Jarosław Rubin

„Generatywna AI w SEO” — dobra książka o zasadach, które starzeją się wolniej niż modele AI. Recezja ksiązki wydanej przez Helion

„Generatywna AI w SEO” — dobra książka o zasadach, które starzeją się wolniej niż modele AI

Przeczytałem właśnie książkę „Generatywna AI w SEO. Strategie AI-First. Jak zwiększyć jakość, wydajność i zyski” Erica Enge’a i Adriána Ridnera, polskie wydanie publikacji O’Reilly opublikowane przez Helion i w mojej skali to dobra książka. Największą wartość ma tam, gdzie tłumaczy zasady pracy z generatywną AI w SEO: znaczenie intencji użytkownika, jakości treści, kontroli człowieka, ograniczeń modeli językowych i ryzyk związanych z automatyzacją. Autorzy dobrze pokazują, że AI w SEO powinna wspierać research, analizę, strukturę treści i proces pracy, a nie zastępować myślenie i odpowiedzialność za jakość.

Mocny początek: fundamenty SEO i AI

Dobrym wprowadzeniem w tematykę AI w SEO jest część I, zwłaszcza rozdziały „SEO w erze generatywnej sztucznej inteligencji” oraz „Podstawowe informacje o generatywnej sztucznej inteligencji”. To dobry start, bo książka nie sprowadza SEO do pisania większej liczby tekstów. Przypomina, że nadal liczą się podstawy: trafność odpowiedzi, użyteczność strony, wiarygodność źródła i doświadczenie użytkownika.

Dla mnie najciekawszym fragmentem były kwestie dotyczące algorytmu Google: odniesienia do dokumentów przekazanych Randowi Fishkinowi w 2024 roku oraz informacji ujawnionych w zeznaniach przed amerykańskim Departamentem Sprawiedliwości w 2023 roku.

Ten wątek pokazuje SEO (i algorytmy) jako coś więcej niż listę prostych czynników rankingowych. Ważne stają się intencje, zachowania użytkowników, kliknięcia, autorytet, marka i jakość doświadczenia po wejściu na stronę.

Najbardziej praktyczna część książki

Najwięcej wskazówek znajdziesz w części II „Praktyczne zastosowania AI”. Pokazuje ona, jak używać AI do researchu tematów, konspektów, metaopisów, FAQ, analizy luk w treści, grupowania fraz i wsparcia technicznego SEO. To dobry warsztat, jeśli traktuje się AI jako asystenta, a nie automat do publikowania gotowych treści.

Co się zestarzało?

Czytając książkę, zwróciłem uwagę, że najszybciej zestarzały się fragmenty dotyczące ocen poszczególnych modeli LLM (z 2024 roku) oraz bieżącego stanu narzędzi AI. Ten obszar zmienia się zbyt szybko, żeby takie porównania długo zachowywały wartość praktyczną.

Przykłady techniczne dotyczące .htaccess, przekierowań 301, schema czy hreflang są dobrym materiałem do pracy z aktualnym modelem AI. Najwięcej dają wtedy, gdy potraktuje się je jako punkt wyjścia do testów, walidacji i dopasowania do konkretnej strony.

Gdy AI wychodzi poza pisanie treści

Część III jest bardziej strategiczna. Autorzy wychodzą poza proste zastosowania typu „napisz konspekt” albo „stwórz meta description” i pokazują, że generatywna AI może stać się elementem całego systemu pracy nad widocznością: od tworzenia treści, przez automatyzację zadań, po analizę danych i zarządzanie obecnością marki w wyszukiwaniu generatywnym.

Wątki takie jak custom GPTs, RAG, automatyzacja, AI Search i widoczność w wyszukiwaniu generatywnym są ciekawe, choć trzeba je czytać z filtrem aktualności.

Cenne jest to, że książka mocno akcentuje ryzyka: halucynacje, niską jakość treści, prawa autorskie, plagiat i automatyzację bez kontroli.

Wskazówka dla czytelnika: format ma znaczenie

Przy tej książce warto rozważyć ebooka w uzupełnieniu lub zamiast wersji papierowej. Są w niej prompty, przykłady kodu, narzędzia i fragmenty techniczne, z którymi wygodniej pracować cyfrowo. Papier sprawdza się do spokojnej lektury, ebook lepiej nadaje się do testowania przykładów.

Podsumowanie

„Generatywna AI w SEO” to solidna i przydatna książka o AI-assisted SEO. Największą wartość mają w niej zasady, procesy i ostrzeżenia przed automatyzacją bez kontroli. Warto ją przeczytać z aktualnym modelem AI pod ręką i przekładać wnioski na własną praktykę SEO.

„Generatywna AI w SEO” — dobra książka o zasadach, które starzeją się wolniej niż modele AI Dowiedz się więcej »

Czy zarządzanie zmianą naprawdę istnieje?

Czy zarządzanie zmianą naprawdę istnieje?

„Zarządzanie zmianą nie istnieje” – takie stwierdzenie czasem kieruję do menedżerów podczas szkoleń lub konferencji. Zwykle po chwili słyszę pytanie: To czym właściwie się zajmujesz? Moja odpowiedź zaczyna się od innego pytania:

Dlaczego menedżerowie często nie dostrzegają zmian, które mają poprowadzić?

Trudno dostrzec to, czego nie potrafimy sobie wyobrazić

Kiedy słyszymy słowo „samochód”, w naszej głowie natychmiast pojawia się konkretny obraz. Podobnie jest ze słowami „spotkanie zespołu”, „hala produkcyjna”, „nowy system ERP” czy „program rozwoju talentów”. Widzimy ludzi, sytuacje, miejsca i działania.

A co widzisz, gdy słyszysz „zarządzanie zmianą”?

Większość osób ma z tym problem. To pojęcie abstrakcyjne. Wiemy, że jest ważne, ale trudno je sobie wyobrazić. Być może właśnie dlatego wielu menedżerów nie utożsamia się z zarządzaniem zmianą. Nie postrzegają siebie jako osób prowadzących zmiany, ponieważ nie widzą konkretnego obrazu stojącego za tym pojęciem.

Projekty, które okazują się zmianami

Sytuacja zmienia się niemal natychmiast, gdy zamiast pytać o zarządzanie zmianą, zaczynam pytać o plany na najbliższe miesiące.

Wtedy słyszę:

  • wdrażamy nowy system ERP,
  • przygotowujemy program rozwoju talentów,
  • chcemy wykorzystać AI w pracy zespołu,
  • musimy dostosować się do nowych przepisów,
  • planujemy zmianę procesu obsługi klientów,
  • chcemy ograniczyć rotację pracowników.

Nagle okazuje się, że firma stoi przed różnymi ważnymi zmianami.

Problem polega na tym, że menedżerowie nie nazywają ich zmianami. Widzą projekty, wdrożenia, inicjatywy biznesowe, zadania strategiczne lub obowiązki wynikające z przepisów. Każde z tych przedsięwzięć często ma swoją nazwę, harmonogram, budżet i właściciela. Trudniej zauważyć, że za każdym z nich kryje się zmiana wpływająca na ludzi i sposób funkcjonowania organizacji.

To właśnie dlatego wielu menedżerów uważa, że nie zajmuje się zarządzaniem zmianą, mimo że w praktyce robi to każdego dnia.

Każdy projekt zmienia organizację

Wdrożenie systemu ERP nie jest wyłącznie projektem informatycznym. Program rozwoju talentów nie jest jedynie inicjatywą HR. Podobnie wykorzystanie AI, zmiana procesu obsługi klienta czy wdrożenie nowych zasad wynagradzania wykracza daleko poza techniczne wykonanie projektu.

Każde z tych przedsięwzięć zmienia sposób działania organizacji. Zmienia codzienne nawyki, odpowiedzialności, relacje między ludźmi, sposób podejmowania decyzji i współpracy.

