co na razie się nie zmieni?
Kogo to dotyczy?
Jaki jest pierwszy krok?
Kiedy pojawią się kolejne informacje?
Gdzie można zadawać pytania?
Co jeszcze nie jest rozstrzygnięte?

Nie trzeba udawać, że wszystko jest już wiadome.

Czasem bardzo ważnym elementem wiarygodnej komunikacji jest zdanie:

„Tego jeszcze nie wiemy, ale wrócimy z odpowiedzią w konkretnym terminie”.

Ludzie nie zawsze oczekują pełnej pewności.

Często oczekują uczciwości i traktowania ich jak dorosłych.

6. Zdecyduj, czego nie robicie

Zmiana zwykle coś dokłada.

Nowe zadania.
Nowe spotkania.
Nowe decyzje.
Nowe rytuały.
Nowe raporty.
Nowe oczekiwania.

Ale rzadko coś zabiera.

A ludzie nie mają nieskończonej pojemności. Organizacja też nie.

Dlatego przed startem zmiany warto zadać bardzo praktyczne pytanie:

Z czego rezygnujemy?
Co upraszczamy?
Co zawieszamy?
Czego nie będziemy teraz robić?
Jakie działania nie są już priorytetem?

Jeżeli zmiana ma być realnie wdrożona, trzeba zrobić dla niej miejsce.

Inaczej szybko stanie się kolejną warstwą obowiązków, dokładanych do już przeciążonego systemu.

A wtedy opór nie będzie wynikał z niechęci do zmiany.
Będzie wynikał ze zwykłego przeciążenia.

Wgląd przed działaniem

W Agile For Future często pracujemy z prostym cyklem:

wgląd — opcje działań — eksperymenty.

Wgląd oznacza zatrzymanie się przed działaniem. Nie po to, żeby odwlekać decyzje, ale po to, żeby nie ruszać na oślep.

Opcje działań oznaczają, że rzadko istnieje tylko jedna droga. Warto zobaczyć kilka możliwych sposobów działania i dopasować je do kontekstu organizacji.

Eksperymenty pozwalają sprawdzić rozwiązania w praktyce, zanim obciążymy nimi całą firmę.

Wakacje mogą być bardzo dobrym momentem właśnie na wgląd.

Na rozmowy.
Na analizę.
Na mapowanie ryzyk.
Na przygotowanie komunikacji.
Na sprawdzenie, czy organizacja jest gotowa na pierwszy krok.
Na uporządkowanie tego, co powinno wydarzyć się przed wrześniem.

Bo wrzesień i tak przyjdzie.

Pytanie brzmi: czy przywita nas jako uporządkowany start, czy jako seria pożarów w kalendarzu.

Trzy pytania przed wrześniem

Jeśli planujesz uruchomienie zmiany po wakacjach, warto zadać sobie trzy pytania.

1. Czy umiemy prosto wyjaśnić sens tej zmiany?

Jeżeli nie umiemy tego zrobić bez slajdów, schematów i pięciu poziomów abstrakcji, prawdopodobnie nie jesteśmy jeszcze gotowi do komunikacji.

2. Czy wiemy, co ta zmiana oznacza dla konkretnych grup ludzi?

Nie dla „organizacji”.
Dla ludzi.
Dla zespołów.
Dla menedżerów.
Dla klientów wewnętrznych.
Dla osób, które będą musiały pracować inaczej.

3. Czy mamy zaplanowany pierwszy krok, a nie tylko wizję końca?

Wizja jest ważna.

Ale ludzie potrzebują wiedzieć, co wydarzy się teraz.

Nie kiedyś.
Nie docelowo.
Teraz.

Na koniec

Wakacje nie muszą być czasem organizacyjnego bezruchu.

Nie muszą też być czasem forsowania wielkich zmian.

Mogą być czasem przygotowania gruntu.

Spokojnego, rozsądnego, praktycznego.

Bo dobrze przygotowana zmiana ma większą szansę wejść w organizację bez niepotrzebnego chaosu.

A wrzesień?

Wrzesień i tak przyjdzie z własnym zestawem pilnych spraw.

Nie dokładajmy mu jeszcze źle przygotowanej zmiany.

Wrzesień nie wybacza chaosu. Jak przygotować zmianę, zanim wszyscy wrócą z urlopów Dowiedz się więcej »

Zmiana na pół gwizdka? Dlaczego wakacje to dobry czas na mądre eksperymenty

W wielu organizacjach wakacje mają swój własny rytm.

Kalendarze są trochę luźniejsze. Część osób jest na urlopach. Decyzje przesuwają się na „po wakacjach”. Niektóre projekty zwalniają, inne wpadają w tryb awaryjnego podtrzymywania życia. W firmowych korytarzach — tych fizycznych i cyfrowych — częściej słychać zdanie: „wrócimy do tego we wrześniu”.

