Jarosław Rubin

Analiza potrzeb szkoleniowych to nie strata czasu, choć może zająć wiele godzin

Analiza potrzeb szkoleniowych to nie strata czasu, choć może zająć wiele godzin

Gdy badanie potrzeb szkoleniowych obejmuje dziesiątki albo setki ankiet z odpowiedziami na pytania otwarte, trener zyskuje wartościowy materiał, ale płaci za to czasem potrzebnym na analizę. Modele językowe mogą ten etap znacząco skrócić.

RAPS, czyli praca, której nie widać

Jako trener często wykonuję RAPS, czyli Rozpoznanie i analizę potrzeb szkoleniowych. To jeden z tych etapów pracy, którego uczestnicy szkolenia (i zamawiający) zwykle nie widzą. Widzą później program, ćwiczenia, prezentację, materiały i sposób prowadzenia zajęć.

Etap RAPS często decyduje, czy szkolenie będzie odpowiedzią na konkretne potrzeby firmy i uczestników, czy tylko dobrze opisaną usługą rozwojową.

Jeśli badanie obejmuje kilka ankiet, sprawa jest prosta. Można je spokojnie przeczytać, zaznaczyć ważne fragmenty i wyciągnąć wnioski. Ale co zrobić, kiedy ankiet jest 30, 50, 100 albo 200? A każda zawiera odpowiedzi na pytania otwarte?

Pytania otwarte dają wartość, ale ich analiza zabiera czas

Lubię pytania otwarte w badaniu potrzeb szkoleniowych, bo pozwalają uczestnikom opisać sytuację i potrzeby własnymi słowami.

Jedna osoba pisze konkretnie. Druga ogólnie. Trzecia porusza kilka wątków w jednej odpowiedzi. Czwarta sygnalizuje problem, który łatwo przeoczyć, jeśli analizę robi się zbyt szybko.

To wartościowy materiał. W odpowiedziach można znaleźć przykłady z codziennej pracy, powtarzające się trudności, oczekiwania wobec szkolenia, obawy uczestników i tematy, które warto doprecyzować z klientem. Tyle że za tę wartość trener płaci czasem.

Trzeba przeczytać odpowiedzi, wychwycić powtarzające się wątki, zauważyć różnice między grupami, odróżnić pojedyncze sygnały od dominujących tematów i sprawdzić, co z tego wynika dla programu szkolenia.

I nagle analiza potrzeb szkoleniowych, która sama w sobie jest bardzo potrzebna, zaczyna zajmować wiele godzin.

Znasz to?

Czas RAPS “zjada” część wynagrodzenia trenera

Jest jeszcze jeden aspekt, o którym rzadko mówimy wprost. Czas poświęcony na RAPS to w praktyce część wynagrodzenia, które trener otrzymuje za przygotowanie i prowadzenie szkolenia.

Klient najczęściej widzi dzień szkoleniowy, program, materiały i efekt pracy na sali. Znacznie rzadziej widzi godziny spędzone wcześniej na analizie ankiet, wyciąganiu wniosków i dopasowywaniu programu do potrzeb grupy.

Większość trenerów nie dolicza RAPS jako osobnej pozycji w wycenie. Ten czas jest po prostu „w cenie” szkolenia.

Jeżeli analiza potrzeb szkoleniowych zajmuje wiele dodatkowych godzin, to nie jest tylko kwestia obciążenia kalendarza. To także kwestia rentowności pracy trenera.

Modele językowe jako wsparcie w analizie

Obecnie wykorzystuję modele językowe jako wsparcie w analizie potrzeb szkoleniowych. Wykorzystuję je między innymi do pracy z kwestionariuszami, które zawierają odpowiedzi na pytania otwarte.

Model językowy może pomóc szybciej zobaczyć:

  • jakie tematy powtarzają się najczęściej,
  • jakie potrzeby uczestnicy opisują różnymi słowami,
  • które problemy warto potraktować jako główne obszary szkolenia,
  • jakie pojedyncze sygnały wymagają uwagi,
  • czym różnią się odpowiedzi różnych grup uczestników,
  • jakie wnioski można wykorzystać w dalszym projektowaniu szkolenia.

Dzięki temu trener szybciej przechodzi od surowego materiału do pierwszego oglądu sytuacji. Nadal musi ten obraz zweryfikować. Nadal musi znać kontekst klienta. Nadal musi zdecydować, co z tych danych naprawdę wynika dla programu szkolenia.

Ale nie musi zaczynać od wielogodzinnego ręcznego układania wszystkich odpowiedzi od zera.

Dlaczego stworzyłem własnego Asystenta RAPS?

Z czasem zauważyłem, że samo korzystanie z modelu językowego to dopiero pierwszy krok. Za każdym razem trzeba mu wyjaśniać kontekst. Przypominać, czym jest RAPS. Doprecyzowywać, jakiego typu wniosków oczekuję. Pilnować, żeby analiza była użyteczna z perspektywy projektowania szkolenia, a nie tylko poprawna językowo.

Właśnie dlatego stworzyłem własnego Asystenta RAPS.

Asystent jest lepszy do tego zadania niż jednorazowa rozmowa z modelem językowym, ponieważ pracuje w stałym kontekście. Ma przypisaną rolę, zna cel analizy i jest przygotowany do pracy na materiałach wejściowych typowych dla badania potrzeb szkoleniowych.

Nie trzeba za każdym razem zaczynać od początku.

Pokażemy to na żywo podczas webinaru

12 maja o 10:00 zapraszamy na bezpłatny webinar live dla trenerów:

„Jak przeanalizować 50 kwestionariuszy w 15 minut? – analiza potrzeb szkoleniowych z AI”

Webinar poprowadzą Jarosław Rubin i Marek Naumiuk, trenerzy i konsultanci zarządzania, współautorzy książki „Zwinnologia 2.0”.

Podczas webinaru pokażemy na żywo, jak AI może wspierać trenera w analizie kwestionariuszy. Nie będziemy tylko opowiadać, że modele językowe skracają czas pracy. Pokażemy praktyczny przykład: jak przejść od 50 kwestionariuszy do wniosków, które można wykorzystać w dalszym projektowaniu szkolenia.

Webinar potrwa 45 minut + Q&A.

Zapisz się na webinar i zobacz na żywo, jak w kilkanaście minut przejść od 50 kwestionariuszy do wniosków przydatnych w projektowaniu szkolenia.


Webinar: Jak przeanalizować 50 kwestionariuszy w 15 minut? – analiza potrzeb szkoleniowych z AI

Analiza potrzeb szkoleniowych to nie strata czasu, choć może zająć wiele godzin Dowiedz się więcej »

Zarządzanie talentami: Wdrożenie programu zarządzania talentami warto prowadzić jak zmianę: od Wglądu i Opcji działań po pilotaż sprawdzający założenia w praktyce.

Zarządzanie talentami: projekt HR wdrażany jako zmiana

Jeśli w HR przygotowujesz program zarządzania talentami, możesz szybko zakopać się w szczegółach: kryteria wyboru uczestników, liczba miejsc, harmonogram, narzędzia diagnostyczne, warsztaty i prezentacja końcowa.

Zgadzam się, że te decyzje trzeba podjąć. Nie od nich jednak zaczynaliśmy w projekcie, w którym uczestniczyłem jako konsultant zmiany. Pokażę Ci, jak przebiegał ten projekt.

Kontekst: zatrzymanie talentów

Projekt dotyczył wielooddziałowej firmy IT, działającej jw ramach globalnej struktury. Punktem wyjścia była potrzeba zatrzymania najlepszych pracowników. Sama motywacja finansowa przestawała im wystarczać. Firma chciała stworzyć program, który pokaże wybranym osobom: widzimy Twój potencjał, inwestujemy w Twój rozwój i chcemy, abyś związał swoją przyszłość z naszą organizacją.

HR zainicjował projekt. Powodzenie wdrożenia zależało jednak od menedżerów i uczestników programu.

Menedżerowie mieli wybrać uczestników, uzasadnić wybór i wspierać ich rozwój. Uczestnicy mieli zobaczyć w programie konkretną wartość dla siebie. Jeśli jej nie zobaczą, program nie zatrzyma talentów.