Co więcej, takie zmiany nie przebiegają w próżni. Pracownicy mają różne postawy wobec nowych pomysłów i reagują na nie w różny sposób. Jedni dostrzegają szansę i angażują się od pierwszego dnia. Inni wolą poczekać i obserwować rozwój sytuacji. Są też osoby, które od początku podchodzą do nowych rozwiązań z rezerwą lub otwartym sceptycyzmem.

Z tego powodu skuteczne prowadzenie przedsięwzięcia wymaga czegoś więcej niż dobrze przygotowanego harmonogramu. Potrzebne jest zrozumienie wpływu projektu na ludzi oraz świadome zarządzanie reakcjami, które pojawiają się w trakcie jego realizacji.

Nie uczę zarządzania zmianą. Pracuję nad zmianami uczestników

Na szkoleniach i w doradztwie, które prowadzę w ramach Agile for Future, nie koncentruję się na abstrakcyjnej zmianie ani na fikcyjnych studiach przypadków przygotowanych przez trenera. Pracuję z uczestnikami nad ich rzeczywistymi wyzwaniami.

Jeżeli ktoś przygotowuje wdrożenie ERP, pracujemy nad jego wdrożeniem ERP. Jeżeli chce uruchomić program rozwoju talentów, analizujemy właśnie ten program. Jeżeli zastanawia się, jak zwiększyć wykorzystanie AI w swoim zespole, to ten temat staje się przedmiotem pracy warsztatowej.

Dzięki temu uczestnicy nie uczą się metody dla samej metody. Od pierwszych minut wykorzystują narzędzia do rozwiązania własnego problemu biznesowego. W efekcie już podczas warsztatu mogą przygotować strategiczny plan przedsięwzięcia, krótką listę pierwszych działań wpisaną do tablicy Kanban oraz pierwszy komunikat do osób, których zmiana będzie dotyczyć.

Zwinnologia 2.0 w praktyce - Zwinne Zarządzanie Zmianą na warsztacie

To zasadnicza różnica. Po takim warsztacie menedżer nie wychodzi wyłącznie z notatkami o zarządzaniu zmianą. Wychodzi z konkretnymi materiałami dotyczącymi własnego przedsięwzięcia, które może dalej rozwijać i wdrażać w swojej organizacji.

Wgląd, Opcje działań i Eksperymenty

Jako współautor „Zwinnologii 2.0” pokazuję podejście oparte na trzech skłądowych: Wglądzie, Opcjach działań i Eksperymentach.

Najpierw potrzebny jest Wgląd. Zanim rozpoczniemy działanie, warto zrozumieć sytuację, interesariuszy, możliwe korzyści, ryzyka oraz reakcje osób, których przedsięwzięcie będzie dotyczyć.

Kolejnym krokiem jest poszukiwanie Opcji działań. W praktyce rzadko istnieje tylko jedna droga prowadząca do celu. Menedżerowie często odkrywają podczas warsztatów rozwiązania lub działania, których wcześniej nie brali pod uwagę.

Dopiero później przychodzi czas na Eksperymenty, czyli sprawdzanie w praktyce, które działania rzeczywiście przynoszą oczekiwane rezultaty. Dzięki temu można szybciej się uczyć i ograniczać ryzyko kosztownych błędów.

A więc istnieje czy nie?

Po przeczytaniu tego artykułu można odnieść wrażenie, że sam sobie zaprzeczam. Skoro opisuję reakcje ludzi, planowanie działań i wdrażanie przedsięwzięć, to przecież opisuję zarządzanie zmianą.

I rzeczywiście tak jest.

Nadal jednak uważam, że „zarządzanie zmianą” nie istnieje jako coś, co menedżer może zobaczyć i dotknąć. Istnieją natomiast konkretne projekty, wdrożenia i inicjatywy, które wywołują zmianę w organizacji.

Dlatego zamiast rozmawiać o zmianie jako abstrakcyjnym pojęciu, wolę rozmawiać o rzeczywistych wyzwaniach stojących przed menedżerami. To właśnie tam zaczyna się prawdziwa praca nad zmianą i tam najłatwiej zobaczyć jej efekty.

Jeżeli masz przed sobą ważny projekt, wdrożenie lub inicjatywę, która wpłynie na sposób pracy ludzi w Twojej organizacji, warto potraktować ją jak zmianę. W Agile for Future pomagamy menedżerom przejść od ogólnego pomysłu do konkretnego planu działania, pierwszych kroków i komunikacji, która wspiera wdrożenie. Skontaktuj się z nami, jeśli chcesz przygotować swoje przedsięwzięcie w zwinny sposób.

Czy zarządzanie zmianą naprawdę istnieje? Dowiedz się więcej »

Ile cykli Zwinnego Zarządzania Zmianą potrzeba, aby osiągnąć sukces?

Ile cykli Zwinnego Zarządzania Zmianą potrzeba, aby osiągnąć sukces?

Pytanie zawarte w tytule artykułu regularnie pojawia się na warsztatach „Zwinnologia 2.0. Zwinne Zarządzanie Zmianą”, które prowadzimy wspólnie z Markiem Naumiukiem.

I za każdym razem odpowiadam: „Tyle, ile potrzeba, aby osiągnąć stan docelowy opisany w Kanwie Zmiany”.

Wiem, że dla wielu menedżerów to irytująca odpowiedź. Zwłaszcza wtedy, gdy przygotowują ważną zmianę i chcieliby wiedzieć, ile iteracji trzeba zaplanować, aby organizacja osiągnęła zakładany rezultat.

Tyle że samo pytanie jest podchwytliwe.

Jeśli oczekujemy jednej konkretnej liczby, to najczęściej nadal patrzymy na zmianę jak na klasyczny projekt, który wystarczy szczegółowo zaplanować, podzielić na etapy i konsekwentnie realizować aż do końca. I właśnie z takim podejściem organizacje mają dziś coraz większy problem.

Plan starzeje się szybciej niż zmiana

W klasycznym podejściu ogromną uwagę poświęca się przygotowaniu i trzymaniu się planu. Powstają harmonogramy, etapy wdrożenia, listy działań i odpowiedzialności.

Problem pojawia się wtedy, gdy sytuacja wokół firmy i w samej firmie zaczyna się zmieniać.

W trakcie wdrożenia pojawiają się nowe informacje, ludzie reagują inaczej, niż zakładano, część działań nie przynosi oczekiwanych rezultatów, a niektóre pomysły po kilku tygodniach tracą sens. Plan, który miał dawać poczucie kontroli, zaczyna opisywać bardziej przeszłość niż aktualną sytuację organizacji.

Paradoksalnie, wtedy wiele firm popełnia ten sam błąd: zamiast zarządzać zmianą, zaczyna bronić planu.

Cykl ZZZ nie jest zadaniem do „odhaczenia”

W „Zwinnologii 2.0” opisujemy Cykl Zwinnego Zarządzania Zmianą oparty na trzech elementach:
Wgląd → Opcje działań → Eksperymenty.

Nie jest to jednak zestaw etapów, które wykonuje się raz i uznaje temat za zamknięty. To proces uczenia się organizacji i przybliżania do celu zmiany.

Najpierw próbujemy zrozumieć sytuację. Potem szukamy możliwych działań. Następnie testujemy wybrane rozwiązania i zbieramy informację zwrotną. Dzięki temu kolejny cykl rozpoczynamy już z większą wiedzą niż wcześniej.

I właśnie dlatego nie istnieje jedna właściwa liczba cykli.

Ile cykli naprawdę potrzeba?

Przy niewielkich zmianach czasem wystarczą dwa lub trzy cykle. Gdy mówimy o zmianach strategicznych, transformacji kultury organizacyjnej albo zmianie sposobu zarządzania, pytanie o konkretną liczbę iteracji zaczyna tracić sens.

jako konsultant, często powtarzam na spotkaniach z Zarządami firm i menedżerami, że przy dużej zmianie nie da się z góry określić, ile razy organizacja będzie musiała czegoś się nauczyć i wyciągnąć wnioski dla dalszych działań, zanim osiągnie stan docelowy opisany w Kanwie Zmiany.