I w sumie trudno się dziwić.

Ludzie potrzebują odpoczynku. Organizacje też czasem potrzebują złapać oddech. Problem zaczyna się wtedy, gdy wakacyjny rytm zamienia się w organizacyjny bezruch. Bo zmiany, potrzeby klientów, napięcia w zespołach, nowe pomysły i stare problemy nie wyjeżdżają na urlop all inclusive.

One zostają.

Tylko czasem siedzą cicho pod parasolem.

Wakacje nie muszą być czasem wielkich wdrożeń

Nie każda zmiana powinna startować w lipcu albo sierpniu. To jasne.

Jeśli połowa kluczowych osób jest poza firmą, decydenci wymieniają się na zastępstwach, a zespoły pracują w trybie „byle dowieźć do piątku”, to uruchamianie dużej transformacji może być proszeniem się o kłopoty.

Ale to nie oznacza, że z każdą zmianą trzeba czekać do września.

Wakacje mogą być świetnym momentem na coś innego: małe, bezpieczne eksperymenty.

Nie na rewolucję.
Nie na wielką kampanię komunikacyjną.
Nie na wdrożenie, które ma objąć całą organizację od poniedziałku rano.

Raczej na sprawdzenie, przetestowanie, uproszczenie, zapytanie, zaobserwowanie.

Czyli na zwinne podejście do zmiany w praktyce.

Mały eksperyment zamiast dużej deklaracji

W zarządzaniu zmianą często wpadamy w pułapkę wielkich planów. Chcemy mieć pełną koncepcję, kompletny harmonogram, piękną prezentację, listę ryzyk, matrycę interesariuszy i jeszcze najlepiej gwarancję sukcesu z podpisem prezesa.

Tylko że zmiana rzadko działa jak idealny projekt z Excela.

Zmiana bardziej przypomina rozmowę z organizacją. Robimy krok, patrzymy, co się dzieje, zbieramy reakcje, korygujemy kierunek i dopiero wtedy wykonujemy kolejny ruch.

Dlatego wakacje mogą być bardzo dobrym czasem na zadanie kilku prostych pytań:

Co w naszej pracy najbardziej utrudnia ludziom działanie?

Który proces można uprościć bez czekania na wielki projekt optymalizacyjny?

Jaki jeden rytuał zespołowy warto przetestować przez najbliższe trzy tygodnie?

Co możemy sprawdzić w małej skali, zanim ogłosimy to całej firmie?

Jakie napięcie w organizacji warto najpierw zrozumieć, zamiast od razu „naprawiać”?

To są pytania, które nie wymagają wielkiego programu transformacyjnego. Wymagają uważności, odwagi i gotowości do uczenia się.

Czyli dokładnie tego, czego potrzebuje skuteczne zarządzanie zmianą.

Wakacyjny tryb zmiany: mniej hałasu, więcej sensu

W normalnym, pełnym sezonie biznesowym organizacje często działają w dużym tempie. Spotkanie za spotkaniem. Projekt za projektem. Komunikat za komunikatem. Do tego cele, wskaźniki, raporty, priorytety, zmieniające się priorytety i priorytety do priorytetów.

W takim środowisku łatwo pomylić ruch ze zmianą.

Wakacje dają coś, czego często brakuje przez resztę roku: trochę więcej przestrzeni.

A przestrzeń jest w zmianie bezcenna.

Można ją wykorzystać na przykład na:

1. Zebranie wglądu od ludzi
Nie przez wielką ankietę na 80 pytań, ale przez krótkie rozmowy. Co działa? Co przeszkadza? Co ludzie obchodzą bokiem, bo oficjalny proces jest zbyt ciężki? Gdzie tracimy energię?

2. Przetestowanie jednej drobnej zmiany w zespole
Może krótsze spotkania statusowe? Może inny sposób ustalania priorytetów? Może prostsza tablica z zadaniami? Może zasada: mniej tematów naraz, ale z większą konsekwencją?

3. Sprawdzenie reakcji na nowy pomysł
Zamiast przygotowywać od razu pełne wdrożenie, można pokazać koncepcję kilku osobom i zapytać: co tu ma sens, a co jest papierową fantazją z klimatyzowanej sali konferencyjnej?

4. Uporządkowanie komunikacji
Czasem zmiana nie grzęźnie dlatego, że jest zła. Grzęźnie, bo ludzie nie wiedzą, po co jest, czego dotyczy, co się zmieni w ich pracy i co mają zrobić jako pierwsze.

5. Zrobienie małego eksperymentu procesowego
Jeden zespół. Jeden proces. Jeden problem. Trzy tygodnie testu. Proste kryteria sukcesu. Krótka retrospektywa. Bez fanfar, bez fajerwerków, bez firmowego hymnu transformacji.

Eksperyment nie oznacza chaosu

Warto jednak podkreślić jedną rzecz: eksperymentowanie w zmianie nie oznacza przypadkowego działania.