Prace na projektem programu zarządzania talentami poprowadziliśmy zgodnie z podejściem Zwinnego Zarządzania Zmianą: Wgląd, Opcje działań, Eksperymenty i pilotaż.

Rozmowa z HR

Zaczęliśmy od rozmowy z HR. Chodziło o zrozumienie sytuacji firmy, celu programu i problemu, który miał zostać rozwiązany. Nie przynieśliśmy gotowego programu do wdrożenia. Najpierw potrzebowaliśmy odpowiedzi na pytanie: co ma się zmienić po uruchomieniu programu zarządzania talentami?

Odpowiedź była konkretna: firma chciała zatrzymać osoby z potencjałem i pokazać im ścieżkę dalszego rozwoju. Program miał być wielomiesięcznym procesem rozwijającym kompetencje uczestników.

Warsztat Wglądu z menedżerami

Następnym krokiem był warsztat Wglądu z menedżerami, który prowadziłem jako facylitator. Podczas warsztatu menedżerowie określili cel programu i pracowali ze Strategiczną Kanwą Zmiany. Opisali stan docelowy po wdrożeniu programu, argumenty za jego uruchomieniem z perspektywy uczestników, menedżerów i firmy oraz wskaźniki sukcesu zmiany.

Menedżerowie zaznaczyli, że rozwój uczestników to cel numer 1 działań w programie.

Dopiero po uzgodnieniu kwestii strategicznych: CO? I DLACZEGO?, poprosiłem menedżerów o określenie JAK?, czyli np. jak będą wybierani uczestnicy do programy.

Opcje działań, czyli projektowanie wdrożenia

Po Wglądzie przeszliśmy do identyfikowania i wyboru Opcji działań. Nie szukaliśmy od razu jednego rozwiązania. Najpierw menedżerowie proponowali warianty dotyczące wyboru uczestników: kto ich wskazuje, ilu ich będzie i według jakich kryteriów będą kwalifikowani.

Potem pracowaliśmy nad przebiegiem programu: jakie formy pracy mają sens, jak połączyć rozwój indywidualny z pracą nad konkretnym wyzwaniem, jakiego wsparcia potrzebują uczestnicy i jak przygotować ich do zakończenia pierwszej edycji.

Takie podejście ograniczyło ryzyko szybkiego zamknięcia się na jednym pomyśle – “jedynie słusznej drodze”. Uczestnicy warsztatu przedyskutowali możliwe rozwiązania i – z pomocą narzędzi, które im zaproponowałem – wybrać te, które najlepiej wspierały cel: zatrzymanie i rozwój talentów.

Pierwsza edycja jako pilotaż

Dopiero eksperymenty potwierdzają, że zakładane działania przynoszą efekty. To podstawa zwinnego zarządzania. Pierwsza edycja programu była pilotażem i serią eksperymentów.

Po wyborze uczestników programu każda osoba miała możliwość przyjrzenia się swojemu potencjałowi dzięki badaniu profilu osobowości zawodowej Facet5. Następnie uczestnicy odbyli rozmowę feedbackową z konsultantem, określili cele rozwojowe, uczestniczyli w warsztatach i pracowali nad problemem do rozwiązania w czasie edycji.

Program kończył się prezentacją rezultatów projektu. Wraz z pozostałymi konsultantami przygotowywałem uczestników do tej prezentacji, aby pokazali efekt pracy, sposób dojścia do rozwiązania i własne wnioski rozwojowe.

Pilotaż pozwolił sprawdzić przyjęte założenia w praktyce i wskazać elementy wymagające korekty przed kolejnymi edycjami.

Zwinne podejście w projektach HR

W tym projekcie wdrożenie programu zarządzania talentami potraktowaliśmy jako zmianę. Zaczęliśmy od rozmowy z HR i warsztatu Wglądu z menedżerami. Następnie pracowaliśmy nad Opcjami działań, a pierwszą edycję programu potraktowaliśmy jako pilotaż.

Wdrożenie programu zarządzania talentami wymaga inicjatywy i ciągłej obecności HR, zaangażowania menedżerów i doświadczenia uczestników, które potwierdzi im, że udział w programie ma wartość.

Jak pokazałem, wsparcie konsultantów zwinnego zarządzania zmianą też się przydaje.

Przygotowujesz projekt HR?

Przygotowujesz projekt HR? Porozmawiajmy, jak go skutecznie zaplanować i wdrożyć.

Zarządzanie talentami: projekt HR wdrażany jako zmiana Dowiedz się więcej »

Zarządzanie zmianą: Transformacja kulturowa

Zarządzanie zmianą: Transformacja kulturowa

W wielu organizacjach transformacja kulturowa dobrze wygląda w prezentacji Zarządu, na plakacie lub w komunikacie do pracowników. Znacznie trudniej przełożyć ją na proces, w którym uczestnicy rozumieją kierunek, współtworzą rozwiązania i wiedzą, co mają zrobić dalej.

W jednym z projektów, który realizowaliśmy, bardzo wyraźnie było widać, że o jakości dalszych działań przesądzają pierwsze etapy procesu zmiany (cyklu Zwinnego Zarządzania Zmianą): Wgląd i Opcje działań.

Najpierw Wgląd

Projekt dotyczył dużej organizacji, zatrudniającej ok. 50.000 pracowników. Wykonane na wstępie badanie kultury organizacyjnej objęło ponad 10 000 pracowników. Analiza wyników pozwoliła nam zobaczyć, jak pracownicy postrzegają organizację, jakie wzorce działania w niej dominują, co ją wspiera, a co osłabia.

Potem facylitatorzy omówili wyniki badania z uczestnikami warsztatu i poprowadzili pracę nad wyborem czterech kluczowych obszarów kultury organizacyjnej, które wymagały transformacji.

Opis stanu docelowego – ważny element Wglądu

Dla każdego z czterech obszarów przygotowaliśmy osobny warsztat dla grupy około 20 uczestników. Na każdym z nich uczestnicy najpierw zapoznali się z wynikami badania kultury, a potem precyzowali wizję stanu docelowego w danym obszarze.

Podczas warsztatów dawaliśmy uczestnikom narzędzia pracy tak, aby z ich pomocą mogli wypracowywać własne rezultaty. Uczestnicy uzgodnili wizję stanu docelowego i zapisali ją w Kanwie Zmiany Kultury Organizacyjnej.

Dzięki sprecyzowanej wizji stanu docelowego kultury, dużo łatwiej było przejść do kolejnego etapu warsztatu.

Opcje działań pokazują, co należy zrobić, aby zmienić kulturę organizacji

Po opisaniu stanu docelowego uczestnicy przeszli do kolejnego etapu, czyli do generowania i wyboru Opcji działań.

Na każdym warsztacie uczestnicy zapisali ponad 100 opcji działań mogących wspierać zmianę kultury organizacyjnej w wybranym obszarze. To nie była sztuka dla sztuki. Taka skala pokazała, że potrafili wyjść poza pierwszy, najbardziej oczywisty zestaw pomysłów i spojrzeć na zmianę szerzej. Na tym etapie facylitatorzy pokazali uczestnikom kilka narzędzi ułatwiających wymyślenie jak największej liczby działań.

Potem uczestnicy uporządkowali opcje działań, i z pomocą dedykowanego narzędzia oddzielili te, które warto uruchomić jako pierwsze, od tych, które mogły poczekać, i stworzyli krótką listę działań do realizacji od zaraz.

Zadaniem facylitatorów było, aby uczestnicy warsztatów wyszli nie tylko z wizją kultury organizacji, ale również z listą działań, jakie warto realizować “od jutra”.

Zmiana potrzebuje ludzi, którzy poniosą ją dalej

Kolejnym krokiem było przygotowanie ludzi do prowadzenia transformacji w jednostkach organizacyjnych.

Przygotowaliśmy i poprowadziliśmy dwa typy warsztatów: dwudniowy warsztat zwinnego zarządzania projektem transformacji kulturowej dla agentów zmiany oraz jednodniowy warsztat dla ambasadorów zmiany.

Agenci zmiany mieli prowadzić działania w swoich jednostkach. Ambasadorzy zmiany mieli wspierać komunikację, wyjaśniać sens zmiany i pomagać współpracownikom zrozumieć, co się dzieje i po co.

W ciągu jednego miesiąca przeszkoliliśmy 700 osób.