Można określić kierunek. Można opisać rezultat. Można monitorować postęp. Ale nie można uczciwie założyć, że rzeczywistość będzie zachowywała się zgodnie z naszym harmonogramem.

Sukces zmiany nie zależy od liczby wykonanych cykli

Największym błędem jest potraktowanie cyklu ZZZ jak kolejnej procedury do wykonania. Prawdziwa wartość działania iteracyjnego nie wynika z samego powtarzania etapów cyklu. Wartość pojawia się wtedy, gdy organizacja po każdym cyklu rzeczywiście wyciąga wnioski i potrafi zmieniać swoje działania.

Jeżeli po eksperymencie zespół mówi:
„to rozwiązanie nie zadziałało, ale wiemy już dlaczego i wiemy, co sprawdzić dalej”,
to firma robi postęp.

Jeżeli natomiast ignoruje informację zwrotną i wraca do pierwotnych założeń tylko dlatego, że tak zapisano w planie, to nawet największa liczba cykli niczego nie zmieni.

Zwinne Zarządzanie Zmianą - nie chodzi o liczbę cykli

Podsumowanie

Ile cykli Zwinnego Zarządzania Zmianą należy wykonać, aby zmiana osiągnęła swój cel?

Tyle, ile potrzeba, aby organizacja:

  • osiągnęła stan docelowy opisany w Kanwie Zmiany,
  • nauczyła się działać skuteczniej,
  • i potrafiła dostosowywać się do zmieniającej się rzeczywistości.

Celem nie jest przecież wykonanie cyklu. Celem jest zmiana, która ma zakończyć się powodzeniem i przynieść korzyści firmie i odbiorcom zmiany.

Ile cykli Zwinnego Zarządzania Zmianą potrzeba, aby osiągnąć sukces? Dowiedz się więcej »

Analiza potrzeb szkoleniowych to nie strata czasu, choć może zająć wiele godzin

Analiza potrzeb szkoleniowych to nie strata czasu, choć może zająć wiele godzin

Gdy badanie potrzeb szkoleniowych obejmuje dziesiątki albo setki ankiet z odpowiedziami na pytania otwarte, trener zyskuje wartościowy materiał, ale płaci za to czasem potrzebnym na analizę. Modele językowe mogą ten etap znacząco skrócić.

RAPS, czyli praca, której nie widać

Jako trener często wykonuję RAPS, czyli Rozpoznanie i analizę potrzeb szkoleniowych. To jeden z tych etapów pracy, którego uczestnicy szkolenia (i zamawiający) zwykle nie widzą. Widzą później program, ćwiczenia, prezentację, materiały i sposób prowadzenia zajęć.

Etap RAPS często decyduje, czy szkolenie będzie odpowiedzią na konkretne potrzeby firmy i uczestników, czy tylko dobrze opisaną usługą rozwojową.

Jeśli badanie obejmuje kilka ankiet, sprawa jest prosta. Można je spokojnie przeczytać, zaznaczyć ważne fragmenty i wyciągnąć wnioski. Ale co zrobić, kiedy ankiet jest 30, 50, 100 albo 200? A każda zawiera odpowiedzi na pytania otwarte?

Pytania otwarte dają wartość, ale ich analiza zabiera czas

Lubię pytania otwarte w badaniu potrzeb szkoleniowych, bo pozwalają uczestnikom opisać sytuację i potrzeby własnymi słowami.

Jedna osoba pisze konkretnie. Druga ogólnie. Trzecia porusza kilka wątków w jednej odpowiedzi. Czwarta sygnalizuje problem, który łatwo przeoczyć, jeśli analizę robi się zbyt szybko.

To wartościowy materiał. W odpowiedziach można znaleźć przykłady z codziennej pracy, powtarzające się trudności, oczekiwania wobec szkolenia, obawy uczestników i tematy, które warto doprecyzować z klientem. Tyle że za tę wartość trener płaci czasem.

Trzeba przeczytać odpowiedzi, wychwycić powtarzające się wątki, zauważyć różnice między grupami, odróżnić pojedyncze sygnały od dominujących tematów i sprawdzić, co z tego wynika dla programu szkolenia.

I nagle analiza potrzeb szkoleniowych, która sama w sobie jest bardzo potrzebna, zaczyna zajmować wiele godzin.

Znasz to?

Czas RAPS “zjada” część wynagrodzenia trenera

Jest jeszcze jeden aspekt, o którym rzadko mówimy wprost. Czas poświęcony na RAPS to w praktyce część wynagrodzenia, które trener otrzymuje za przygotowanie i prowadzenie szkolenia.

Klient najczęściej widzi dzień szkoleniowy, program, materiały i efekt pracy na sali. Znacznie rzadziej widzi godziny spędzone wcześniej na analizie ankiet, wyciąganiu wniosków i dopasowywaniu programu do potrzeb grupy.

Większość trenerów nie dolicza RAPS jako osobnej pozycji w wycenie. Ten czas jest po prostu „w cenie” szkolenia.

Jeżeli analiza potrzeb szkoleniowych zajmuje wiele dodatkowych godzin, to nie jest tylko kwestia obciążenia kalendarza. To także kwestia rentowności pracy trenera.

Modele językowe jako wsparcie w analizie

Obecnie wykorzystuję modele językowe jako wsparcie w analizie potrzeb szkoleniowych. Wykorzystuję je między innymi do pracy z kwestionariuszami, które zawierają odpowiedzi na pytania otwarte.

Model językowy może pomóc szybciej zobaczyć:

  • jakie tematy powtarzają się najczęściej,
  • jakie potrzeby uczestnicy opisują różnymi słowami,
  • które problemy warto potraktować jako główne obszary szkolenia,
  • jakie pojedyncze sygnały wymagają uwagi,
  • czym różnią się odpowiedzi różnych grup uczestników,
  • jakie wnioski można wykorzystać w dalszym projektowaniu szkolenia.

Dzięki temu trener szybciej przechodzi od surowego materiału do pierwszego oglądu sytuacji. Nadal musi ten obraz zweryfikować. Nadal musi znać kontekst klienta. Nadal musi zdecydować, co z tych danych naprawdę wynika dla programu szkolenia.

Ale nie musi zaczynać od wielogodzinnego ręcznego układania wszystkich odpowiedzi od zera.

Dlaczego stworzyłem własnego Asystenta RAPS?

Z czasem zauważyłem, że samo korzystanie z modelu językowego to dopiero pierwszy krok. Za każdym razem trzeba mu wyjaśniać kontekst. Przypominać, czym jest RAPS. Doprecyzowywać, jakiego typu wniosków oczekuję. Pilnować, żeby analiza była użyteczna z perspektywy projektowania szkolenia, a nie tylko poprawna językowo.

Właśnie dlatego stworzyłem własnego Asystenta RAPS.

Asystent jest lepszy do tego zadania niż jednorazowa rozmowa z modelem językowym, ponieważ pracuje w stałym kontekście. Ma przypisaną rolę, zna cel analizy i jest przygotowany do pracy na materiałach wejściowych typowych dla badania potrzeb szkoleniowych.

Nie trzeba za każdym razem zaczynać od początku.

Pokażemy to na żywo podczas webinaru

12 maja o 10:00 zapraszamy na bezpłatny webinar live dla trenerów:

„Jak przeanalizować 50 kwestionariuszy w 15 minut? – analiza potrzeb szkoleniowych z AI”

Webinar poprowadzą Jarosław Rubin i Marek Naumiuk, trenerzy i konsultanci zarządzania, współautorzy książki „Zwinnologia 2.0”.