To nie jest podejście: „zróbmy coś i zobaczymy, co wybuchnie”.

Dobry eksperyment zmianowy powinien mieć kilka elementów:

jasny problem, który chcemy lepiej zrozumieć lub rozwiązać,

małą skalę działania,

określony czas trwania,

prosty sposób sprawdzenia efektów,

zgodę na korektę albo wycofanie rozwiązania,

rozmowę z ludźmi, których zmiana dotyczy.

Inaczej mówiąc: eksperyment to nie chaos. To bezpieczna próba w realnym środowisku.

A organizacje bardzo tego potrzebują.

Bo ludzie są coraz bardziej zmęczeni zmianami, które przychodzą jako gotowe rozwiązania z góry. Bez pytania, bez testowania, bez uwzględnienia codziennej praktyki. Wtedy nawet dobry pomysł może zostać przyjęty z oporem, bo pojawia się jako kolejna rzecz „do wdrożenia”.

Eksperyment działa inaczej.

Nie mówi: „od dziś będzie tak”.
Mówi: „sprawdźmy, czy to może nam pomóc”.

To duża różnica.

Wgląd, opcje, eksperymenty

W Agile For Future często patrzymy na zmianę przez prosty, ale bardzo praktyczny cykl: wgląd, opcje działań, eksperymenty.

Najpierw warto zrozumieć sytuację. Nie tylko na poziomie procesów i wskaźników, ale też ludzi, emocji, przekonań, obaw i codziennych zachowań.

Potem warto poszukać możliwych sposobów działania. Nie jednego „idealnego rozwiązania”, ale kilku opcji, które można porównać, omówić i dobrać do kontekstu.

Dopiero później przychodzi czas na eksperymenty, czyli małe działania, które pozwalają sprawdzić, co naprawdę działa w tej konkretnej organizacji.

Wakacje są dobrym momentem szczególnie na ten pierwszy i trzeci krok.

Można zebrać wgląd, bo ludzie często mają trochę więcej oddechu na rozmowę. Można też przetestować małe rozwiązania, bo rytm organizacji bywa spokojniejszy, a presja codziennych działań nie zawsze jest tak intensywna jak w gorącym sezonie.

Oczywiście nie wszędzie. Są branże, w których wakacje to szczyt pracy. Ale nawet tam warto myśleć o zmianie w mniejszej skali: przez obserwację, rozmowę, krótkie testy i szybkie uczenie się.

Co można zrobić już teraz?

Jeśli w Twojej organizacji wakacje oznaczają lekkie zwolnienie tempa, nie musisz od razu planować wielkiej transformacji.

Możesz zacząć od trzech prostych kroków.

Po pierwsze: wybierz jeden obszar, który wymaga poprawy.
Nie pięć. Nie dziesięć. Jeden. Taki, który realnie wpływa na pracę ludzi albo jakość działania organizacji.

Po drugie: porozmawiaj z osobami, które są najbliżej tego tematu.
Nie tylko z menedżerami. Także z tymi, którzy codziennie „dotykają” procesu, klienta, narzędzia albo problemu.

Po trzecie: zaprojektuj mały eksperyment.
Na dwa, trzy albo cztery tygodnie. Z jasnym pytaniem: po czym poznamy, że to ma sens?

To może być naprawdę niewielka rzecz. Nowy sposób prowadzenia spotkań. Krótsza ścieżka akceptacji. Prostszy formularz. Inny rytm komunikacji. Test nowego narzędzia w jednym zespole. Zmiana sposobu przekazywania informacji między działami.

W zarządzaniu zmianą nie zawsze wygrywają ci, którzy robią największe projekty.

Często wygrywają ci, którzy szybciej się uczą.

Zmiana nie musi krzyczeć

Jest coś bardzo zdrowego w myśleniu o wakacyjnej zmianie jako o czasie małych eksperymentów.

Bez wielkich haseł.
Bez organizacyjnego zadęcia.
Bez slajdu z rakietą, górą lodową albo człowiekiem skaczącym nad przepaścią.

Zmiana nie zawsze musi krzyczeć.

Czasem może po prostu spokojnie zapytać: „co możemy sprawdzić, żeby od września działać trochę mądrzej?”.

I to jest bardzo dobre pytanie na wakacje.

Bo być może najlepsze przygotowanie do jesiennych wyzwań nie polega na tym, żeby teraz wszystko zatrzymać.

Być może polega na tym, żeby zrobić jeden mały, sensowny eksperyment.

Taki, który da organizacji więcej wiedzy, mniej chaosu i trochę więcej odwagi do kolejnych kroków.

A to już całkiem niezły efekt jak na sezon urlopowy.

Zmiana na pół gwizdka? Dlaczego wakacje to dobry czas na mądre eksperymenty Dowiedz się więcej »