Co pokazuje ta analiza przypadku

Projekt pokazał bardzo wyraźnie, że transformacja kulturowa wymaga dobrze przemyślanych działań.

Transformacja kulturowa i zarządzanie zmianą kultury organizacji

Najpierw organizacja potrzebuje Wglądu: danych, diagnozy i wspólnego wyboru obszarów zmiany. Potem potrzebuje Opcji działań: nie “jedynie słusznej drogi”, lecz szerokiego zestawu możliwości, z którego można dokonać świadomego wyboru. Następnie trzeba przygotować ludzi, którzy poprowadzą zmianę dalej.

Właśnie na tych etapach rozstrzyga się bardzo wiele i procentuje później.

Zarządzanie zmianą: Transformacja kulturowa Dowiedz się więcej »

Dan Heath „Czas na reset” – jak przełamać impas i zmienić to, co w firmie nie działa

Dan Heath „Czas na reset” – jak przełamać impas i zmienić to, co w firmie nie działa

Po książkę „Czas na reset” wydaną przez MT Biznes, której autorem jest Dan Heath, sięgnąłem z zaciekawieniem, bo jako współautor „Zwinnologii 2.0” i konsultant wspierający zarządzanie zmianą w firmach chętnie czytam publikacje związane z przygotowaniem i wdrażaniem zmian.

Moją decyzję o przeczytaniu książki umocnił fakt, że napisał ją Dan Heath, współautor, wraz z bratem Chipem, takich bestsellerów jak „Przyczepne historie” czy „Pstryk. Jak zmieniać, żeby zmienić”.

„Czas na reset”, czyli…

O czym jest nowa książka Heatha? Trafnie oddaje to jej podtytuł: „Jak zmienić to, co nie działa”.

Autor opisuje sytuacje, w których firma lub instytucja utknęła w miejscu, a siła przyzwyczajenia, paraliż decyzyjny albo spory o to, co należy zrobić, skutecznie blokują ruch. Do tego dochodzą zadania bieżące, które sprawiają, że zamiast przełamywać stagnację, organizacja koncentruje się na gaszeniu pożarów.

Z mojego doświadczenia wynika, że niektórzy uparcie powtarzają dotychczasowe działania, oczekując, że w końcu przyniosą one inny rezultat. Heath streszcza ten problem w bardzo trafnym zdaniu:

„Każdy system przynosi dokładnie takie wyniki, do jakich został stworzony”.

Punkt nacisku zamiast siłowego przepychania zmiany

Co należy zatem zrobić? Heath odpowiada: zresetować system. Zaznacza przy tym uczciwie, że nie jest to proste, ale pokazuje, jak można się do tego zabrać.

Autor posługuje się niezwykle trafną metaforą ogromnego głazu leżącego na drodze. Kiedy tkwisz w impasie, nie warto rzucać się na niego z impetem. Lepiej podejść do problemu sprytnie i z dobrym pomysłem.

Heath pokazuje, że aby poruszyć skałę, trzeba najpierw znaleźć punkt nacisku, a następnie skoncentrować na nim zasoby. To właśnie ten sposób myślenia uważam za jedną z największych wartości tej książki.

Najpierw diagnoza, potem zasoby i działania

Pierwsza część książki opisuje pracę detektywistyczną, czyli sposoby na zlokalizowanie punktu nacisku. W terminologii zwinnego zarządzania zmianą nazwałbym ten etap Wglądem, czyli dogłębną diagnozą. Heath przedstawia pięć metod, które pomagają taki punkt zidentyfikować.

W drugiej części skupia się na gromadzeniu zasobów i wyborze sposobu działania. Pokazuje jasno, że konieczna jest zmiana myślenia z kategorii „i to, i tamto” na „to, zamiast tamtego”. Ja nazwałbym to wyborem opcji działań.

W kolejnych rozdziałach autor przedstawia sześć strategii pozwalających lepiej wykorzystać dostępne zasoby, przy jednoczesnym ograniczaniu kosztów rezygnacji z innych działań.

Przyspieszona nauka i zwinność w praktyce

Szczególnie bliska jest mi strategia opisana w rozdziale „Przyspiesz naukę”, w którym Heath pokazuje, jak zwiększać skuteczność działań dzięki szybkiej i rzetelnej informacji zwrotnej. To zwinność w bardzo praktycznym wydaniu.

W tym fragmencie książki znajdziesz również konstruktywną krytykę prowadzenia projektów zmian z wykorzystaniem podejścia kaskadowego. Zdaniem autora sprzyja ono złudzeniu planowania i okresom bezczynności, które trwają aż do momentu zbliżania się terminu zakończenia projektu.

Najważniejszy problem, na jaki Heath zwraca uwagę, polega jednak na tym, że istotne informacje od klientów, czyli odbiorców zmiany, docierają do zespołu kierującego projektem dopiero na jego późnym etapie.

Autor konkluduje: „W efekcie model kaskadowy niemal całkowicie odszedł w zapomnienie. Nowym standardem stało się podejście zwinne (agile), oparte na przyspieszonej nauce”. Chciałbym, żeby tak było, ale praktyka pokazuje, że „kaskada” nadal mocno się trzyma.

Czy warto przeczytać tę książkę

„Czas na reset” daje czytelnikowi przemyślany opis podejścia do wdrażania kluczowych zmian. Pokazuje zarówno sposoby identyfikacji punktów nacisku, jak i metody wykorzystywania dostępnych zasobów do przeprowadzenia zmiany.

Polecam tę książkę do przeczytania, do refleksji nad własnym sposobem działania i do zaczerpnięcia z niej pożytecznych wskazówek dla praktyki zarządzania zmianą.

Dan Heath „Czas na reset” – jak przełamać impas i zmienić to, co w firmie nie działa Dowiedz się więcej »

Kilka refleksji po lekturze książki „Transformacja Agile” Neila Perkina, Helion 2026

Kilka refleksji po lekturze książki „Transformacja Agile”

Jako współautor książki „Zwinnologia 2.0” sięgam po publikacje dotyczące zwinnego zarządzania z dużą ciekawością, ale też z zawodową uważnością. Ten temat jest mi bliski nie tylko jako autorowi, lecz także jako konsultantowi pracującemu z firmami nad zmianą, kulturą organizacji i sposobem podejmowania decyzji. Właśnie dlatego byłem ciekaw, jak Neil Perkin opisuje zwinność i transformację organizacyjną w książce „Transformacja Agile. Struktury, procesy i sposoby myślenia w erze cyfrowej”, wydanej przez Onepress / Helion SA.

Czym wyróżnia się “Transformacja Agile”

Kilka refleksji po lekturze książki „Transformacja Agile”

Transformacja Agile to nie jest książka wyłącznie o transformacji cyfrowej. Owszem, technologia i cyfryzacja pojawiają się w tle, ale Perkin opisuje coś więcej – transformację sposobu działania całej organizacji: jej kultury, przywództwa, struktur, procesów i mentalności ludzi.

Autor wyraźnie zaznacza, że zwinność to nie narzędzie IT ani zestaw metodyk dla programistów, lecz fundamentalna zmiana w sposobie, jak firma myśli i reaguje na zmieniające się otoczenie.

Gdybym miał wskazać, co najmocniej odróżnia tę książkę od wielu innych publikacji o agile, powiedziałbym tak: ona nie wskazuje „jak wdrożyć agile w zespole?” (najlepiej IT), tylko „jak zbudować firmę, która umie działać zwinnie?”.

Prezentowane w książce podejście do zwinności jest mi bliskie. Autor traktuje zwinność nie jako zestaw narzędzi, ale jako system operacyjny dla nowego środowiska pracy. W niektórych publikacjach o agile punkt ciężkości pada na metodykę. Tu jest inaczej.

Perkin pokazuje, że prawdziwa transformacja nie polega na tym, że organizacja wprowadza nowe rytuały, zmienia nazwy spotkań albo powołuje kilka cross-funkcyjnych zespołów. Prawdziwa transformacja zaczyna się wtedy, gdy firma zaczyna inaczej myśleć o swojej strukturze, odpowiedzialności, przepływie decyzji, współpracy i sposobie zarządzania zmianą.