Podczas webinaru pokażemy na żywo, jak AI może wspierać trenera w analizie kwestionariuszy. Nie będziemy tylko opowiadać, że modele językowe skracają czas pracy. Pokażemy praktyczny przykład: jak przejść od 50 kwestionariuszy do wniosków, które można wykorzystać w dalszym projektowaniu szkolenia.

Webinar potrwa 45 minut + Q&A.

Zapisz się na webinar i zobacz na żywo, jak w kilkanaście minut przejść od 50 kwestionariuszy do wniosków przydatnych w projektowaniu szkolenia.


Webinar: Jak przeanalizować 50 kwestionariuszy w 15 minut? – analiza potrzeb szkoleniowych z AI

Analiza potrzeb szkoleniowych to nie strata czasu, choć może zająć wiele godzin Dowiedz się więcej »

Zarządzanie talentami: Wdrożenie programu zarządzania talentami warto prowadzić jak zmianę: od Wglądu i Opcji działań po pilotaż sprawdzający założenia w praktyce.

Zarządzanie talentami: projekt HR wdrażany jako zmiana

Jeśli w HR przygotowujesz program zarządzania talentami, możesz szybko zakopać się w szczegółach: kryteria wyboru uczestników, liczba miejsc, harmonogram, narzędzia diagnostyczne, warsztaty i prezentacja końcowa.

Zgadzam się, że te decyzje trzeba podjąć. Nie od nich jednak zaczynaliśmy w projekcie, w którym uczestniczyłem jako konsultant zmiany. Pokażę Ci, jak przebiegał ten projekt.

Kontekst: zatrzymanie talentów

Projekt dotyczył wielooddziałowej firmy IT, działającej jw ramach globalnej struktury. Punktem wyjścia była potrzeba zatrzymania najlepszych pracowników. Sama motywacja finansowa przestawała im wystarczać. Firma chciała stworzyć program, który pokaże wybranym osobom: widzimy Twój potencjał, inwestujemy w Twój rozwój i chcemy, abyś związał swoją przyszłość z naszą organizacją.

HR zainicjował projekt. Powodzenie wdrożenia zależało jednak od menedżerów i uczestników programu.

Menedżerowie mieli wybrać uczestników, uzasadnić wybór i wspierać ich rozwój. Uczestnicy mieli zobaczyć w programie konkretną wartość dla siebie. Jeśli jej nie zobaczą, program nie zatrzyma talentów.

Prace na projektem programu zarządzania talentami poprowadziliśmy zgodnie z podejściem Zwinnego Zarządzania Zmianą: Wgląd, Opcje działań, Eksperymenty i pilotaż.

Rozmowa z HR

Zaczęliśmy od rozmowy z HR. Chodziło o zrozumienie sytuacji firmy, celu programu i problemu, który miał zostać rozwiązany. Nie przynieśliśmy gotowego programu do wdrożenia. Najpierw potrzebowaliśmy odpowiedzi na pytanie: co ma się zmienić po uruchomieniu programu zarządzania talentami?

Odpowiedź była konkretna: firma chciała zatrzymać osoby z potencjałem i pokazać im ścieżkę dalszego rozwoju. Program miał być wielomiesięcznym procesem rozwijającym kompetencje uczestników.

Warsztat Wglądu z menedżerami

Następnym krokiem był warsztat Wglądu z menedżerami, który prowadziłem jako facylitator. Podczas warsztatu menedżerowie określili cel programu i pracowali ze Strategiczną Kanwą Zmiany. Opisali stan docelowy po wdrożeniu programu, argumenty za jego uruchomieniem z perspektywy uczestników, menedżerów i firmy oraz wskaźniki sukcesu zmiany.

Menedżerowie zaznaczyli, że rozwój uczestników to cel numer 1 działań w programie.

Dopiero po uzgodnieniu kwestii strategicznych: CO? I DLACZEGO?, poprosiłem menedżerów o określenie JAK?, czyli np. jak będą wybierani uczestnicy do programy.

Opcje działań, czyli projektowanie wdrożenia

Po Wglądzie przeszliśmy do identyfikowania i wyboru Opcji działań. Nie szukaliśmy od razu jednego rozwiązania. Najpierw menedżerowie proponowali warianty dotyczące wyboru uczestników: kto ich wskazuje, ilu ich będzie i według jakich kryteriów będą kwalifikowani.

Potem pracowaliśmy nad przebiegiem programu: jakie formy pracy mają sens, jak połączyć rozwój indywidualny z pracą nad konkretnym wyzwaniem, jakiego wsparcia potrzebują uczestnicy i jak przygotować ich do zakończenia pierwszej edycji.

Takie podejście ograniczyło ryzyko szybkiego zamknięcia się na jednym pomyśle – “jedynie słusznej drodze”. Uczestnicy warsztatu przedyskutowali możliwe rozwiązania i – z pomocą narzędzi, które im zaproponowałem – wybrać te, które najlepiej wspierały cel: zatrzymanie i rozwój talentów.

Pierwsza edycja jako pilotaż

Dopiero eksperymenty potwierdzają, że zakładane działania przynoszą efekty. To podstawa zwinnego zarządzania. Pierwsza edycja programu była pilotażem i serią eksperymentów.

Po wyborze uczestników programu każda osoba miała możliwość przyjrzenia się swojemu potencjałowi dzięki badaniu profilu osobowości zawodowej Facet5. Następnie uczestnicy odbyli rozmowę feedbackową z konsultantem, określili cele rozwojowe, uczestniczyli w warsztatach i pracowali nad problemem do rozwiązania w czasie edycji.

Program kończył się prezentacją rezultatów projektu. Wraz z pozostałymi konsultantami przygotowywałem uczestników do tej prezentacji, aby pokazali efekt pracy, sposób dojścia do rozwiązania i własne wnioski rozwojowe.

Pilotaż pozwolił sprawdzić przyjęte założenia w praktyce i wskazać elementy wymagające korekty przed kolejnymi edycjami.

Zwinne podejście w projektach HR

W tym projekcie wdrożenie programu zarządzania talentami potraktowaliśmy jako zmianę. Zaczęliśmy od rozmowy z HR i warsztatu Wglądu z menedżerami. Następnie pracowaliśmy nad Opcjami działań, a pierwszą edycję programu potraktowaliśmy jako pilotaż.

Wdrożenie programu zarządzania talentami wymaga inicjatywy i ciągłej obecności HR, zaangażowania menedżerów i doświadczenia uczestników, które potwierdzi im, że udział w programie ma wartość.

Jak pokazałem, wsparcie konsultantów zwinnego zarządzania zmianą też się przydaje.

Przygotowujesz projekt HR?

Przygotowujesz projekt HR? Porozmawiajmy, jak go skutecznie zaplanować i wdrożyć.

Zarządzanie talentami: projekt HR wdrażany jako zmiana Dowiedz się więcej »

Zarządzanie zmianą: Transformacja kulturowa

Zarządzanie zmianą: Transformacja kulturowa

W wielu organizacjach transformacja kulturowa dobrze wygląda w prezentacji Zarządu, na plakacie lub w komunikacie do pracowników. Znacznie trudniej przełożyć ją na proces, w którym uczestnicy rozumieją kierunek, współtworzą rozwiązania i wiedzą, co mają zrobić dalej.

W jednym z projektów, który realizowaliśmy, bardzo wyraźnie było widać, że o jakości dalszych działań przesądzają pierwsze etapy procesu zmiany (cyklu Zwinnego Zarządzania Zmianą): Wgląd i Opcje działań.

Najpierw Wgląd

Projekt dotyczył dużej organizacji, zatrudniającej ok. 50.000 pracowników. Wykonane na wstępie badanie kultury organizacyjnej objęło ponad 10 000 pracowników. Analiza wyników pozwoliła nam zobaczyć, jak pracownicy postrzegają organizację, jakie wzorce działania w niej dominują, co ją wspiera, a co osłabia.

Potem facylitatorzy omówili wyniki badania z uczestnikami warsztatu i poprowadzili pracę nad wyborem czterech kluczowych obszarów kultury organizacyjnej, które wymagały transformacji.