W pracy doradczej także widzę, że wiele organizacji nie ma problemu z poznaniem nowych narzędzi, choć często o nie dopytuje. Trudność zaczyna się wtedy, gdy trzeba zmienić sposób działania całego systemu: od zarządzania priorytetami, przez współpracę między działami, aż po rolę menedżerów i tempo uczenia się.

Logiczna struktura książki

„Transformacja Agile” jest zbudowana w sposób bardzo logiczny. Autor prowadzi czytelnika od szerszego spojrzenia na zmieniające się otoczenie biznesowe, przez ideę zwinnego modelu działania firmy, aż po kwestie wdrażania zmiany i skalowania tego, co działa.

Czytając książkę Perkina dostrzegłem w niej kilka warstw.

Pierwsza dotyczy samego kontekstu. Perkin pokazuje, dlaczego tradycyjne modele zarządzania coraz częściej zawodzą w świecie, który jest szybki, nieprzewidywalny i silnie uzależniony od technologii, danych oraz oczekiwań klientów. Udowadnia, dlaczego model liniowy już nie działa.

Druga warstwa dotyczy systemu operacyjnego organizacji. To dla mnie jeden z najmocniejszych elementów tej książki. Autor nie pyta tylko o to, jak pracują zespoły, ale jak działa firma jako całość. Jak wygląda przepływ informacji. Gdzie zapadają decyzje. Jak podchodzić do innowacji. Jak przejść od skalowalnej efektywności do skalowalnego uczenia się.

Trzecia warstwa to samo prowadzenie zmiany. I tu znów znalazłem bliskie mi podejście. Perkin opisuje zwinne zarządzanie zmianą. Pokazuje zmianę jako proces uczenia się, eksperymentowania, korygowania kursu i stopniowego budowania nowego sposobu działania z godnie z zasadą: „myśl na dużą skalę, zacznij od małych zmian, skaluj zmiany szybko”.

Co mi się najbardziej podobało

Najbardziej cenię sobie to, że w każdym rozdziale znajdowałem studia przypadku – konkretne przykłady wdrażania zwinności w polskich firmach. (Polskie studia przypadków opisali Przemysław Skrzek i Maciej Gawlik).

Bardzo trafna jest logika wdrożeń, o której już wspominałem: myśl szeroko, zaczynaj od małych kroków, szybko ucz się i rozwijaj to, co przynosi efekty. To podejście dobrze odpowiada na potrzeby współczesnych firm. Dziś niewiele organizacji może sobie pozwolić na wieloletnie, „ciężkie” programy transformacyjne.

Ponieważ wymiar ludzki jest dla mnie bardzo istotny w zarządzaniu zmianą, to podkreślam, że Perkin nie oddziela procesów od ludzi. W tej książce wyraźnie widać, że transformacja dotyczy także kultury, przywództwa, zaufania i codziennych zachowań menedżerów oraz pracowników.

Moje uwagi

Choć studia przypadków dotyczą wdrożenia zwinności w całych firmach, to większość z nich odbywa się w firmach IT, co może wynikać z tego, że zwinne podejście jest im najbliższe i najłatwiejsze do wdrożenie, nie tylko przy produkcji oprogramowania.

Druga uwaga dotyczy omawianego przy okazji reakcji na zmianę modelu Kübler-Ross, który został stworzony, aby zobrazować jak radzimy sobie z ciężką chorobą lub śmiercią bliskiej osoby. Moim zdaniem, bardziej adekwatny byłby to model Virginii Satir, ale Perkin zdecydował się na inny (jak wielu autorów publikacji o zmianie).

Warto sięgnąć po tę książkę

Lektura książki Perkina była dla mnie interesująca również jako spotkanie z podejściem, które w wielu miejscach idzie w stronę bliską także mojemu myśleniu o zwinnych organizacjach i zwinnym zarządzaniu zmianą.

Czytając „Transformację Agile”, miałem poczucie, że to książka napisana dla tych, którzy chcą myśleć o zwinności poważnie i w skali całej firmy.

Polecam tę lekturę liderom i menedżerom wyższego szczebla, kierownikom projektów i agentom zmian, którzy chcą lepiej zrozumieć, co naprawdę musi się zmienić, aby firma mogła działać zwinniej.

Kilka refleksji po lekturze książki „Transformacja Agile” Dowiedz się więcej »

Zwinność nie zaczyna się od narzędzi. Zaczyna się od diagnozy

Zwinność nie zaczyna się od narzędzi. Zaczyna się od diagnozy

W wielu firmach scenariusz wdrażania zwinności wygląda podobnie. Najpierw pojawia się zachwyt nad nowym rozwiązaniem. Nowe role, nowe sposoby pracy, nowe spotkania, nowe tablice, nowe nazwy. Potem zapada decyzja: „wchodzimy w zwinność”. Problem w tym, że bardzo często nie jest to początek zmiany, tylko początek kolejnej warstwy organizacyjnego makijażu.

Bo jeśli firma nie wie, z jakiego miejsca startuje, to nie wdraża zwinności. Wdraża nadzieję.

Najdroższy błąd? Utożsamić zwinność z narzędziami

Trzeba to powiedzieć jasno: zwinność w zarządzaniu nie jest synonimem jednej metody ani zestawu gotowych praktyk. To nie jest zmiana nazw spotkań. To nie jest wprowadzenie kilku nowych rytuałów. To nie jest też szybka próba „unowocześnienia” firmy przez dołożenie kolejnych rozwiązań.

Zwinność w zarządzaniu oznacza zdolność organizacji do uczenia się, reagowania, korygowania kursu i podejmowania lepszych decyzji w warunkach zmienności, niepewności i złożoności. Dlatego nie ma jednej jedynie słusznej drogi. Narzędzia trzeba dobierać do sytuacji firmy, jej strategii, kultury organizacyjnej i dojrzałości menedżerów.

Właśnie dlatego podejścia zwinnego nie wdraża się przez kopiowanie cudzych rozwiązań, stosowanych przez inne firmy narzędzi Agile. Wdraża się je przez świadome dopasowanie sposobu działania do realnych potrzeb organizacji.

Zwinność bez diagnozy to tylko nowe opakowanie dla starych problemów

Najdroższy błąd nie polega na wyborze niewłaściwego narzędzia. Najdroższy błąd polega na tym, że firma sięga po narzędzia, zanim odpowie sobie na kilka istotnych, czasem niewygodnych, pytań.

  • Czy Zarząd naprawdę chce zmienić sposób podejmowania decyzji?
  • Czy menedżerowie umieją koncentrować się na priorytetach, a nie na presji robienia wszystkich na raz?
  • Czy procesy planowania i alokacji zasobów są wystarczająco elastyczne?
  • Czy zespoły mają przyzwolenie na samodzielność i branie odpowiedzialności?
  • Czy organizacja korzysta z informacji zwrotnej, czy raczej broni wcześniejszych założeń i planów?

Jeżeli odpowiedź brzmi: „nie wiemy”, to właśnie tam zaczyna się właściwa praca. Nie od narzędzia. Od diagnozy.

Firma nie potrzebuje kopii cudzej metodyki

Jednym z najbardziej szkodliwych mitów wokół zwinności jest przekonanie, że istnieje jeden właściwy sposób jej wdrażania. Tymczasem firmy różnią się nie tylko branżą czy skalą. Różnią się kulturą organizacyjną, sposobem podejmowania decyzji, poziomem przeciążenia i gotowością ludzi do działania w większej autonomii.

Próba „wgrania” gotowego modelu bez diagnozy kończy się zwykle przewidywalnie. Zespół robi coś nowego, ale działa po staremu. Menedżerowie uczestniczą w nowych działaniach, ale nadal zarządzają przez nadmiar kontroli. Zarząd deklaruje zmianę, ale nie zmienia sposobu ustalania priorytetów.

W efekcie organizacja nie staje się bardziej zwinna. Staje się bardziej zmęczona i zrezygnowana, bo nie widać oczekiwanych rezultatów.

Zwinność w zarządzaniu to zdolność uczenia się i adaptacji

W podejściu zwinnym nie chodzi o to, by wdrożyć modny zestaw praktyk. Chodzi o to, by rozpoznać sytuację, stworzyć sensowne opcje działań i sprawdzać je w praktyce.

Ważne są diagnoza “as is”, praca na informacji zwrotnej, tworzenie kilku opcji działań zamiast jednej recepty oraz eksperymentowanie i wyciąganie wniosków.

To właśnie odróżnia dojrzałą zwinność od chaosu lub działania na pokaz.

Menedżer nie ma deklarować, że jest zwinny

W Agile for Future mówimy nie tylko o poziomie zwinności firmy, ale też o poziomie zwinności menedżera. I to bardzo często decyduje o powodzeniu zmiany.

Można nauczyć menedżera nowych pojęć, a i tak zostawić go z dawnym sposobem działania. Nadal będzie zasypywał ludzi dziesiątkami “priorytetów”. Nadal będzie mylił kontrolę z odpowiedzialnością. Nadal będzie traktował plan jak ustaloną drogę do sukcesu, zamiast jak hipotezę do sprawdzenia.

Zwinny menedżer działa inaczej. Potrafi pracować z wizją, korzystać z informacji zwrotnej, wybierać priorytety, działać w warunkach niepewności i korygować kurs bez kurczowego trzymania się raz ustalonego planu.

Nie zaczynaj od pytania: „jakie narzędzie wdrożyć?”

To pytanie brzmi z pozoru profesjonalnie, ale bardzo często prowadzi firmę w złą stronę.

Dużo lepsze pytania brzmią inaczej:

  • Z jakiego miejsca startujemy jako organizacja?
  • Co dziś najbardziej spowalnia nasze działanie?
  • Jakie bariery widzimy po stronie zarządu, menedżerów, procesów i kultury organizacyjnej?
  • Jakie kompetencje mamy, a jakich nam brakuje?
  • Jakie działania warto najpierw sprawdzić w małej skali?

To są pytania, które otwierają drogę do sensownej zmiany.

Agile Starter Pack

Agile Starter Pack

W Agile for Future nie zachęcamy do zaczynania od narzędzi. Zachęcamy do zaczynania od rozpoznania sytuacji wyjściowej.

Temu właśnie służy Agile Starter Pack – praktyczny ebook, który pomaga uporządkować myślenie o zwinności w firmie i potraktować ją nie jak modę, lecz jak świadomie projektowaną zmianę.

To punkt wejścia do dalszej pracy, uzupełniony o dwie diagnozy: poziomu zwinności menedżera i poziomu zwinności firmy.

Dopiero znając wyniki diagnozy można rozsądnie decydować, co warto zmienić, w jakiej kolejności i z użyciem jakich praktyk.

Podsumowanie

Najbardziej kosztowne nie są te transformacje, które zaczęły za wolno. Najbardziej kosztowne są te, które zaczęły od fałszywego założenia, że narzędzia rozwiążą problemy firmy w obszarze planowania, realizacji planów czy zarządzania.

Nie rozwiążą.

Jeżeli firma chce działać zwinniej, powinna najpierw zobaczyć, w jakim miejscu się znajduje, a menedżerowi – jaka jest ich postawa wobec niepewności i zmian.

Dopiero wtedy można odpowiedzieć na pytanie, jakie praktyki warto wdrażać.

W Agile for Future właśnie od tego zaczynamy. Od diagnozy poziomu zwinności firmy i menedżerów. Nie po to, żeby oceniać. Po to, aby dobrać taki sposób działania, który ma szansę przynieść konkretne efekty.

Zwinność nie zaczyna się od narzędzi. Zaczyna się od diagnozy Dowiedz się więcej »

Zarządzanie portfelem zmian to dziś jedno z kluczowych zadań zarządu.

Dlaczego Prezes powinien częściej zaglądać do portfela?

Prezes najczęściej patrzy na strategię przez pryzmat wyników, inwestycji, ryzyk, przewag rynkowych i tempa realizacji celów. To naturalne. W końcu właśnie z tej perspektywy zarządza się firmą.

Jest jednak jeszcze jedno miejsce, do którego warto zaglądać częściej, niż robi to większość zarządów. Tym miejscem jest portfel zmian.

Nie chodzi o zestawienie projektów przygotowane na potrzeby komitetu sterującego. Nie chodzi też o slajd, na którym każda inicjatywa wygląda rozsądnie i przekonująco. Chodzi o portfel zmian, które organizacja prowadzi jednocześnie: transformacje, wdrożenia, reorganizacje, programy rozwojowe, inicjatywy technologiczne, projekty AI, zmiany procesowe i wszystko to, co ma wspierać realizację strategii.

Właśnie tam bardzo często widać prawdę o zdolności firmy do działania.

Problemem nie jest brak zmian, ale ich nadmiar

W wielu organizacjach nie brakuje dziś inicjatyw. Strategia podpowiada nowe kierunki. Rynek wymusza tempo zmian. Klienci oczekują więcej. Technologia otwiera kolejne możliwości. Każdy obszar ma swoje potrzeby, ambicje i uzasadnione priorytety.

W efekcie powstaje portfel, który z punktu widzenia pojedynczych decyzji wygląda sensownie, ale jako całość zaczyna przekraczać możliwości organizacji i jej pracowników.

To właśnie wtedy pojawia się dobrze znany mechanizm:

  • wszystko staje się ważne,
  • zbyt wiele tematów startuje równocześnie,
  • te same osoby są potrzebne w kilku miejscach naraz,
  • menedżerowie próbują godzić sprzeczne oczekiwania,
  • decyzje zaczynają zapadać coraz wolniej,
  • priorytety przestają być czytelne.

Na poziomie deklaracji firma realizuje strategię. Na poziomie codziennego działania zaczyna jednak tracić zdolność skutecznego wdrażania czegokolwiek.

I właśnie dlatego Prezes powinien częściej zaglądać do portfela.

Zarządzanie portfelem zmian - Infografika

Portfel zmian pokazuje, czy strategia ma szansę być zrealizowana

Strategia nie przegrywa wyłącznie dlatego, że jest błędna. Często przegrywa dlatego, że organizacja próbuje wdrożyć zbyt wiele naraz.

To bardzo ważne rozróżnienie.

Niektóre firmy nie mają problemu z wizją i kierunkiem.

To co dostrzegam w firmach to problem z przeciążeniem i zmęczeniem zmianami, nadmiar oczekiwań wobec zespołów i brak jasności, co naprawdę jest najważniejsze.

Portfel zmian jest więc nie tylko listą inicjatyw. Jest testem strategicznej dojrzałości Zarządu.

Pokazuje, czy firma potrafi wybierać.
Pokazuje, czy potrafi odróżniać to, co ważne, od tego, co tylko pilne.
Pokazuje, czy najwyższe kierownictwo rozumie koszt uwagi, energii i czasu organizacji.

A to właśnie te zasoby są dziś jednymi z najcenniejszych.

Dolina Śmierci nie bierze się znikąd

Jako konsultant Agile for Future często rozmawiam z Zarządami o Dolinie Śmierci. Nie jako o efektownym haśle, ale jako o bardzo konkretnym zjawisku organizacyjnym.

To moment, w którym firma formalnie prowadzi zmiany, ale coraz mniej z nich osiąga zakładany rezultat.

Zmiana wystartowała.
Plan został przygotowany.
Spotkania się odbywają.
Raportowanie działa.
A mimo to efektów nie widać w takim stopniu, w jakim powinny.

Zmiana ugrzęzła i umiera…

Dlaczego?

Bo organizacja jest już przeciążona.
Bo ludzie nie widzą związku między liczbą inicjatyw a priorytetami.
Bo menedżerowie muszą realizować bieżące cele operacyjne i angażować się w kolejne projekty.
Bo nikt na poziomie Zarządu nie pochyla się nad całością.

Dolina Śmierci nie pojawia się nagle. Najczęściej jest skutkiem długiego okresu, w którym firma uruchamia więcej, niż jest w stanie unieść.

I właśnie dlatego odpowiedzialność za uniknięcie tego zjawiska nie może być delegowana wyłącznie niżej.

Zarządzanie portfelem zmian to odpowiedzialność Prezesa i Zarządu firmy

W wielu firmach portfel zmian funkcjonuje jak zbiór niezależnych inicjatyw. Każda ma sponsora. Każda ma właściciela. Każda ma harmonogram, budżet i uzasadnienie biznesowe.

A jednak bardzo często brakuje jednej rzeczy: właściciela całości.