Opis stanu docelowego – ważny element Wglądu

Dla każdego z czterech obszarów przygotowaliśmy osobny warsztat dla grupy około 20 uczestników. Na każdym z nich uczestnicy najpierw zapoznali się z wynikami badania kultury, a potem precyzowali wizję stanu docelowego w danym obszarze.

Podczas warsztatów dawaliśmy uczestnikom narzędzia pracy tak, aby z ich pomocą mogli wypracowywać własne rezultaty. Uczestnicy uzgodnili wizję stanu docelowego i zapisali ją w Kanwie Zmiany Kultury Organizacyjnej.

Dzięki sprecyzowanej wizji stanu docelowego kultury, dużo łatwiej było przejść do kolejnego etapu warsztatu.

Opcje działań pokazują, co należy zrobić, aby zmienić kulturę organizacji

Po opisaniu stanu docelowego uczestnicy przeszli do kolejnego etapu, czyli do generowania i wyboru Opcji działań.

Na każdym warsztacie uczestnicy zapisali ponad 100 opcji działań mogących wspierać zmianę kultury organizacyjnej w wybranym obszarze. To nie była sztuka dla sztuki. Taka skala pokazała, że potrafili wyjść poza pierwszy, najbardziej oczywisty zestaw pomysłów i spojrzeć na zmianę szerzej. Na tym etapie facylitatorzy pokazali uczestnikom kilka narzędzi ułatwiających wymyślenie jak największej liczby działań.

Potem uczestnicy uporządkowali opcje działań, i z pomocą dedykowanego narzędzia oddzielili te, które warto uruchomić jako pierwsze, od tych, które mogły poczekać, i stworzyli krótką listę działań do realizacji od zaraz.

Zadaniem facylitatorów było, aby uczestnicy warsztatów wyszli nie tylko z wizją kultury organizacji, ale również z listą działań, jakie warto realizować “od jutra”.

Zmiana potrzebuje ludzi, którzy poniosą ją dalej

Kolejnym krokiem było przygotowanie ludzi do prowadzenia transformacji w jednostkach organizacyjnych.

Przygotowaliśmy i poprowadziliśmy dwa typy warsztatów: dwudniowy warsztat zwinnego zarządzania projektem transformacji kulturowej dla agentów zmiany oraz jednodniowy warsztat dla ambasadorów zmiany.

Agenci zmiany mieli prowadzić działania w swoich jednostkach. Ambasadorzy zmiany mieli wspierać komunikację, wyjaśniać sens zmiany i pomagać współpracownikom zrozumieć, co się dzieje i po co.

W ciągu jednego miesiąca przeszkoliliśmy 700 osób.

Co pokazuje ta analiza przypadku

Projekt pokazał bardzo wyraźnie, że transformacja kulturowa wymaga dobrze przemyślanych działań.

Transformacja kulturowa i zarządzanie zmianą kultury organizacji

Najpierw organizacja potrzebuje Wglądu: danych, diagnozy i wspólnego wyboru obszarów zmiany. Potem potrzebuje Opcji działań: nie “jedynie słusznej drogi”, lecz szerokiego zestawu możliwości, z którego można dokonać świadomego wyboru. Następnie trzeba przygotować ludzi, którzy poprowadzą zmianę dalej.

Właśnie na tych etapach rozstrzyga się bardzo wiele i procentuje później.

Zarządzanie zmianą: Transformacja kulturowa Dowiedz się więcej »

Dan Heath „Czas na reset” – jak przełamać impas i zmienić to, co w firmie nie działa

Dan Heath „Czas na reset” – jak przełamać impas i zmienić to, co w firmie nie działa

Po książkę „Czas na reset” wydaną przez MT Biznes, której autorem jest Dan Heath, sięgnąłem z zaciekawieniem, bo jako współautor „Zwinnologii 2.0” i konsultant wspierający zarządzanie zmianą w firmach chętnie czytam publikacje związane z przygotowaniem i wdrażaniem zmian.

Moją decyzję o przeczytaniu książki umocnił fakt, że napisał ją Dan Heath, współautor, wraz z bratem Chipem, takich bestsellerów jak „Przyczepne historie” czy „Pstryk. Jak zmieniać, żeby zmienić”.

„Czas na reset”, czyli…

O czym jest nowa książka Heatha? Trafnie oddaje to jej podtytuł: „Jak zmienić to, co nie działa”.

Autor opisuje sytuacje, w których firma lub instytucja utknęła w miejscu, a siła przyzwyczajenia, paraliż decyzyjny albo spory o to, co należy zrobić, skutecznie blokują ruch. Do tego dochodzą zadania bieżące, które sprawiają, że zamiast przełamywać stagnację, organizacja koncentruje się na gaszeniu pożarów.

Z mojego doświadczenia wynika, że niektórzy uparcie powtarzają dotychczasowe działania, oczekując, że w końcu przyniosą one inny rezultat. Heath streszcza ten problem w bardzo trafnym zdaniu:

„Każdy system przynosi dokładnie takie wyniki, do jakich został stworzony”.

Punkt nacisku zamiast siłowego przepychania zmiany

Co należy zatem zrobić? Heath odpowiada: zresetować system. Zaznacza przy tym uczciwie, że nie jest to proste, ale pokazuje, jak można się do tego zabrać.

Autor posługuje się niezwykle trafną metaforą ogromnego głazu leżącego na drodze. Kiedy tkwisz w impasie, nie warto rzucać się na niego z impetem. Lepiej podejść do problemu sprytnie i z dobrym pomysłem.

Heath pokazuje, że aby poruszyć skałę, trzeba najpierw znaleźć punkt nacisku, a następnie skoncentrować na nim zasoby. To właśnie ten sposób myślenia uważam za jedną z największych wartości tej książki.

Najpierw diagnoza, potem zasoby i działania

Pierwsza część książki opisuje pracę detektywistyczną, czyli sposoby na zlokalizowanie punktu nacisku. W terminologii zwinnego zarządzania zmianą nazwałbym ten etap Wglądem, czyli dogłębną diagnozą. Heath przedstawia pięć metod, które pomagają taki punkt zidentyfikować.

W drugiej części skupia się na gromadzeniu zasobów i wyborze sposobu działania. Pokazuje jasno, że konieczna jest zmiana myślenia z kategorii „i to, i tamto” na „to, zamiast tamtego”. Ja nazwałbym to wyborem opcji działań.

W kolejnych rozdziałach autor przedstawia sześć strategii pozwalających lepiej wykorzystać dostępne zasoby, przy jednoczesnym ograniczaniu kosztów rezygnacji z innych działań.

Przyspieszona nauka i zwinność w praktyce

Szczególnie bliska jest mi strategia opisana w rozdziale „Przyspiesz naukę”, w którym Heath pokazuje, jak zwiększać skuteczność działań dzięki szybkiej i rzetelnej informacji zwrotnej. To zwinność w bardzo praktycznym wydaniu.

W tym fragmencie książki znajdziesz również konstruktywną krytykę prowadzenia projektów zmian z wykorzystaniem podejścia kaskadowego. Zdaniem autora sprzyja ono złudzeniu planowania i okresom bezczynności, które trwają aż do momentu zbliżania się terminu zakończenia projektu.

Najważniejszy problem, na jaki Heath zwraca uwagę, polega jednak na tym, że istotne informacje od klientów, czyli odbiorców zmiany, docierają do zespołu kierującego projektem dopiero na jego późnym etapie.

Autor konkluduje: „W efekcie model kaskadowy niemal całkowicie odszedł w zapomnienie. Nowym standardem stało się podejście zwinne (agile), oparte na przyspieszonej nauce”. Chciałbym, żeby tak było, ale praktyka pokazuje, że „kaskada” nadal mocno się trzyma.

Czy warto przeczytać tę książkę

„Czas na reset” daje czytelnikowi przemyślany opis podejścia do wdrażania kluczowych zmian. Pokazuje zarówno sposoby identyfikacji punktów nacisku, jak i metody wykorzystywania dostępnych zasobów do przeprowadzenia zmiany.

Polecam tę książkę do przeczytania, do refleksji nad własnym sposobem działania i do zaczerpnięcia z niej pożytecznych wskazówek dla praktyki zarządzania zmianą.

Dan Heath „Czas na reset” – jak przełamać impas i zmienić to, co w firmie nie działa Dowiedz się więcej »

Kilka refleksji po lekturze książki „Transformacja Agile” Neila Perkina, Helion 2026

Kilka refleksji po lekturze książki „Transformacja Agile”

Jako współautor książki „Zwinnologia 2.0” sięgam po publikacje dotyczące zwinnego zarządzania z dużą ciekawością, ale też z zawodową uważnością. Ten temat jest mi bliski nie tylko jako autorowi, lecz także jako konsultantowi pracującemu z firmami nad zmianą, kulturą organizacji i sposobem podejmowania decyzji. Właśnie dlatego byłem ciekaw, jak Neil Perkin opisuje zwinność i transformację organizacyjną w książce „Transformacja Agile. Struktury, procesy i sposoby myślenia w erze cyfrowej”, wydanej przez Onepress / Helion SA.

Czym wyróżnia się “Transformacja Agile”

Kilka refleksji po lekturze książki „Transformacja Agile”

Transformacja Agile to nie jest książka wyłącznie o transformacji cyfrowej. Owszem, technologia i cyfryzacja pojawiają się w tle, ale Perkin opisuje coś więcej – transformację sposobu działania całej organizacji: jej kultury, przywództwa, struktur, procesów i mentalności ludzi.

Autor wyraźnie zaznacza, że zwinność to nie narzędzie IT ani zestaw metodyk dla programistów, lecz fundamentalna zmiana w sposobie, jak firma myśli i reaguje na zmieniające się otoczenie.

Gdybym miał wskazać, co najmocniej odróżnia tę książkę od wielu innych publikacji o agile, powiedziałbym tak: ona nie wskazuje „jak wdrożyć agile w zespole?” (najlepiej IT), tylko „jak zbudować firmę, która umie działać zwinnie?”.

Prezentowane w książce podejście do zwinności jest mi bliskie. Autor traktuje zwinność nie jako zestaw narzędzi, ale jako system operacyjny dla nowego środowiska pracy. W niektórych publikacjach o agile punkt ciężkości pada na metodykę. Tu jest inaczej.

Perkin pokazuje, że prawdziwa transformacja nie polega na tym, że organizacja wprowadza nowe rytuały, zmienia nazwy spotkań albo powołuje kilka cross-funkcyjnych zespołów. Prawdziwa transformacja zaczyna się wtedy, gdy firma zaczyna inaczej myśleć o swojej strukturze, odpowiedzialności, przepływie decyzji, współpracy i sposobie zarządzania zmianą.

W pracy doradczej także widzę, że wiele organizacji nie ma problemu z poznaniem nowych narzędzi, choć często o nie dopytuje. Trudność zaczyna się wtedy, gdy trzeba zmienić sposób działania całego systemu: od zarządzania priorytetami, przez współpracę między działami, aż po rolę menedżerów i tempo uczenia się.

Logiczna struktura książki

„Transformacja Agile” jest zbudowana w sposób bardzo logiczny. Autor prowadzi czytelnika od szerszego spojrzenia na zmieniające się otoczenie biznesowe, przez ideę zwinnego modelu działania firmy, aż po kwestie wdrażania zmiany i skalowania tego, co działa.

Czytając książkę Perkina dostrzegłem w niej kilka warstw.

Pierwsza dotyczy samego kontekstu. Perkin pokazuje, dlaczego tradycyjne modele zarządzania coraz częściej zawodzą w świecie, który jest szybki, nieprzewidywalny i silnie uzależniony od technologii, danych oraz oczekiwań klientów. Udowadnia, dlaczego model liniowy już nie działa.

Druga warstwa dotyczy systemu operacyjnego organizacji. To dla mnie jeden z najmocniejszych elementów tej książki. Autor nie pyta tylko o to, jak pracują zespoły, ale jak działa firma jako całość. Jak wygląda przepływ informacji. Gdzie zapadają decyzje. Jak podchodzić do innowacji. Jak przejść od skalowalnej efektywności do skalowalnego uczenia się.

Trzecia warstwa to samo prowadzenie zmiany. I tu znów znalazłem bliskie mi podejście. Perkin opisuje zwinne zarządzanie zmianą. Pokazuje zmianę jako proces uczenia się, eksperymentowania, korygowania kursu i stopniowego budowania nowego sposobu działania z godnie z zasadą: „myśl na dużą skalę, zacznij od małych zmian, skaluj zmiany szybko”.

Co mi się najbardziej podobało

Najbardziej cenię sobie to, że w każdym rozdziale znajdowałem studia przypadku – konkretne przykłady wdrażania zwinności w polskich firmach. (Polskie studia przypadków opisali Przemysław Skrzek i Maciej Gawlik).

Bardzo trafna jest logika wdrożeń, o której już wspominałem: myśl szeroko, zaczynaj od małych kroków, szybko ucz się i rozwijaj to, co przynosi efekty. To podejście dobrze odpowiada na potrzeby współczesnych firm. Dziś niewiele organizacji może sobie pozwolić na wieloletnie, „ciężkie” programy transformacyjne.

Ponieważ wymiar ludzki jest dla mnie bardzo istotny w zarządzaniu zmianą, to podkreślam, że Perkin nie oddziela procesów od ludzi. W tej książce wyraźnie widać, że transformacja dotyczy także kultury, przywództwa, zaufania i codziennych zachowań menedżerów oraz pracowników.

Moje uwagi

Choć studia przypadków dotyczą wdrożenia zwinności w całych firmach, to większość z nich odbywa się w firmach IT, co może wynikać z tego, że zwinne podejście jest im najbliższe i najłatwiejsze do wdrożenie, nie tylko przy produkcji oprogramowania.

Druga uwaga dotyczy omawianego przy okazji reakcji na zmianę modelu Kübler-Ross, który został stworzony, aby zobrazować jak radzimy sobie z ciężką chorobą lub śmiercią bliskiej osoby. Moim zdaniem, bardziej adekwatny byłby to model Virginii Satir, ale Perkin zdecydował się na inny (jak wielu autorów publikacji o zmianie).

Warto sięgnąć po tę książkę

Lektura książki Perkina była dla mnie interesująca również jako spotkanie z podejściem, które w wielu miejscach idzie w stronę bliską także mojemu myśleniu o zwinnych organizacjach i zwinnym zarządzaniu zmianą.

Czytając „Transformację Agile”, miałem poczucie, że to książka napisana dla tych, którzy chcą myśleć o zwinności poważnie i w skali całej firmy.

Polecam tę lekturę liderom i menedżerom wyższego szczebla, kierownikom projektów i agentom zmian, którzy chcą lepiej zrozumieć, co naprawdę musi się zmienić, aby firma mogła działać zwinniej.

Kilka refleksji po lekturze książki „Transformacja Agile” Dowiedz się więcej »

Zwinność nie zaczyna się od narzędzi. Zaczyna się od diagnozy

Zwinność nie zaczyna się od narzędzi. Zaczyna się od diagnozy

W wielu firmach scenariusz wdrażania zwinności wygląda podobnie. Najpierw pojawia się zachwyt nad nowym rozwiązaniem. Nowe role, nowe sposoby pracy, nowe spotkania, nowe tablice, nowe nazwy. Potem zapada decyzja: „wchodzimy w zwinność”. Problem w tym, że bardzo często nie jest to początek zmiany, tylko początek kolejnej warstwy organizacyjnego makijażu.