Kogoś, kto nie patrzy na pojedynczy projekt, ale na to, jak wszystkie inicjatywy wpływają na organizację jednocześnie.

To nie jest wyłącznie zadanie PMO.
To nie jest wyłącznie temat dla działu strategii.
To nie jest wyłącznie kwestia koordynacji projektowej.

To jest odpowiedzialność zarządu, a w szczególności Prezesa, który odpowiada za zdolność firmy do realizacji strategii jako całości.

Prezes nie musi znać wszystkich szczegółów operacyjnych. Powinien jednak regularnie zadawać pytania, które porządkują rzeczywistość:

  • które inicjatywy naprawdę wspierają strategię,
  • które tylko wyglądają na strategiczne,
  • które konkurują o te same zasoby,
  • które trzeba przesunąć,
  • które połączyć,
  • a które zatrzymać, zanim zaczną kosztować więcej niż mogą dać.

To właśnie w tym miejscu zaczyna się prawdziwe zarządzanie portfelem zmian.

Najtrudniejszą decyzją bywa nie to, co uruchomić, ale to, czego nie uruchamiać

Dojrzałość strategiczna nie polega dziś na tym, by mieć dużo inicjatyw. Polega na tym, by mieć właściwe inicjatywy.

To różnica fundamentalna.

W praktyce oznacza ona, że Zarząd powinien częściej chronić organizację przed nadmiarem niż motywować ją do kolejnych startów. Powinien częściej porządkować niż dodawać. Częściej upraszczać niż komplikować.

To wymaga odwagi, bo rezygnacja z części tematów zawsze budzi napięcie. Ktoś będzie rozczarowany. Jakiś obszar będzie musiał poczekać. Jakaś ambicja zostanie przesunięta w czasie.

Ale brak takiej decyzji kosztuje zazwyczaj więcej.

Prezes powinien częściej zaglądać do portfela

Wyniki finansowe pokazują skutki decyzji podjętych wcześniej.
Portfel zmian pokazuje, z czym firma wejdzie w przyszłość.

Jeśli jest przeładowany, niespójny i pozbawiony właściciela, to prędzej czy później odbije się to na wynikach, tempie realizacji strategii i kondycji menedżerów.

Jeśli jest uporządkowany, spójny i zarządzany na poziomie zarządu, staje się jednym z najważniejszych narzędzi budowania skuteczności organizacji.

Dlatego pytanie nie brzmi już: czy Prezes powinien zaglądać do portfela zmian?

Pytanie brzmi: jak często robi to z perspektywy całej firmy, a nie pojedynczych projektów?

Jak Agile for Future wspiera Zarządy w zarządzaniu portfelem zmian

Pytanie nie brzmi już: czy Prezes powinien zaglądać do portfela zmian?

Pytanie brzmi: jak często robi to z perspektywy całej firmy, a nie pojedynczych projektów oraz z jakich narzędzi może korzystać?

Bo tam, gdzie nikt naprawdę nie zarządza portfelem zmian, bardzo łatwo wejść do Doliny Śmierci. Tam natomiast, gdzie Zarząd bierze odpowiedzialność za całość, rośnie szansa, że strategia nie zatrzyma się na poziomie planów, lecz zacznie przynosić zakładane rezultaty.

Właśnie w tym obszarze wspieramy naszych klientów w Agile for Future. Pomagamy Zarządom i kadrze kierowniczej porządkować portfel zmian, dostarczając praktycznych narzędzi do oceny i priorytetyzacji inicjatyw oraz prowadząc warsztaty strategiczne, które pozwalają uporządkować portfel zmian.

Naszym celem nie jest dokładanie kolejnych działań, ale wspieranie Zarządu w podejmowaniu trafnych decyzji: które inicjatywy rzeczywiście wspierają strategię, które warto połączyć, które przesunąć, a z których zrezygnować, zanim zaczną nadmiernie obciążać organizację.

Jeśli chcesz porozmawiać o tym, jak uporządkować portfel zmian w Twojej firmie i lepiej dopasować go do możliwości organizacji, zapraszamy do rozmowy o możliwościach współpracy.

Dlaczego Prezes powinien częściej zaglądać do portfela? Dowiedz się więcej »

Czy menedżerowie są gotowi na przywództwo konwersacyjne?

Czy menedżerowie są gotowi na przywództwo konwersacyjne?

Wyobraź sobie, że jutro rano w Twojej organizacji zaczyna się zmiana, która ma kluczowe znaczenie: nowy produkt, nowa strategia, przebudowa procesu, reorganizacja zespołów, fuzja, automatyzacja. Harmonogram jest ważny. Budżet też. Ale jest coś, co w praktyce „niesie” tę zmianę (albo ją wykoleja) szybciej niż jakakolwiek plansza w PowerPoincie: rozmowy.

W środowisku, które zmienia się nieustannie, potrzebujemy coraz bardziej wszechstronnej współpracy, szybszych innowacji i większej wiary w potencjał menedżerów na niższych poziomach, a potrzeba autentycznego, otwartego dialogu nigdy nie była większa. To właśnie dlatego przywództwo konwersacyjne nie jest „miękkim dodatkiem” do zarządzania. Staje się narzędziem pracy: takim samym jak plan, priorytety czy wskaźniki. I co więcej, jest kompetencją, której można się uczyć i rozwijać.

Pytanie brzmi: czy my – jako menedżerowie – naprawdę jesteśmy na to gotowi?
Nie „czy umiemy rozmawiać”. Każdy rozmawia. Tylko że między rozmową, która „się odbyła”, a rozmową, która zbudowała odpowiedzialność, uruchomiła działanie i poprawiła współpracę, jest ogromna różnica.

W modelu Facet5 SuperSkills (stosowanym w pracy rozwojowej nad przywództwem konwersacyjnym) jakość rozmowy opiera się na pięciu konkretnych kompetencjach. W dalszej części przejdziemy przez nie po kolei — razem z typowymi błędami, które obniżają skuteczność rozmów nawet u doświadczonych menedżerów.

Pięć kompetencji przywództwa konwersacyjnego

1) Obecność: „tu i teraz”, naprawdę

Na czym polega?
Obecność to utrzymywanie niepodzielnej uwagi i rzeczywista obecność „tu i teraz” w rozmowie.
To kompetencja pozornie prosta, a jednocześnie pierwsza, która „pęka” pod presją czasu, wielozadaniowości i poczucia, że „to tylko krótka rozmowa”.

Konkretny błąd menedżera:
Rozmowa 1:1, a menedżer co chwilę zerka na ekran: mail, komunikator, kalendarz. Nie musi nawet odpisywać – wystarczy sam gest odrywania wzroku, żeby druga osoba dostała sygnał: „to nie jest wystarczająco ważne”. W efekcie pracownik zaczyna mówić krócej, ostrożniej, mniej wprost. A Ty wychodzisz z rozmowy z poczuciem, że „nic konkretnego nie usłyszałeś”.

2) Super-świadomość: widzę siebie w rozmowie, zanim rozmowa zobaczy mnie

Na czym polega?
Super-świadomość to wnikliwa samoświadomość Twoich uprzedzeń, przekonań oraz tego, co wywołuje Twoje emocje.
To nie jest „autorefleksja dla samej refleksji”. Chodzi o praktyczną umiejętność: zauważyć, że reakcja, którą masz ochotę uruchomić, nie zawsze jest najlepszą odpowiedzią.

Konkretny błąd menedżera:
Wchodzisz w rozmowę już z gotową tezą: „on znowu się tłumaczy” albo „ona zawsze przesadza”. Te przekonania ustawiają Ci filtr. Zaczynasz słuchać po to, żeby potwierdzić własną ocenę, a nie po to, żeby zrozumieć sytuację. W konsekwencji pytania stają się „podbite” oceną, a rozmówca – zamiast współpracy wybiera obronę.

3) Dekodowanie: wydobywam, co druga osoba naprawdę mówi

Na czym polega?
Dekodowanie to wydobywanie tego, co rzeczywiście mówi druga osoba.
W praktyce: nie zatrzymujesz się na brzmieniu zdań, tylko szukasz sensu, intencji, sedna. Często to, co najważniejsze, jest wypowiadane „między słowami”: niedopowiedzeniem, zmianą tonu, dygresją, albo jednym krótkim zdaniem rzuconym na końcu.