Bo jeśli firma nie wie, z jakiego miejsca startuje, to nie wdraża zwinności. Wdraża nadzieję.

Najdroższy błąd? Utożsamić zwinność z narzędziami

Trzeba to powiedzieć jasno: zwinność w zarządzaniu nie jest synonimem jednej metody ani zestawu gotowych praktyk. To nie jest zmiana nazw spotkań. To nie jest wprowadzenie kilku nowych rytuałów. To nie jest też szybka próba „unowocześnienia” firmy przez dołożenie kolejnych rozwiązań.

Zwinność w zarządzaniu oznacza zdolność organizacji do uczenia się, reagowania, korygowania kursu i podejmowania lepszych decyzji w warunkach zmienności, niepewności i złożoności. Dlatego nie ma jednej jedynie słusznej drogi. Narzędzia trzeba dobierać do sytuacji firmy, jej strategii, kultury organizacyjnej i dojrzałości menedżerów.

Właśnie dlatego podejścia zwinnego nie wdraża się przez kopiowanie cudzych rozwiązań, stosowanych przez inne firmy narzędzi Agile. Wdraża się je przez świadome dopasowanie sposobu działania do realnych potrzeb organizacji.

Zwinność bez diagnozy to tylko nowe opakowanie dla starych problemów

Najdroższy błąd nie polega na wyborze niewłaściwego narzędzia. Najdroższy błąd polega na tym, że firma sięga po narzędzia, zanim odpowie sobie na kilka istotnych, czasem niewygodnych, pytań.

  • Czy Zarząd naprawdę chce zmienić sposób podejmowania decyzji?
  • Czy menedżerowie umieją koncentrować się na priorytetach, a nie na presji robienia wszystkich na raz?
  • Czy procesy planowania i alokacji zasobów są wystarczająco elastyczne?
  • Czy zespoły mają przyzwolenie na samodzielność i branie odpowiedzialności?
  • Czy organizacja korzysta z informacji zwrotnej, czy raczej broni wcześniejszych założeń i planów?

Jeżeli odpowiedź brzmi: „nie wiemy”, to właśnie tam zaczyna się właściwa praca. Nie od narzędzia. Od diagnozy.

Firma nie potrzebuje kopii cudzej metodyki

Jednym z najbardziej szkodliwych mitów wokół zwinności jest przekonanie, że istnieje jeden właściwy sposób jej wdrażania. Tymczasem firmy różnią się nie tylko branżą czy skalą. Różnią się kulturą organizacyjną, sposobem podejmowania decyzji, poziomem przeciążenia i gotowością ludzi do działania w większej autonomii.

Próba „wgrania” gotowego modelu bez diagnozy kończy się zwykle przewidywalnie. Zespół robi coś nowego, ale działa po staremu. Menedżerowie uczestniczą w nowych działaniach, ale nadal zarządzają przez nadmiar kontroli. Zarząd deklaruje zmianę, ale nie zmienia sposobu ustalania priorytetów.

W efekcie organizacja nie staje się bardziej zwinna. Staje się bardziej zmęczona i zrezygnowana, bo nie widać oczekiwanych rezultatów.

Zwinność w zarządzaniu to zdolność uczenia się i adaptacji

W podejściu zwinnym nie chodzi o to, by wdrożyć modny zestaw praktyk. Chodzi o to, by rozpoznać sytuację, stworzyć sensowne opcje działań i sprawdzać je w praktyce.

Ważne są diagnoza “as is”, praca na informacji zwrotnej, tworzenie kilku opcji działań zamiast jednej recepty oraz eksperymentowanie i wyciąganie wniosków.

To właśnie odróżnia dojrzałą zwinność od chaosu lub działania na pokaz.

Menedżer nie ma deklarować, że jest zwinny

W Agile for Future mówimy nie tylko o poziomie zwinności firmy, ale też o poziomie zwinności menedżera. I to bardzo często decyduje o powodzeniu zmiany.

Można nauczyć menedżera nowych pojęć, a i tak zostawić go z dawnym sposobem działania. Nadal będzie zasypywał ludzi dziesiątkami “priorytetów”. Nadal będzie mylił kontrolę z odpowiedzialnością. Nadal będzie traktował plan jak ustaloną drogę do sukcesu, zamiast jak hipotezę do sprawdzenia.

Zwinny menedżer działa inaczej. Potrafi pracować z wizją, korzystać z informacji zwrotnej, wybierać priorytety, działać w warunkach niepewności i korygować kurs bez kurczowego trzymania się raz ustalonego planu.

Nie zaczynaj od pytania: „jakie narzędzie wdrożyć?”

To pytanie brzmi z pozoru profesjonalnie, ale bardzo często prowadzi firmę w złą stronę.

Dużo lepsze pytania brzmią inaczej:

  • Z jakiego miejsca startujemy jako organizacja?
  • Co dziś najbardziej spowalnia nasze działanie?
  • Jakie bariery widzimy po stronie zarządu, menedżerów, procesów i kultury organizacyjnej?
  • Jakie kompetencje mamy, a jakich nam brakuje?
  • Jakie działania warto najpierw sprawdzić w małej skali?

To są pytania, które otwierają drogę do sensownej zmiany.

Agile Starter Pack

Agile Starter Pack

W Agile for Future nie zachęcamy do zaczynania od narzędzi. Zachęcamy do zaczynania od rozpoznania sytuacji wyjściowej.

Temu właśnie służy Agile Starter Pack – praktyczny ebook, który pomaga uporządkować myślenie o zwinności w firmie i potraktować ją nie jak modę, lecz jak świadomie projektowaną zmianę.

To punkt wejścia do dalszej pracy, uzupełniony o dwie diagnozy: poziomu zwinności menedżera i poziomu zwinności firmy.

Dopiero znając wyniki diagnozy można rozsądnie decydować, co warto zmienić, w jakiej kolejności i z użyciem jakich praktyk.

Podsumowanie

Najbardziej kosztowne nie są te transformacje, które zaczęły za wolno. Najbardziej kosztowne są te, które zaczęły od fałszywego założenia, że narzędzia rozwiążą problemy firmy w obszarze planowania, realizacji planów czy zarządzania.

Nie rozwiążą.

Jeżeli firma chce działać zwinniej, powinna najpierw zobaczyć, w jakim miejscu się znajduje, a menedżerowi – jaka jest ich postawa wobec niepewności i zmian.

Dopiero wtedy można odpowiedzieć na pytanie, jakie praktyki warto wdrażać.

W Agile for Future właśnie od tego zaczynamy. Od diagnozy poziomu zwinności firmy i menedżerów. Nie po to, żeby oceniać. Po to, aby dobrać taki sposób działania, który ma szansę przynieść konkretne efekty.

Zwinność nie zaczyna się od narzędzi. Zaczyna się od diagnozy Dowiedz się więcej »

Zarządzanie portfelem zmian to dziś jedno z kluczowych zadań zarządu.

Dlaczego Prezes powinien częściej zaglądać do portfela?

Prezes najczęściej patrzy na strategię przez pryzmat wyników, inwestycji, ryzyk, przewag rynkowych i tempa realizacji celów. To naturalne. W końcu właśnie z tej perspektywy zarządza się firmą.

Jest jednak jeszcze jedno miejsce, do którego warto zaglądać częściej, niż robi to większość zarządów. Tym miejscem jest portfel zmian.

Nie chodzi o zestawienie projektów przygotowane na potrzeby komitetu sterującego. Nie chodzi też o slajd, na którym każda inicjatywa wygląda rozsądnie i przekonująco. Chodzi o portfel zmian, które organizacja prowadzi jednocześnie: transformacje, wdrożenia, reorganizacje, programy rozwojowe, inicjatywy technologiczne, projekty AI, zmiany procesowe i wszystko to, co ma wspierać realizację strategii.

Właśnie tam bardzo często widać prawdę o zdolności firmy do działania.

Problemem nie jest brak zmian, ale ich nadmiar

W wielu organizacjach nie brakuje dziś inicjatyw. Strategia podpowiada nowe kierunki. Rynek wymusza tempo zmian. Klienci oczekują więcej. Technologia otwiera kolejne możliwości. Każdy obszar ma swoje potrzeby, ambicje i uzasadnione priorytety.

W efekcie powstaje portfel, który z punktu widzenia pojedynczych decyzji wygląda sensownie, ale jako całość zaczyna przekraczać możliwości organizacji i jej pracowników.

To właśnie wtedy pojawia się dobrze znany mechanizm:

  • wszystko staje się ważne,
  • zbyt wiele tematów startuje równocześnie,
  • te same osoby są potrzebne w kilku miejscach naraz,
  • menedżerowie próbują godzić sprzeczne oczekiwania,
  • decyzje zaczynają zapadać coraz wolniej,
  • priorytety przestają być czytelne.

Na poziomie deklaracji firma realizuje strategię. Na poziomie codziennego działania zaczyna jednak tracić zdolność skutecznego wdrażania czegokolwiek.

I właśnie dlatego Prezes powinien częściej zaglądać do portfela.

Zarządzanie portfelem zmian - Infografika

Portfel zmian pokazuje, czy strategia ma szansę być zrealizowana

Strategia nie przegrywa wyłącznie dlatego, że jest błędna. Często przegrywa dlatego, że organizacja próbuje wdrożyć zbyt wiele naraz.

To bardzo ważne rozróżnienie.

Niektóre firmy nie mają problemu z wizją i kierunkiem.

To co dostrzegam w firmach to problem z przeciążeniem i zmęczeniem zmianami, nadmiar oczekiwań wobec zespołów i brak jasności, co naprawdę jest najważniejsze.

Portfel zmian jest więc nie tylko listą inicjatyw. Jest testem strategicznej dojrzałości Zarządu.

Pokazuje, czy firma potrafi wybierać.
Pokazuje, czy potrafi odróżniać to, co ważne, od tego, co tylko pilne.
Pokazuje, czy najwyższe kierownictwo rozumie koszt uwagi, energii i czasu organizacji.

A to właśnie te zasoby są dziś jednymi z najcenniejszych.

Dolina Śmierci nie bierze się znikąd

Jako konsultant Agile for Future często rozmawiam z Zarządami o Dolinie Śmierci. Nie jako o efektownym haśle, ale jako o bardzo konkretnym zjawisku organizacyjnym.

To moment, w którym firma formalnie prowadzi zmiany, ale coraz mniej z nich osiąga zakładany rezultat.

Zmiana wystartowała.
Plan został przygotowany.
Spotkania się odbywają.
Raportowanie działa.
A mimo to efektów nie widać w takim stopniu, w jakim powinny.

Zmiana ugrzęzła i umiera…

Dlaczego?

Bo organizacja jest już przeciążona.
Bo ludzie nie widzą związku między liczbą inicjatyw a priorytetami.
Bo menedżerowie muszą realizować bieżące cele operacyjne i angażować się w kolejne projekty.
Bo nikt na poziomie Zarządu nie pochyla się nad całością.

Dolina Śmierci nie pojawia się nagle. Najczęściej jest skutkiem długiego okresu, w którym firma uruchamia więcej, niż jest w stanie unieść.

I właśnie dlatego odpowiedzialność za uniknięcie tego zjawiska nie może być delegowana wyłącznie niżej.

Zarządzanie portfelem zmian to odpowiedzialność Prezesa i Zarządu firmy

W wielu firmach portfel zmian funkcjonuje jak zbiór niezależnych inicjatyw. Każda ma sponsora. Każda ma właściciela. Każda ma harmonogram, budżet i uzasadnienie biznesowe.

A jednak bardzo często brakuje jednej rzeczy: właściciela całości.

Kogoś, kto nie patrzy na pojedynczy projekt, ale na to, jak wszystkie inicjatywy wpływają na organizację jednocześnie.

To nie jest wyłącznie zadanie PMO.
To nie jest wyłącznie temat dla działu strategii.
To nie jest wyłącznie kwestia koordynacji projektowej.

To jest odpowiedzialność zarządu, a w szczególności Prezesa, który odpowiada za zdolność firmy do realizacji strategii jako całości.

Prezes nie musi znać wszystkich szczegółów operacyjnych. Powinien jednak regularnie zadawać pytania, które porządkują rzeczywistość:

  • które inicjatywy naprawdę wspierają strategię,
  • które tylko wyglądają na strategiczne,
  • które konkurują o te same zasoby,
  • które trzeba przesunąć,
  • które połączyć,
  • a które zatrzymać, zanim zaczną kosztować więcej niż mogą dać.

To właśnie w tym miejscu zaczyna się prawdziwe zarządzanie portfelem zmian.

Najtrudniejszą decyzją bywa nie to, co uruchomić, ale to, czego nie uruchamiać

Dojrzałość strategiczna nie polega dziś na tym, by mieć dużo inicjatyw. Polega na tym, by mieć właściwe inicjatywy.

To różnica fundamentalna.

W praktyce oznacza ona, że Zarząd powinien częściej chronić organizację przed nadmiarem niż motywować ją do kolejnych startów. Powinien częściej porządkować niż dodawać. Częściej upraszczać niż komplikować.

To wymaga odwagi, bo rezygnacja z części tematów zawsze budzi napięcie. Ktoś będzie rozczarowany. Jakiś obszar będzie musiał poczekać. Jakaś ambicja zostanie przesunięta w czasie.

Ale brak takiej decyzji kosztuje zazwyczaj więcej.

Prezes powinien częściej zaglądać do portfela

Wyniki finansowe pokazują skutki decyzji podjętych wcześniej.
Portfel zmian pokazuje, z czym firma wejdzie w przyszłość.

Jeśli jest przeładowany, niespójny i pozbawiony właściciela, to prędzej czy później odbije się to na wynikach, tempie realizacji strategii i kondycji menedżerów.

Jeśli jest uporządkowany, spójny i zarządzany na poziomie zarządu, staje się jednym z najważniejszych narzędzi budowania skuteczności organizacji.

Dlatego pytanie nie brzmi już: czy Prezes powinien zaglądać do portfela zmian?

Pytanie brzmi: jak często robi to z perspektywy całej firmy, a nie pojedynczych projektów?

Jak Agile for Future wspiera Zarządy w zarządzaniu portfelem zmian

Pytanie nie brzmi już: czy Prezes powinien zaglądać do portfela zmian?

Pytanie brzmi: jak często robi to z perspektywy całej firmy, a nie pojedynczych projektów oraz z jakich narzędzi może korzystać?

Bo tam, gdzie nikt naprawdę nie zarządza portfelem zmian, bardzo łatwo wejść do Doliny Śmierci. Tam natomiast, gdzie Zarząd bierze odpowiedzialność za całość, rośnie szansa, że strategia nie zatrzyma się na poziomie planów, lecz zacznie przynosić zakładane rezultaty.

Właśnie w tym obszarze wspieramy naszych klientów w Agile for Future. Pomagamy Zarządom i kadrze kierowniczej porządkować portfel zmian, dostarczając praktycznych narzędzi do oceny i priorytetyzacji inicjatyw oraz prowadząc warsztaty strategiczne, które pozwalają uporządkować portfel zmian.

Naszym celem nie jest dokładanie kolejnych działań, ale wspieranie Zarządu w podejmowaniu trafnych decyzji: które inicjatywy rzeczywiście wspierają strategię, które warto połączyć, które przesunąć, a z których zrezygnować, zanim zaczną nadmiernie obciążać organizację.

Jeśli chcesz porozmawiać o tym, jak uporządkować portfel zmian w Twojej firmie i lepiej dopasować go do możliwości organizacji, zapraszamy do rozmowy o możliwościach współpracy.

Dlaczego Prezes powinien częściej zaglądać do portfela? Dowiedz się więcej »