Konkretny błąd menedżera:
Słyszysz komunikat: „W sumie wszystko ok” i uznajesz temat za zamknięty. Nie dekodujesz, nie dopytujesz, nie sprawdzasz zrozumienia. Tydzień później okazuje się, że „ok” oznaczało: „nie chcę wchodzić w konflikt”, „nie mam siły tłumaczyć”, „i tak nic się nie zmieni”. Rozmowa została „odhaczona”, a prawda pozostała niewypowiedziana.

4) Wypowiadanie się — mówię jasno, z odwagą i przekonaniem

Na czym polega?
Wypowiadanie się to wyrażanie swoich poglądów z odwagą i przekonaniem, nawet w trudnych kwestiach.
Nie chodzi o dominację. Chodzi o to, że w rozmowie przywódczej menedżer nie może chować się za aluzjami, półsłówkami i „może jakoś to będzie”. Jeśli coś jest ważne, trzeba umieć to nazwać.

Konkretny błąd menedżera:
Unikasz komunikatu, który wymaga odwagi, więc mówisz okrężnie: „No wiesz… może dałoby się… jakby… spróbujmy…”. Pracownik wychodzi z rozmowy bez jasności: co ma poprawić, co jest oczekiwaniem, gdzie są granice, jaka decyzja została podjęta. A Ty masz wrażenie, że „przecież powiedziałeś”.

5) Kontrola przebiegu rozmowy — zarządzam początkiem, środkiem i końcem

Na czym polega?
Kontrola przebiegu rozmowy to zarządzanie rozmowami — ich rozpoczynaniem, przebiegiem i zakończeniem.
Czyli: potrafisz ustawić ramę rozmowy, utrzymać sensowny tor, domknąć ustalenia. Bez tego nawet dobra rozmowa potrafi rozlać się w „miłe spotkanie”, po którym… nic się nie wydarzy.

Konkretny błąd menedżera:
Kończycie rozmowę w pośpiechu: „Dobra, to jesteśmy umówieni” – tylko że nikt nie wie, na co dokładnie. Nie ma podsumowania, nie ma ustaleń, nie ma jasnego zakończenia. Po tygodniu obie strony mają inne interpretacje, a frustracja rośnie, bo „mieliśmy to ustalone”.

5 umiejętności SuperSkills - Przywództwo konwersacyjne

Efekt małych zmian: dlaczego drobna korekta robi dużą różnicę

W pracy menedżera często szukamy „dużych dźwigni”: nowego procesu, narzędzia, struktury spotkań. Tymczasem przywództwo konwersacyjne działa inaczej: tu liczą się drobne zachowania powtarzane konsekwentnie.

Jedna decyzja o pełnej obecności (bez rozpraszaczy) potrafi sprawić, że rozmówca zaczyna mówić bardziej wprost — a Ty szybciej docierasz do sedna.
Jedno zauważone przekonanie („wchodzę w ocenę”) może zatrzymać eskalację i zamienić rozmowę w współpracę.
Jedno doprecyzowujące pytanie w dekodowaniu potrafi wyciągnąć ryzyko na powierzchnię zanim zamieni się w problem.
Jedno jasne zdanie wypowiedziane z odwagą oszczędza tygodnie niedomówień i „cichej niezgody”.
Jedno porządne domknięcie rozmowy (konkret na koniec) potrafi przełożyć się na wykonanie, a nie tylko na dobre intencje.

To właśnie dlatego w podejściu SuperSkills zakłada się, że jakość rozmów na wszystkich poziomach organizacji przekłada się na wyniki i kulturę – „wydajność każdej organizacji poprawia w każdej chwili każda prowadzona w niej rozmowa”.
Brzmi mocno — ale jeśli spojrzysz na własny tydzień pracy, prawdopodobnie zobaczysz, że większość decyzji, korekt, napięć i przełomów wydarza się nie w dokumentach, tylko w rozmowach.

Przywództwo konwersacyjne

Diagnoza jako punkt wyjścia: bez niej trudno wybrać właściwy kierunek

Jest jeszcze jeden powód, dla którego menedżerowie nie rozwijają tych kompetencji skutecznie: często próbują „poprawiać wszystko naraz” albo rozwijać to, co akurat jest modne.

Tymczasem sensowny rozwój przywództwa konwersacyjnego zaczyna się od pytania:
„Jaki jest mój naturalny styl prowadzenia rozmów i jakie to posiada mocne strony, jakie ryzyka oraz obszary rozwoju?”

W podejściu SuperSkills punktem startu jest rzetelna diagnoza: indywidualny raport, który daje obiektywny wgląd w Twoje tendencje w prowadzeniu rozmów biznesowych, wynikające z badania osobowości metodą Facet5.
Taki raport pokazuje, jak Twoja osobowość wpływa na prowadzenie rozmów i stosowanie każdej z pięciu super-umiejętności. Co ważne: raport nie jest „etykietą”. Jest narzędziem pracy, które pomaga zobaczyć, gdzie Twoje naturalne preferencje wspierają rozmowę, a gdzie tworzą ryzyka, którymi warto świadomie zarządzać.

W Agile for Future wykorzystujemy badanie SuperSkills właśnie w tym celu: aby menedżer nie działał po omacku, tylko dostał konkretne wskazówki rozwojowe i kierunek pracy. Bo bez diagnozy bardzo łatwo inwestować czas w rzeczy, które nie przyniosą zmiany jakości rozmów.

Podsumowanie i zaproszenie

Jeśli miałbyś dziś zrobić jeden test gotowości do przywództwa konwersacyjnego, to niech będzie on prosty:

Czy w Twoich rozmowach jest realna obecność?
Czy widzisz własne przekonania i emocjonalne „zapalniki”?
Czy umiesz dekodować to, co ludzie naprawdę mówią?
Czy potrafisz mówić jasno — z odwagą i przekonaniem?
Czy domykasz rozmowy tak, aby prowadziły do działania?

Jeżeli choć w jednym punkcie czujesz: „tu mam przestrzeń do poprawy”, to dobrze. Bo dobra wiadomość brzmi: te umiejętności są rozwojowe.

18 marca w Warszawie prowadzimy szkolenie „Przywództwo konwersacyjne”. Jeśli chcesz poprawić swój styl rozmów w oparciu o pięć kompetencji i zobaczyć, jakie konkretne korekty dadzą Ci największy efekt, to zajrzyj tutaj:

Przywództwo konwersacyjne - Facet5 SuperSkills

Nie jako „kolejne szkolenie do odhaczenia”, tylko jako moment zatrzymania się i zrobienia porządku w narzędziu, którego używasz codziennie: w rozmowie.

Czy menedżerowie są gotowi na przywództwo konwersacyjne? Dowiedz się więcej »

Wybór priorytetów - decyzja przywódcza, nie operacyjna - zarządzanie portfelem zmian

Zarządzanie portfelem zmian to decyzja przywódcza, nie operacyjna

Zarządzanie portfelem zmian – czy to już jest dostrzegalny problem w firmach?

W rozmowach z Zarządami coraz częściej słyszę, że problemem nie jest brak inicjatyw ani brak pomysłów na zmianę. Problemem jest coś innego: trudność w utrzymaniu spójnego kierunku, gdy zmian i oczekiwań przybywa szybciej, niż organizacja jest w stanie je udźwignąć.

W wielu firmach priorytety formalnie istnieją. Są zapisane w strategiach, planach i prezentacjach. A mimo to w codziennym działaniu wszystko staje się ważne jednocześnie. To właśnie w tym miejscu priorytetyzacja przestaje być zadaniem operacyjnym. Staje się kluczową decyzją przywódczą.

Gdy cele strategiczne nie są punktem odniesienia

Jedną z najczęstszych przyczyn chaosu w zarządzaniu zmianami jest oderwanie inicjatyw od jasno ustalonych celów strategicznych. Zmiany są uruchamiane, bo:

  • pojawiła się nowa okazja,
  • ktoś zgłosił pilną potrzebę,
  • rynek wysyła niepokojący sygnał.

Samo to nie jest jeszcze problemem. Problem pojawia się wtedy, gdy brakuje wspólnego filtra decyzyjnego: w jaki sposób dana inicjatywa realnie wspiera cele strategiczne organizacji.

Z perspektywy zwinnego przywództwa zarządzanie portfelem zmian zaczyna się właśnie tutaj. Nie od listy projektów, lecz od jasnego ustalenia, co w danym okresie jest dla organizacji naprawdę kluczowe i rozpatrywania wszystkich zmian w tym kontekście.

Dlaczego priorytetyzacji nie da się sprowadzić do poziomu operacyjnego

Czasem obserwuję sytuację, w której Zarząd przekazuje menedżerom ustalanie priorytetów, licząc na to, że problem sam się rozwiąże. W praktyce oznacza to jednak delegowanie trudnych decyzji, a nie ich współdzielenie.

Priorytetyzacja nie polega na tym, by ktoś niżej w strukturze wybrał, co zrobić najpierw. Polega na rozstrzyganiu konfliktów między inicjatywami, które wszystkie wydają się ważne z różnych perspektyw.

To są decyzje przywódcze. I jako takie nie mogą zostać oddane w dół organizacji.

Współuczestnictwo zamiast delegowania

Zwinne przywództwo nie oznacza centralizacji decyzji ani decydowania w pojedynkę przez Prezesa. Oznacza zapraszanie do współuczestnictwa w podejmowaniu decyzji, przy jednoczesnym zachowaniu odpowiedzialności po stronie Zarządu.

W praktyce oznacza to:

  • korzystanie z wiedzy menedżerów i ekspertów przy ocenie inicjatyw,
  • konfrontowanie założeń strategicznych z rzeczywistością operacyjną,
  • wspólne nazywanie konsekwencji wyborów.

Decyzja pozostaje w gestii Zarządu, ale jej jakość rośnie, bo jest podejmowana w oparciu o informacje od menedżerów i pracowników.

Priorytetyzacja jako zdolność do mówienia „nie teraz”

Jedną z najtrudniejszych kompetencji zwinnego przywódcy jest umiejętność świadomej rezygnacji. Nie z ambicji, lecz z inicjatyw, które w danym momencie nie wspierają celów strategicznych.

Priorytetyzacja w tym ujęciu oznacza:

  • zatrzymywanie działań, które rozmijają się z kierunkiem strategicznym firmy,
  • odkładanie projektów mimo wcześniejszych zapowiedzi,
  • korygowanie decyzji bez traktowania tego jak porażki.

To właśnie te decyzje najbardziej chronią zdolność organizacji do zmiany.

Zarządzanie portfelem zmian jako składowa zwinnego przywództwa

Dobrze prowadzona priorytetyzacja nie ogranicza organizacji. Ona ją porządkuje.

Chroni menedżerów przed sprzecznymi sygnałami.
Chroni zespoły przed przeciążeniem i wypaleniem.
Chroni Zarząd przed iluzją rozwoju wynikającą z mnożenia inicjatyw.

Z mojego doświadczenia wynika, że organizacje, które traktują priorytetyzację jako ciągłą decyzję przywódczą, a nie jednorazowe ustalenie, szybciej stabilizują się w zmianie i skuteczniej realizują cele strategiczne. Dlatego ważnym elementem działalności Agile for Future jest rozwój kompetencji zwinnego przywództwa i wspieranie kadry zarządzającej w kwestii zarządzania portfelem zmian.

W moim przekonaniu priorytetyzacja nie jest tylko techniką czy zestawem narzędzi wykorzystywanych przez menedżerów.
Jest praktyką zwinnego przywództwa, która decyduje o tym, czy organizacja potrafi zmieniać się w sposób świadomy.

Zarządzanie portfelem zmian to decyzja przywódcza, nie operacyjna Dowiedz się więcej »

Zarządzanie zmianą w 2026 roku: dlaczego „więcej wysiłku” już nie wystarcza

Zarządzanie zmianą w 2026 roku: dlaczego „więcej wysiłku” już nie wystarcza

Zarządzanie zmianą nie przypomina już wyzwania sprzed lat. W wielu organizacjach zmiana przestało być projektem.
Stała się codziennością, która nigdy się nie kończy.

Zmiany są planowane, komunikowane i formalnie wdrażane. Harmonogramy się domykają, raporty są przygotowywane, a mimo to coraz częściej pojawia się poczucie, że organizacja nie odzyskuje stabilności. Zmiana goni zmianę, a zdolność do adaptacji stopniowo się wyczerpuje.

Rok 2026 nie zapowiada jednej przełomowej rewolucji. Przynosi coś znacznie trudniejszego: nakładanie się wielu zmian jednocześnie – technologicznych, organizacyjnych i kulturowych. W tym kontekście kluczowym wyzwaniem przestaje być samo wdrożenie zmiany. Coraz częściej problemem staje się to, czy organizacja jest w stanie ją unieść.

Gdy wszystkie zmiany są „najważniejsze”

Jednym z najczęstszych problemów, z jakimi mierzą się dziś menedżerowie i działy HR, nie jest opór wobec zmian. Jest nim przeciążenie.

W wielu firmach:

  • liczba inicjatyw rośnie szybciej niż zdolność do ich absorpcji,
  • te same osoby uczestniczą w kilku zmianach równolegle,
  • brakuje decyzji o zatrzymywaniu lub odkładaniu części działań.

W efekcie nawet dobrze zaprojektowane zmiany zaczynają tracić sens operacyjny. Są realizowane formalnie, „na papierze”, bez realnego wpływu na sposób działania organizacji. To moment, w którym pojawia się zmęczenie zmianą – cichy, ale bardzo kosztowny problem biznesowy.

Kiedy AI przyspiesza… ale nie porządkuje

Równolegle do przeciążenia zmianą rośnie presja technologiczna. AI coraz szybciej wchodzi do codziennego funkcjonowania firm: wspiera analizę danych, komunikację i przygotowanie decyzji.

Problem polega na tym, że technologia przyspiesza to, co już istnieje.
Jeśli organizacja ma jasne priorytety – AI może je wzmocnić.
Jeśli ich brakuje – AI bardzo skutecznie przyspiesza chaos.

Dla menedżerów i HR oznacza to nowe napięcie: tempo pracy rośnie, oczekiwania są coraz wyższe, a przestrzeń na refleksję i korekty systematycznie się kurczy. Bez jasnego określenia roli AI w zarządzaniu zmianą, technologia zaczyna zastępować decyzje szybkością, a nie jakością.

Kultura organizacyjna przestaje być „miękkim tematem”

Przez lata kultura organizacyjna była traktowana jako tło dla zmian. Coś, co „warto mieć”, ale co rzadko trafiało na agendę zarządu w kontekście konkretnych decyzji.

W 2026 roku ta iluzja się kończy.

To właśnie kultura decyduje o tym:

  • czy problemy są zgłaszane, czy ukrywane,
  • czy korekty są traktowane jako porażka, czy jako naturalny element uczenia się,
  • czy menedżerowie mają przestrzeń, by rzeczywiście prowadzić ludzi przez zmianę.

Kultura organizacyjna nie jest zestawem deklaracji. Jest systemem codziennych decyzji i zachowań, który albo wzmacnia zdolność organizacji do adaptacji, albo ją stopniowo osłabia.

Trendy w zarządzaniu zmianą 2026

W Agile for Future przygotowaliśmy e-book, który nie jest listą modnych haseł ani narzędzi. To materiał dla osób, które:

  • odpowiadają za decyzje na poziomie całej organizacji,
  • widzą skutki przeciążenia zmianą,
  • chcą uporządkować sposób myślenia o zmianie w perspektywie najbliższych lat.

E-book pomaga spojrzeć na zarządzanie zmianą z poziomu systemowego (portfela projektów), a nie pojedynczych inicjatyw. Może być punktem wyjścia do rozmów w Zarządzie, HR i zespołach menedżerskich o tym, jak chronić zdolność organizacji do zmiany – zamiast ją stopniowo zużywać.

📘 E-book „Trendy w zarządzaniu zmianą 2026” jest dostępny bezpłatnie
i można go pobrać ze strony Agile for Future – Baza Wiedzy.

Trendy w zarządzaniu zmianą 2026

Zarządzanie zmianą w 2026 roku: dlaczego „więcej wysiłku” już nie wystarcza Dowiedz się więcej »